Referendum – szwajcarskie laboratorium populizmu

9 godzin temu

System polityczny tego kraju ma być dowodem na to, iż świadome, samodecydujące i odpowiedzialne społeczeństwo nie jest jedynie idealistyczną ułudą, a realnym celem, do którego należy dążyć przy budowaniu mechanizmów funkcjonowania władzy. Ten rzekomy dowód w rzeczywistości jest jednak tylko przykrywką. To kurtyna ukrywająca prawdziwą, smutną i brutalną prawdę. Szwajcaria w ten sposób tuszuje bowiem tragiczną informację przed całym światem. To, iż choćby oni nie są w stanie obronić się przed kryzysem liberalnej demokracji.

Szwajcaria od dekad uchodzi za wzór demokracji bezpośredniej. Co chwilę słyszymy o kolejnych referendach, w których głos zabierają obywatele i od których zależy, w jakim kierunku potoczy się polityka kraju w następnych latach. Praktycznie co rok masa Szwajcarów kieruje się do lokali wyborczych i wywiera realny wpływ na to, jak wygląda i jak ma wyglądać ich państwo. Frekwencja jest uzależniona od tego, jak istotny dla społeczeństwa jest temat referendum. Mimo jednak, iż referendów rocznie zwykle jest kilka i wiele z nich nie dotyczy tematów fundamentalnych dla życia przeciętnego Szwajcara, to frekwencja praktycznie zawsze przekracza 40 procent. Szwajcaria z pozoru zdaje się być ucieleśnieniem marzeń miłośników demokracji bezpośredniej. System polityczny tego kraju ma być dowodem na to, iż świadome, samodecydujące i odpowiedzialne społeczeństwo nie jest jedynie idealistyczną ułudą, a realnym celem, do którego należy dążyć przy budowaniu mechanizmów funkcjonowania władzy. Ten rzekomy dowód w rzeczywistości jest jednak tylko przykrywką. To kurtyna ukrywająca prawdziwą, smutną i brutalną prawdę. Szwajcaria w ten sposób tuszuje bowiem tragiczną informację przed całym światem. To, iż choćby oni nie są w stanie obronić się przed kryzysem liberalnej demokracji.

Powiew wschodniego imperializmu wzburzył istotnie całą Europę. Skrajna prawica zyskała ważne przyczółki w wielu miejscach, w niektórych osadzając się na stałe. Doszliśmy do momentu, w którym ugrupowania pokroju polskiej ,,Konfederacji’ nie są już kojarzone jako prawa ściana, za którą są już tylko bojówki mini-pseudo-ugrupowań, które bardziej przypominają fanatyczne sekty, aniżeli partie mające realnie wpływać na życie ludzi.

Dotychczas myśleliśmy, iż wzrost popularności hiszpańskiego Vox, niemieckiego AfD i podobnych partii skrajnie prawicowych w całej Europie jest procesem, który szczęśliwie nie wpłynął na funkcjonowanie szwajcarskiej demokracji. Gdy jednak SVP, szwajcarska partia prawicowo-populistyczna stała się liderem sondaży i zdobyła największą reprezentację w ciałach ustawodawczych, to cieszyliśmy się ciągłym pozostaniem przy życiu szwajcarskich instytucji demokratycznych.

Prawda okazała się jednak dużo brutalniejsza. Populizm opętał i Szwajcarię, zrobił to jednak subtelniej. Instytucje demokratyczne, z referendum na czele, stały się jego ofiarami, dużo bardziej cichymi niż w innych krajach.

Szwajcarskie referenda pełnią bowiem dzisiaj zupełnie inną funkcję niż kiedyś. Referendum stało się wielkim eksperymentem politycznym, mającym dać prawicy jasną odpowiedź na pytanie, jak daleko może posunąć się władza. To w rzeczywistości toczenie wielkiej kuli śnieżnej, czyli oswajanie obywateli do coraz skrajniejszych i izolacjonistycznych pomysłów. Gdy jeszcze parę lat temu społeczeństwo na tę próbę odpowiedziało wyraźnie „nie”, nie spodziewaliśmy się, iż to będzie stała tendencja. Szwajcarzy nie zdecydowali się wtedy na proponowane właśnie przez SVP deportacje dla migrantów, którzy dopuścili się choćby drobnych przestępstw, w postaci np. przekroczenia prędkości.

Od tego czasu jednak wiele się zmieniło. Przepływające przez Europę fale migracji, rosyjska inwazja i amerykański trumpizm przesunęły Okno Overtona o wiele bardziej w prawo, legitymizując izolacjonistyczne i populistyczne dążenia w Szwajcarii. Po wejściu w życie uchwalonego właśnie w drodze referendum zakazu noszenia burek w miejscu publicznym SVP stawia w tym roku krok dalej. Proponuje referendum, w którym Szwajcarzy zdecydują o możliwym ograniczeniu migracji. W przypadku przekroczenia 10 milionów mieszkańców, procedura uzyskania azylu w kraju ma być w znacznym stopniu utrudniona.

To tak naprawdę powrót do starszych tendencji, która ta partia przejawiała lata temu. Tłoczone obywatelom przesłanie w postaci straszenia migrantami, przedstawianymi jako robaki przebijające piękne, czyste, szwajcarskie jabłko, jest jednym z najpopularniejszych straszaków, jakie stosują od lat. To w akompaniamencie takich właśnie obrazków od lat odbywa się tam kampania. W ich akompaniamencie SVP planuje kolejny krok. Bo to referendum ma być jedynie drzwiami, otwierającymi drogę do dalszej drogi na prawo. Celem SVP jest wyważenie ich kopniakiem z buta.

Najważniejszy jest bowiem kontekst unijny. Prawicowy populizm w Szwajcarii ma charakter antyinstytucjonalny. Sprzeciwia się zacieśnianiu relacji z jakimikolwiek międzynarodowymi organizacjami. Sprzeciw wobec migracji w duży sposób zaostrzy granice szwajcarskie, w tym te z państwami UE. Zaostrzy je jednak w sposób dużo bardziej symboliczny. Bo SVP nie proponuje nagłego i zdecydowanego ,,pozbycia się’’ migrantów, jak lata temu. Teraz oczekują wyrażenia sprzeciwu sprawie o wiele mniej drastycznej. Tak liberalne podejście ma zwiększyć prawdopodobieństwo ,,zwycięstwa’ w referendum. Bo zalegalizowanie kursu antyunijnego to rzeczywiście zwycięstwo populizmu. W jednym z ostatnich bastionów liberalnej demokracji.

Gdy Unger, jeden z naczelnych przedstawicieli krytycznej teorii prawa, budował alternatywny plan, który miał uchronić system przed upolitycznieniem, proponował narzędzia, którymi operuje dzisiaj demokracja bezpośrednia. Najwyraźniej żyjemy w tak smutnych czasach, iż choćby te narzędzia są w stanie co najwyżej spowolnić rozkład liberalnej demokracji.

Idź do oryginalnego materiału