Nie jestem zwolennikiem kary śmierci, a już zwłaszcza w sytuacji, w której mają podlegać jej tylko członkowie danego narodu – powiedział dzisiaj szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. jeżeli chodzi o karę śmierci, to kryterium narodowościowe jest nie do zaakceptowania – dodał.
W poniedziałek w Izraelu uchwalono prawo ustanawiające karę śmierci dla skazanych za terroryzm Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu Jordanu. Prawo potępiły organizacje praw człowieka i palestyńscy przywódcy. Ustawa wymaga wykonania kary śmierci przez powieszenie w ciągu 90 dni od wydania wyroku przez sąd wojskowy bez prawa do ułaskawienia, ale dopuszcza też możliwość orzeczenia kary dożywotniego więzienia zamiast kary śmierci.
Przepisy odnoszą się jedynie do Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu, którzy – w przeciwieństwie do żydowskich osadników – podlegają sądom wojskowym administrowanym przez władze okupacyjne.
Marcin Przydacz pytany o to w środę w radiu Zet powiedział, iż „nie jest zwolennikiem kary śmierci w takiej formule, a już zwłaszcza w sytuacji, w której mają podlegać jej tylko członkowie danego narodu, czy danej społeczności”.
– Ja jestem z takiej szkoły prawnej, w której uczyło się, iż Temida ma mieć zamknięte oczy i ma sądzić za czyny, a nie patrząc na to, kogo sądzi. Czyli o ile sądzi bogatego oligarchę albo szlachcica, to go skazuje tylko na karę finansową, a jak chłopa albo migranta, to go skazuje na karę chłosty czy śmierci. Nie. Temida ma mieć zamknięte oczy. Kryterium narodowościowe w moim przekonaniu jest nie do zaakceptowania – zaznaczył szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej.
APW, PAP

2 godzin temu











