Referendum w Islandii. Koniec unijnych marzeń i twarda lekcja dla Europy

1 godzina temu

Mieszkańcy Islandii w ogólnokrajowym referendum powiedzieli, iż nie chcą powrotu do negocjacji z Unią Europejską na temat akcesji. Pozornie można by przejść nad tym faktem do porządku dziennego. To w końcu mały, odległy od nas kraj, a mieszka w nim ledwo 400 tysięcy ludzi. Trzy czwarte z nich było uprawnionych do głosowania. Trochę ponad 80 procent skorzystało z tego prawa.

A jednak referendum w Islandii komentowano w całej Europie. W Islandii jak w lustrze widać powiem różne problemy i wątpliwości, z którymi nasz kontynent musi sobie poradzić dziś lub jutro.

Pierwsze pytanie dotyczy wartości i niebezpieczeństw demokracji bezpośredniej. Część zachodniej prasy bardzo chwali władze Islandii za oddanie tak kluczowej decyzji w ręce ogółu obywateli. Ale ta szlachetna idea ma równie wielu przeciwników. Argumentują oni, iż Brexit, w którym politycy optujący za opuszczeniem Unii zepchnęli odpowiedzialność za ten krok na obywateli, powinien być dla Islandczyków twardą przestrogą.

W szwedzkich komentarzach do referendum pisano wprost o wpływie na jego wynik rybackiej mafii, czyli niewielu bardzo zamożnych firm mających w Islandii monopol w sektorze rybołówstwa. Zarzucono im, iż dyskretnie, z tylnego szeregu, ich bogaci właściciele napędzali (czytaj finansowali) antyunijną propagandę, posługując się i fałszywymi informacjami na temat Unii, i strachem przed bezrobociem, które rzekomo dotknie islandzkich rybaków, jeżeli Hiszpania i Holandia wykupi ich prawa połowowe.

Referendum w Islandii to twarda lekcja dla Europy

Trudno w tym kontekście nie przypomnieć postaci Roberta Schumana i jego deklaracji. Wspólnota Węgla i Stali, jaką postulował 76 lat temu, zakładała przekazanie przez Niemcy i Francję decyzji dotyczących dwóch kluczowych surowców w „wyższe” europejskie ręce. Wszystko po to, by uniknąć ostrej rywalizacji, aż po nową wojnę.

Najwyraźniej lęk przed wojną i jej skutkami jest dziś mniejszy niż w 1950 roku. A zamożni Islandczycy mają więcej do stracenia niż zdziesiątkowane, zubożałe i zmęczone po II wojnie światowej społeczeństwa francuskie i niemieckie.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” napisał wprost: „Europejska integracja przestała być – niemal 70 lat po podpisaniu traktatów rzymskich – gwarancją sukcesu”. Miał pewnie nie tylko Islandczyków na myśli. W niemieckich sondażach prowadzi partia gotowa wyprowadzić Niemcy ze stref euro i Schengen. Jakby wyborcy nad Renem zapomnieli lub nie chcieli wiedzieć, iż powojenna potęga gospodarcza ich kraju została zbudowana właśnie w Unii Europejskiej.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału