
Fala referendalna po tym, jak w Krakowie mieszkańcy opowiedzieli się za odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego, rozlewa się na cały kraj. Słuchać, iż zmiany władz miasta domagają się w Rzeszowie i Wrocławiu. Teraz przyszedł czas na Radom. To niedawno zawiązał się komitet referendalny, a w jego skład weszli m. in. przedstawiciele Stowarzyszenia Lepszy Radom, Bezpartyjnych Samorządowców, Stowarzyszenia Represjonowanych i Internowanych w Stanie Wojennym, Klubu Inteligencji Katolickiej w Radomiu i stowarzyszenia Radomski Czerwiec 76. Inicjatorzy utrzymują, iż to działania społeczne, podjęte przez mieszkańców niezadowolonych z zarządzania miastem. Ale powiązania polityczne z partiami prawicy i skrajnej prawicy są bardzo wyraźne.
Potrzeba 15 tys. głosów
Dzisiaj komitet złożył wniosek do Komisarza Wyborczego i Urzędu Miejskiego o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta Radomia i Rady Miejskiej w Radomiu . Jednocześnie rozpoczął też etap zbierania podpisów pod wnioskiem. Aby referendum zostało zarządzone musi ich być około 15 tysięcy. Komitet ma dwa miesiące na ich zgromadzenie. Po weryfikacji podpisów komisarz ma z kolei dwa miesiące na ogłoszenie terminu głosowania.
- Spodziewamy się, iż referendum w Radomiu odbędzie się we wrześniu lub październiku tego roku - mówił Filip Waligórski, pełnomocnik komitetu referendalnego podczas konferencji prasowej. Spotkanie przerodziło się w polityczny wiec i awanturę. Na placu pojawili się przeciwnicy Radosława Witkowskiego, prezydenta Radomia i zwolennicy jego odwołania. W większości byli to emeryci lub osoby w podeszłym wieku. Wiadomo było, iż ich poglądy są radykalne, a temperamenty gorące.
"Nie jesteśmy ludźmi Suskiego"
- Zebrały się tu osoby w różnym wieku, z różnych środowisk, reprezentujący różne orientacje polityczne, różne ugrupowania. Przygotowywaliśmy się do tego od dawna, nie jesteśmy partyjniakami, ludźmi Marka Suskiego. Jesteśmy ludźmi, którzy doprowadzą do tego, iż prezydent Radosław Witkowski zostanie odwołany, bo nie potrafi zarządzać Radomiem - przekonywał Filip Waligórski.
Mówił, iż potrzeba do tego "zrywu społecznego" i liczy na to, iż mieszkańcy wezmą udział w głosowaniu. - Mimo obietnic prezydenta jest gorzej niż było. Jest mniej pieniędzy z kasy centralnej, czy damy się dalej oszukiwać? Lista zarzutów do prezydenta jest długa - twierdził z kolei Mikołaj Kurbiel z komitetu, ale konkretów nie podał. Chętnie mówił zaś o historii i tym, iż jest dumny z bycia radomianinem. Powtarzał ogólniki o złym i niekompetentnym zarządzaniu miastem. Krytykował sposób budowy hali sportowej. I przekonywał, iż w mieście "nic nie jest robione".
- Czy tak ma funkcjonować miasto, my mieszkańcy i aktywiści chcemy powiedzieć dość. Dług miasta rośnie, Radom się wyludnia i rośnie bezrobocie - zarzucał Kurbiel.
Bartosz Głogowski z komitetu referendalnego poinformował, iż wystosuje on list do wszystkich partii opozycyjnych: Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji, Partii Razem i Polski 2025, która nie ma reprezentacji w Radzie Miejskiej i prezydium z pytaniem, czy poprą inicjatywę referendum. Na odpowiedź będziemy czekać siedem dni. To nam pokaże komu zależy na tym mieście - twierdził.
Kto przeciw ten złodziej i komuch
Radomianin, pan Andrzej oświadczył, iż jemu żyje się dobrze, a miasto się jego zdaniem rozwija. Podawał przykłady m.in. lotniska, nowego stadionu i hali sportowej. - Wyjdźcie w weekend na ulicę Żeromskiego, ilu tu ludzi jest w restauracjach, jak to miasto żyje - próbował przekonywać, ale tłum emerytów gwałtownie go zakrzyczał, poziom agresji rósł z minuty na minutę. Jedna z uczestniczek szturchała mężczyznę inwalidzką kulą próbując kpić z jego ubrania. Słychać było krzyki "precz z komuną", mężczyznę wyzywano od złodziei, prowokatorów, tępych łbów.
- Nie, ja ciężko pracuję, jak moi znajomi, którzy też pracują i nie mają czasu w takie wiece - próbował się bronić pan Andrzej. Nic to nie pomogło. Tłum miał prostą receptę: jeżeli ktoś jest zadowolony, to na pewno go opłacono. jeżeli ma pieniądze to je ukradł, a jak ma inne poglądy to z pewnością jest komuchem. Posypały się wulgaryzmy i okrzyki " Witkowski do Berlina", Precz z komuną, precz z komuną".
Nawet zaintonowany przez organizatorów "Mazurek Dąbrowskiego" nie ostudził wrogości tłumu. Znowu posypały się obelgi w kierunku tych, którzy odważyli się mieć inne zdanie.
Bożena Dobrzyńska










