Radosław Patlewicz: Czym jest współczesna lewica?

3 godzin temu

Radosław Patlewicz: Czym jest współczesna lewica?

Dzisiejsza aktywność lewicy i jej przemoc nie jest żadnym „protestem” przeciwko złemu „patriarchatowi”, „faszyzmowi” i „opresyjnej prawicy”. Nie jest też odruchem sumienia ani heroiczną walką o sprawiedliwość. Jest buntem skierowanym przeciwko temu, co silniejsze, bardziej twórcze i bardziej wartościowe. Jest buntem tych, którzy nie potrafią budować, przeciwko tym, którzy potrafią tworzyć. Nie rodzi się z odwagi, ale z frustracji. Nie wyrasta z wielkości ducha, ale z przekonania, iż skoro samemu nie udało się osiągnąć sukcesu, należy odebrać go innym.

Historia wielokrotnie pokazywała, iż cywilizacji nie niszczą wyłącznie zewnętrzni najeźdźcy. Równie często podkopują ją ludzie, którzy zamiast rozwijać własne talenty, wybierają drogę destrukcji. Łatwiej jest podpalić sklep niż zbudować i prowadzić przedsiębiorstwo. Łatwiej zdewastować pomnik niż stworzyć dzieło sztuki. Łatwiej zadenuncjować narodowca za rzekomą „mowę nienawiści” i szykanować właściciela sali, gdzie ma się odbyć prawicowe wydarzenie, niż wygrać z przeciwnikami debatę na argumenty. Niszczenie zawsze wymaga mniej wysiłku niż tworzenie.

Lewicowa przemoc nigdy nie jest dowodem siły i racji. Jest dowodem bezradności. Kiedy kończą się argumenty, pojawiają się kamienie oraz pałki „homokomando”, donosy OMZRiKu i „Nigdy Więcej” albo internetowe kampanie nienawiści. Kiedy nie można przekonać społeczeństwa do własnych racji, próbuje się uciszyć przeciwników poprzez zastraszenie, bojkot, cenzurę czy wykluczenie z pracy i życia publicznego. Mechanizm pozostaje ten sam, choć zmieniają się narzędzia.

Radykalna lewica od dziesięcioleci zmienia swoje hasła, ale nie zmienia swojej mentalności. Raz mówi o walce klas, innym razem o walce z kapitalizmem, kolonializmem, patriarchatem, zmianami klimatu czy kolejnymi, domniemanymi formami opresji. Nazwy się zmieniają, transparenty również, ale emocjonalny fundament pozostaje niezmienny. Jest nim przekonanie, iż sukces innych jest sam w sobie podejrzany, iż hierarchie należy zburzyć nie dlatego, iż są niesprawiedliwe, ale dlatego, iż istnieją.

Pod szczytnymi hasłami bardzo często kryje się czysty resentyment, tzw. „choroba czerwonych oczu”. Nie pragnienie stworzenia czegoś lepszego, ale potrzeba odebrania innym tego, co śmią posiadać. Nie dążenie do doskonałości, ale niechęć wobec każdego, kto wyróżnia się pracowitością, talentem, przedsiębiorczością czy odwagą. W tym sensie hasła o równości stają się narzędziem sprowadzania wszystkich do jednego poziomu, zamiast tworzenia warunków do rozwoju.

Historia XX wieku pokazuje, jak łatwo taka logika prowadzi do przekonania, iż cel uświęca środki, a każdy przeciwnik staje się „wrogiem ludu”, którego można pozbawić praw, godności, a choćby życia.

Współczesne formy lewicowego radykalizmu nie zawsze przybierają postać rewolucji ulicznej i otwartego mordowania, jak za Hitlera i Stalina. Coraz częściej są to kampanie mające doprowadzić do zawodowego, społecznego lub publicznego zniszczenia osób prezentujących odmienne poglądy. Zamiast rzeczowej polemiki pojawia się presja na wykluczenie, odebranie głosu, zerwanie współpracy czy publiczne napiętnowanie. Mechanizm pozostaje jednak podobny – zamiast przekonać, należy uciszyć; zamiast odpowiedzieć argumentem, należy zniszczyć reputację przeciwnika.

Najbardziej charakterystyczne jest jednak to, iż lewicowy radykalizm rzadko pozostawia po sobie trwałe osiągnięcia. Tworzenie wymaga bowiem cierpliwości, wiedzy i odpowiedzialności. Rewolucyjny gniew wymaga jedynie chwilowej emocji. Budowniczowie pozostawiają miasta, instytucje, wynalazki, dzieła sztuki i rozwój gospodarczy. Rewolucjoniści pozostawiają po sobie tylko zgliszcza, podziały i kolejne pokolenia zmuszone do odbudowy tego, co zostało zniszczone.

Cywilizacja rozwija się dzięki ludziom, którzy podejmują ryzyko, pracują, tworzą i biorą odpowiedzialność za swoje decyzje. Jest owocem wysiłku przedsiębiorców, naukowców, inżynierów, lekarzy, nauczycieli, artystów i milionów zwykłych ludzi wykonujących uczciwie swoją pracę. To oni każdego dnia budują świat. Ci, którzy wybierają drogę promowania multi-kulti, aborcji i genderyzmu, korzystają z owoców ich pracy, jednocześnie podważając fundamenty, na których sami stoją.

Żadna cywilizacja nie przetrwa, jeżeli będzie bez końca usprawiedliwiać i stawiać na piedestałach tych, którzy chcą ją osłabić. Nie obroni się również poprzez nieustanne przepraszanie za własne osiągnięcia ani poprzez udawanie, iż lewicowy ekstremizm i totalniactwo to jedynie „ekspresją gniewu”. Obroni się wtedy, gdy będzie konsekwentnie odróżniać spór od przemocy, debatę od zastraszania i wolność od zamordyzmu. Społeczeństwo ma prawo nazywać lewicę po imieniu, niezależnie od tego, pod jakim sztandarem aktualnie występuje i jakie hasła wykorzystuje do niszczenia cywilizacji.

Polecamy również: Australia alarmuje: lawina nowotworów u młodych

Idź do oryginalnego materiału