Komitet Ministrów Rady Europy przyjął rekomendację wzywającą państwa (w tym Polskę) do zapewnienia dzieciom edukacji seksualnej „od wczesnego wieku”. Analiza Julii Książek z Ordo Iuris pokazuje, iż dokument wykracza daleko poza Konwencję z Lanzarote, ogranicza rolę rodziców do bycia informowanymi, a zwolnienia z zajęć uznaje za osłabiające ochronę dzieci. Najsolidniejsze badania nie potwierdzają przy tym skuteczności takich programów. Według autorki, w sprawozdaniach dla Rady Europy Polska powinna bronić konstytucyjnego prawa rodziców do decydowania o udziale dziecka w zajęciach.
Rada Europy przyjęła rekomendację, która prowadzi do poważnego sporu o granice kompetencji państwa w wychowaniu dzieci. Dokument wzywa do zapewnienia im tzw. kompleksowej edukacji seksualnej już od wczesnego wieku. Zastrzeżenia budzi nie tylko zakres proponowanych zajęć, ale przede wszystkim marginalizacja roli rodziców, którzy – zamiast współdecydować o treściach przekazywanych ich dzieciom – mają być jedynie informowani o programie i osobach prowadzących zajęcia.
Sprawie przyjrzała się Julia Książek z Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris. Jej analiza wskazuje, iż rekomendacja CM/Rec(2026)14 wykracza daleko poza zobowiązania wynikające z Konwencji z Lanzarote, a jej założenia budzą wątpliwości zarówno prawne, jak i naukowe.
Rada Europy uzasadnia swoje stanowisko potrzebą ochrony dzieci przed przemocą seksualną, uwodzeniem (groomingiem) oraz zagrożeniami związanymi z nowymi technologiami. Sam cel jest oczywiście słuszny. Problem pojawia się jednak przy doborze środków, które mają prowadzić do jego realizacji. Jako podstawę rekomendacji wskazano Konwencję z Lanzarote. Tymczasem jej art. 6 przewiduje znacznie węższy obowiązek: przekazywanie dzieciom w szkołach podstawowych i średnich informacji o zagrożeniach związanych z wykorzystywaniem seksualnym oraz sposobach ochrony, we współpracy z rodzicami.
Nowa rekomendacja idzie znacznie dalej. Zakłada edukację rozpoczynającą się „od wczesnego wieku”, przy czym nie precyzuje, jaka granica wiekowa miałaby obowiązywać. Ponadto postuluje objęcie programem szeroko rozumianej seksualności, relacji i zdrowia seksualnego, a także rozszerzenie działań na edukację nieformalną, prowadzoną również przez podmioty prywatne. W praktyce oznacza to próbę zastąpienia ograniczonego obowiązku informowania o zagrożeniach rozbudowanym modelem edukacyjnym, obejmującym niemal wszystkie obszary związane z seksualnością.
Szczególnie niepokojące są zapisy dotyczące praw rodziców. Rekomendacja wprawdzie deklaruje, iż to oni ponoszą pierwotną odpowiedzialność za wychowanie dzieci, ale nie przekłada tego uznania na konkretne uprawnienia. Mają otrzymywać informacje o treściach zajęć i potencjalnych realizatorach, nie przewidziano jednak ich zgody ani realnego wpływu na program.
Jeszcze większe kontrowersje budzi punkt 8.2 wytycznych. Wskazuje on, iż zwolnienia dzieci z zajęć edukacji seksualnej, choćby jeżeli są przewidziane w prawie krajowym, osłabiają ochronę przed przemocą. Zdaniem Julii Książek takie podejście stoi w sprzeczności z konstytucyjnymi gwarancjami. Artykuł 48 ust. 1 Konstytucji RP przyznaje rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, natomiast art. 53 ust. 3 gwarantuje im prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego oraz religijnego zgodnego z tymi przekonaniami. Podobne gwarancje zawiera Europejska Konwencja Praw Człowieka.
Ma to szczególne znaczenie w kontekście polskiej szkoły. Od roku szkolnego 2026/2027 edukacja zdrowotna jest przedmiotem obowiązkowym, ale treści dotyczące seksualności zostały wydzielone do odrębnych, nieobowiązkowych zajęć. Rodzice mogą zatem wypisać z nich swoje dzieci. Analiza Ordo Iuris wskazuje, iż rozwiązanie to może być przedstawiane w przyszłych sprawozdaniach Polski dla Rady Europy jako problem wymagający usunięcia.
Rada Europy wielokrotnie podkreśla, iż proponowana edukacja ma być oparta na nauce. Tymczasem – jak wskazuje autorka analizy – najmocniejsze dostępne przeglądy badań nie potwierdzają skuteczności samych szkolnych programów kompleksowej edukacji seksualnej w ograniczaniu liczby ciąż nastolatek i zakażeń przenoszonych drogą płciową.
Przywołany przegląd Cochrane z 2016 r. objął osiem badań z randomizacją, w których uczestniczyło ponad 55 tys. nastolatków. Jego wyniki wskazywały, iż same programy szkolne prawdopodobnie nie prowadzą do zmniejszenia liczby ciąż nastolatek ani chorób przenoszonych drogą płciową. Z kolei analiza badań uwzględnionych w przeglądach UNESCO, amerykańskiego CDC i programu zapobiegania ciążom nastolatek wykazała, iż spośród 103 badań dotyczących tej kwestii, jedynie sześć wskazywało na trwałe efekty ochronne. Jest to zatem projekt ideologiczny, nie praktyczny, a „pomoc” stanowi jedynie zasłonę dymną.
Warto pamiętać, iż rekomendacja Komitetu Ministrów nie jest wiążącą umową międzynarodową i sama w sobie nie tworzy nowych obowiązków prawnych dla Polski. Przewiduje jednak mechanizm regularnego informowania Rady Europy o postępach we wdrażaniu jej postulatów i napotykanych trudnościach. Jest to forma nacisku na państwa, które zachowują większą rolę rodziców w edukacji dzieci.
Julia Książek postuluje, aby Polska w przyszłych sprawozdaniach konsekwentnie broniła konstytucyjnego prawa rodziców do decydowania o udziale dzieci w zajęciach dotyczących seksualności.
NASZ KOMENTARZ: Ochrona najmłodszych przed przemocą i wykorzystywaniem seksualnym nie powinna służyć jako uzasadnienie dla ograniczania praw rodzicielskich ani narzucania skrajnie leiwcowej ideologii jako jedynie słusznego modelu wychowania. Państwo ma obowiązek chronić dzieci, ale nie oznacza to, iż może zastępować rodziców w podejmowaniu decyzji dotyczących ich kształtowania.
Polecamy również: Niemcy w ogniu! Protesty przejęli imigranci

1 godzina temu












