W jednym z odcinków serialu „Alternatywy 4” Józef Balcerek opowiadał dowcip zmodyfikowany przez gospodarza domu Stanisława Anioła. Czujny politycznie Anioł tak ocenzurował dowcip, iż żart stracił puentę, ale i tak wszyscy wiedzieli, iż to nie Francuzowi walonki spadły, gdy go Amerykanin, a tak naprawdę Niemiec, zrzucał z sanek na pożarcie wilkom. Od tygodnia wokół sań Koalicji Obywatelskiej krąży cała wataha wilków, która chce rozszarpać polityków tej partii i wcześniej, czy później kogoś tłustego z sanek trzeba będzie wyrzucić, bo w przeciwnym razie wszyscy ugrzęzną w zaspach afer i zostaną rozszarpani.
Komu pierwszemu spadną walonki? Murowanym kandydatem jest „Francuz” Rafał Trzaskowski, o czym zresztą mówiło się od dawna, dokładnie od drugiej porażki w wyborach prezydenckich. Rafał Trzaskowski posiada dwie cechy dyskwalifikujące każdego polityka, po pierwsze jego wizerunek to synonim szkolnego lizusa zarozumialca, co to wszystko wie najlepiej i skarży wychowawczyni. Przechwałki o biegłym posługiwaniu się językami, w tym nomen omen francuskim, co przeważnie działa na korzyść polityków, błyskawicznie zamieniły się w satyrę. Najpopularniejsza anegdota to ta o czytaniu w oryginale Edgara Morina, francuskiego filozofa, którego pewnie większość zjadaczy chleba nie kojarzy, bo i nie jest to Wolteire, czy Monteskiusz. Rafał Trzaskowski uwielbia się popisywać „intelektualnie” i pewnie dlatego wybrał akurat tego filozofa, żeby pokazać jak bardzo plebs odstaje od ucznia Bronisława Geremka.
Druga cecha Trzaskowskiego to nieprawdopodobny pech połączony z serią wpadek ocierających się o tragifarsę. Godzinami można wymieniać wypowiedzi i działania prezydenta stolicy, na co w felietonie nie ma miejsca, ale wystarczy przywołać te najgłośniejsze, żeby zobaczyć portret groteskowego pechowca:
Ja uważam to jest gigantomania. Przy tym, iż będziemy w ciągu dwóch lat mieli lotnisko w Berlinie…
Przyjmiemy dwa tysiące imigrantów. Potem zobaczymy.
Dzięki naszym staraniom te pieniądze nie przepadają, tylko te pieniądze będą mrożone. W związku z tym jak my wygramy kolejne wybory, to te pieniądze zostaną odmrożone.
Słowa to jedno, czyny drugie i tu dopiero zaczyna się katastrofa, Klejenie taśmą samoprzylepną stłuczonej szyby w drzwiach warszawskiej seniorki, pozostanie z Rafałem Trzaskowskim na zawsze. Nic jednak nie przebije „dwugodzinnego Prezydenta RP”, czyli historii napisanej przez Rafała Trzaskowskiego w dniu 1 czerwca 2025 roku, tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów. Pomimo promilowej różnicy i przestróg ze strony przedstawicieli pracowni badawczych, iż nic nie pozostało rozstrzygnięte Trzaskowski ogłosił się prezydentem. euforia trwała od 21.00 do 23.00, kiedy to wynik został skorygowany badaniem late poll i na prowadzenie wyszedł Karol Nawrocki, który ostatecznie został Prezydentem RP. Cały ten bagaż kompromitacji przygniótł bardzo mocno wiceprzewodniczącego KO, ale ciągle na sankach się utrzymywał.
Po wybuchu afery szpitalnej i afer towarzyszących, Rafał Trzaskowski rozpaczliwie zerka na swoje walonki i chyba wie, iż będzie musiał z nich wyskoczyć. Polityk wielokrotnie przyłapany na kłamstwie, ośmieszający siebie, warszawskie struktury i całą KO, a do tego irytujący mądrala pechowiec, to stanowczo za duży balast dla każdej partii. Dodatkowo nad Rafałem Trzaskowskim wiszą jeszcze dwa nieszczęścia, z czego jedno jest nieuniknione. Organizacje społeczne zajęły się już zbieraniem podpisów pod referendum, które ma odwołać prezydenta Warszawy. Gdyby to się nie wydarzyło, to i tak za 3 lata Trzaskowski straci urząd, zgodnie z zapisami nowej ustawy o samorządach nakładającej limit dwóch kadencji. Nie ma wątpliwości kto będzie Francuzem rzuconym wilkom na pożarcie.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

11 godzin temu









