Przykład Islandii dobry dla Polski?

goniec.net 6 godzin temu

Islandczycy powiedzieli „nie” Unii Europejskiej. Referendum ws. wznowienia negocjacji akcesyjnych zakończone zwycięstwem przeciwników

Islandczycy odrzucili w sobotnim referendum rządową propozycję wznowienia negocjacji o członkostwo w Unii Europejskiej. Przeciwko rozmowom z Brukselą opowiedziało się 52,8 proc. głosujących, za – 47,2 proc. Frekwencja wyniosła 82,5 proc. i była wyższa niż w ostatnich wyborach parlamentarnych.

Pytanie, które 29 sierpnia 2026 r. usłyszeli uprawnieni do głosowania (ok. 273 tys. osób), brzmiało: „Czy Islandia powinna wznowić negocjacje akcesyjne z Unią Europejską?”. To nie było głosowanie o samym wejściu do Wspólnoty. „Tak” otworzyłoby drogę do wznowienia procesu zawieszonego ponad dekadę temu, a ewentualna umowa akcesyjna i tak musiałaby zostać zatwierdzona w drugim referendum.

Ostateczne wyniki podała islandzka telewizja publiczna RÚV. Na „nie” zagłosowało 118 040 osób, na „tak” – 105 339. Różnica wyniosła nieco ponad 12,6 tys. głosów. Kart nieważnych i pustych było 1652.

Kampania toczyła się wokół suwerenności i – przede wszystkim – rybołówstwa.

Sektor rybny to ok. 8 proc. islandzkiego PKB i niemal 40 proc. eksportu. Przeciwnicy akcesji ostrzegali, iż członkostwo oznaczałoby podporządkowanie Wspólnej Polityce Rybołówstwa, a na islandzkie wody mogłyby wpłynąć floty z innych państw UE. Przypominali wojny dorszowe z Wielką Brytanią z lat 1958–1976, które Islandia wygrała, broniąc wyłącznej strefy ekonomicznej. W branży choćby 90 proc. firm było przeciwko wznowieniu rozmów.

Zwolennicy argumentowali, iż Islandia i tak przyjmuje dużą część unijnego prawa przez Europejski Obszar Gospodarczy, ale nie ma wpływu na jego kształt. Wskazywali na niestabilność korony, wysokie stopy procentowe, koszty życia oraz bezpieczeństwo w czasach niepewności geopolitycznej – w tym gróźb Donalda Trumpa wobec Grenlandii (które czasem mylił z Islandią). Rząd premier Kristrún Frostadóttir przedstawiał referendum jako moment „teraz albo nigdy”.

Te argumenty nie przekonały większości. Bezpieczeństwo i Arktyka były tłem, ale nie głównym motywem głosowania.

Islandia złożyła wniosek o członkostwo w 2009 r., tuż po kryzysie finansowym, który zrujnował jej banki. Negocjacje szły gwałtownie – kraj zamknął wiele rozdziałów. Po zmianie rządu w 2013 r. proces zamrożono, a w 2015 r. praktycznie zakończono. Wniosek formalnie nigdy nie został wycofany.

Po przedterminowych wyborach w 2024 r. powstała centrolewicowa koalicja Sojuszu Socjaldemokratycznego, liberalnego Viðreisn i Partii Ludowej. W umowie koalicyjnej zapisano referendum najpóźniej do 2027 r. Termin przyspieszono na sierpień 2026 r. właśnie z powodu napięć międzynarodowych. Althing zatwierdził głosowanie w maju.

Premier Frostadóttir, która sama głosowała na „tak”, przyjęła porażkę spokojnie. Ogłosiła, iż jej rząd nie będzie wracał do tematu do końca kadencji parlamentu, czyli do 2028 r. Podkreśliła wysoką frekwencję jako zwycięstwo demokracji i wezwała do szacunku dla obu stron. Zaznaczyła, iż Islandia będzie wzmacniać istniejące relacje z UE przez EOG i strefę Schengen.

Dla Brukseli to rozczarowanie. Islandia byłaby bogatym, dobrze przygotowanym kandydatem – wręcz modelowym przykładem „łatwego” rozszerzenia w czasach, gdy Unia próbuje przyciągać kraje Bałkanów Zachodnich. Unijni dyplomaci liczyli, iż korzystny wynik osłabi eurosceptycyzm i pokaże, iż UE to nie tylko projekt dla biedniejszych państw. Teraz ten argument osłabł.

Islandia pozostaje blisko zintegrowana z Unią: jednolity rynek (z wyjątkiem rolnictwa i rybołówstwa), Schengen, programy takie jak Erasmus czy Horyzont, a także NATO i umowa obronna z USA. Status quo, który Islandczycy właśnie potwierdzili, jest dla wielu z nich wystarczająco dobry.

Referendum nie zamyka tematu na zawsze. Pokazuje jednak, iż choćby w małym, zamożnym i silnie europeizowanym społeczeństwie obawy o utratę kontroli nad zasobami naturalnymi i suwerennością wciąż potrafią przeważyć nad argumentami o bezpieczeństwie i stabilności gospodarczej. Pytanie o miejsce Islandii w Europie wróci – ale na razie nie wcześniej niż za dwa lata.

Pełne członkostwo nie jest jedyną formą bliskości z UE. Islandia pokazała, iż społeczeństwo może świadomie wybrać status „blisko, ale poza” i iż kwestie sektorowe (u nich ryby, u nas np. rolnictwo, energetyka, migracja, sądy) potrafią przeważyć argumenty.

Idź do oryginalnego materiału