Gęsto tu od ptaków
siedzą na kominach
i dybią na mój świat -
połatany kawałkami
starych gazet.
Zmarznięta ziemia
kwiaty zdeptane.
Choć okna zamknięte,
słyszę ich krzyk -
brudny jak listopad, koloru błota.
Zamknięte miesiące,
wiatry północne.
Nachalne ptaszyska
nie odlecą na zimę;
trzymać się będą -
dziobiąc i szarpiąc
kruchej resztki mnie.
Byle do wiosny…
byle do wiosny…









