Od Krakowa po inne miasta
Akcja referendalna w Kraków nabiera tempa – według doniesień Wirtualna Polska zebrano już wymaganą liczbę podpisów potrzebną do zorganizowania referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego oraz rady miasta. Sprawa zaczyna zyskiwać znaczenie ogólnopolskie, a główne partie obserwują ją jako potencjalny poligon przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi, zwracając uwagę na możliwe konsekwencje ewentualnego odwołania Miszalskiego i wpływ podobnych inicjatyw w innych dużych miastach. Jak wskazuje portalowi jeden z polityków KO, zamieszanie panuje również we Wrocławiu, Łodzi oraz Poznaniu.
W piątek, 27 lutego, minie miesiąc od rozpoczęcia zbiórki podpisów pod wnioskiem o referendum w Kraków. Choć przepisy wymagają ok. 58 tys. podpisów w ciągu 60 dni, organizatorzy już mogą uznać akcję za sukces – dotychczas zgromadzono ponad 73 tys. głosów. Tempo zbiórki nieco spadło, ale zainteresowanie mieszkańców pozostaje wysokie, a celem pozostaje osiągnięcie 100 tys. podpisów.
Klich na prezydenta?
W Koalicji Obywatelskiej panuje ambiwalentne podejście do referendalnej inicjatywy w Krakowie. Z jednej strony duża część polityków tej formacji wątpi w możliwość odwołania prezydenta, z drugiej druga część przygotowuje się na scenariusz jego realizacji. Według ustaleń Wirtualnej Polski rozważane jest przy tym wycofanie Bogdana Klicha z funkcji ambasadora w Waszyngtonie i wystawienie go w wyborach na prezydenta Krakowa, co miałoby pomóc rozwiązać spór Koalicji Obywatelskiej z prezydentem Karolem Nawrockim o nominacje ambasadorskie oraz wykorzystać potencjał polityczny Klicha w stolicy Małopolski.
Ale Klich nie jest jedynym wyborem. Anonimowy polityk KO zdradził redakcji WP jeszcze jedną kandydatkę:
Co prawda rozważana pozostało senator Monika Piątkowska, ale to Klich wygrałby tam w cuglach. Inteligent z Krakowa, piękny etos opozycyjny, można okrasić to opowieścią, iż wrócił ze Stanów, by ratować Kraków – ocenił.
Miszalski o „referendum nienawiści”
Gdy pod koniec stycznia zarejestrowano komitet referendalny, prezydent Aleksander Miszalski oceniał, iż inicjatywa ma charakter polityczny i jest formą rewanżu po przegranych wyborach. Sugerował, iż stoją za nią środowiska skrajnej prawicy oraz jego wyborczy rywale, którzy – jak próbował przekonywać – kwestionowali jego mandat jeszcze przed zaprzysiężeniem.
Później, podczas konferencji prasowej, Miszalski postanowił wygłosić jeszcze śmielszą tezę:
Skąd ci biedni obywatele mają setki tysięcy, a może miliony złotych na kampanię hejtu, którą obserwujemy? Kto to finansuje? – pytał retorycznie.
Temat finansów stał się jednak mieczem obosiecznym, uderzając bezpośrednio w prezydenta Krakowa. Stało się tak, gdyż zaledwie kilkanaście godzin po rozpoczęciu zbiórki podpisów Interia ujawniła, iż miasto planuje wydać ponad 1,5 mln zł na druk urzędowej gazety, której 200 tys. z 220 tys. egzemplarzy ma trafić do skrzynek mieszkańców, co wywołało falę krytyki. Jednocześnie teoria o „politycznej dogrywce” zaczęła słabnąć, gdy okazało się, iż niezadowolenie mieszkańców jest rzeczywiste i masowe – w ciągu pierwszych godzin zebrano 5 tys. podpisów, a w cztery dni aż 20 tys., a wolontariusze odnotowywali kolejki niemożliwe do wyjaśnienia jedynie mobilizacją partyjną.
Próba zmiany narracji? Niezupełnie
Dwa dni po rozpoczęciu zbiórki podpisów prezydent Aleksander Miszalski i jego zastępcy postanowili zmienić taktykę działania. Przedstawili medialnie wizję rozwoju Krakowa z inwestycjami mieszkaniowymi, metrem i inicjatywą „Da się!” na 2026 rok, podczas gdy zaplecze polityczne działało w sieci, zniechęcając mieszkańców do udziału w referendum i krytykując organizatorów inicjatywy.
Bartłomiej Kocurek w sieci ostrzegał przed podawaniem numeru PESEL „ankieterom”, sugerując możliwość wyłudzeń, jednocześnie publikując grafikę z postacią przypominającą organizatora referendum Wojciecha Jakubowskiego z wampirzymi zębami. W odpowiedzi na komentarz przedsiębiorcy radny Mariusz Szczygieł życzył mu „spadającej sprzedaży”.
Przekroczenie progu 35 tys. podpisów skłoniło prezydenta Krakowa do zmiany strategii komunikacyjnej – 9 lutego w mediach społecznościowych pojawił się hashtag #Zrobione, inaugurujący kampanię sukcesów, z grafiką informującą o przeznaczeniu 500 mln zł na inwestycje w ramach „Paktu dla Krakowskich Osiedli”. Choć przekaz sugerował natychmiastowe wydatkowanie środków, analiza archiwalnych komunikatów miasta wskazuje, iż większość projektów pozostaje w fazie planów, a kwota obejmuje okres do 2028 r. 11 lutego, w dniu ogłoszenia zebrania 45 tys. podpisów, Miszalski ogłosił też „wielką korektę” w sprawie Strefy Czystego Transportu, mimo wcześniejszych zapewnień o jej odłożeniu. Zmiany wiązały się z personalnymi roszadami, a skutek których stanowisko stracił Łukasz Franek, długoletni dyrektor Zarząd Transportu Publicznego w Krakowie i główny architekt strefy.

6 godzin temu












