Kiedy temperatura spada do kilku stopni poniżej zera, pompa ciepła przestaje być „sprytnym urządzeniem”, które korzysta z energii z otoczenia, a zaczyna pracować na granicy swoich możliwości”, zauważa Dziennik Gazeta Prawna. Prowadzi to do skokowych wzrostów zużycia energii, odbijających się choćby dwu- i trzykrotnie wyższymi rachunkami niż w innych miesiącach.
„Najwięcej emocji budzą historie osób, którym obiecywano konkretne kwoty. „Za ogrzewanie zapłacisz 300–400 zł miesięcznie”, „pompa da radę choćby przy –20°C”, „fotowoltaika wszystko zbilansuje” – pisze DGP. Jak wynika z obliczeń portalu, w tej chwili rachunki za ogrzewanie użytkowników pomp ciepła (zwłaszcza działających w systemie powietrznym) mogą wynosić od 800-1400 zł miesięcznie.
Na gwałtowny wzrost kosztów składa się kilka czynników. W sytuacji utrzymujących się, długotrwałych mrozów, urządzenie pracuje w takich warunkach niemal bez przerwy. Nie bez konsekwencji pozostaje również system rozliczania bazujący nie na adekwatnym zużyciu, ale prognozach.
„Wiele historii o „rachunkach grozy” zaczyna się od jednego momentu: ktoś otwiera aplikację sprzedawcy energii albo maila z fakturą i widzi kwotę, która zwala z nóg. Problem w tym, iż nie zawsze jest to realny rachunek za zużycie prądu w danym miesiącu. W Polsce ogromna część gospodarstw domowych wciąż rozlicza się na podstawie prognoz, a nie rzeczywistego zużycia. Przy pompach ciepła – szczególnie zimą – to potrafi kompletnie zaburzyć obraz kosztów” – zauważa portal.
Wystawiając „zawyżone” koszty, sprzedawcy energii często zabezpieczają się przed zimowym skokiem zużycia, uwzględniają niedopłaty czy też doliczają zaliczkę na kolejne miesiące.
Źródło: gazetaprawna.pl
PR
Już nie pompy ciepła. Kotły na biomasę nowym liderem ogrzewania

5 godzin temu















