Rok 2025 miał być dla Prawa i Sprawiedliwości czasem odbudowy. Po przegranych wyborach parlamentarnych partia Jarosława Kaczyńskiego znalazła się w opozycji, ale nie w politycznej próżni. Miała struktury, pieniądze, wierny elektorat i – co równie ważne – doświadczenie w długim marszu po władzę. A jednak dwanaście miesięcy później PiS jest w gorszym położeniu niż bezpośrednio po wyborczej porażce. Nie dlatego, iż rządzący okazali się nie do pokonania. Dlatego, iż opozycja… przespała cały rok.
Tuż po wyborach PiS miał wszystko, czego potrzeba do skutecznej kontrofensywy: świeżą energię gniewu, poczucie krzywdy wśród wyborców i realne instrumenty wpływu – z prezydentem na czele. Zamiast jednak konsekwentnie budować alternatywną wizję, partia ugrzęzła w stanie politycznej hibernacji. W 2025 roku nie zaproponowała ani nowego programu, ani nowego języka, ani choćby nowej twarzy, która symbolizowałaby zmianę pokoleniową.
Najbardziej uderzające jest to, iż PiS nie potrafił wykorzystać błędów rządu. Każda władza je popełnia – to aksjomat. Tymczasem krytyka ze strony opozycji była albo spóźniona, albo histeryczna, albo oderwana od realnych problemów społecznych. Zamiast precyzyjnego punktowania decyzji rządu, dominowała narracja o „zamachu na państwo”, „dyktaturze” i „bezprawiu”. Tyle iż po ośmiu latach własnych rządów PiS utracił moralne prawo do takiej retoryki – i wyborcy to czują.
Centralnym problemem pozostaje przywództwo. Jarosław Kaczyński wciąż formalnie kontroluje partię, ale coraz wyraźniej widać, iż jego polityczna intuicja nie nadąża za zmieniającą się rzeczywistością. Zamiast strategicznego resetu mamy więc trwanie przy sprawdzonych schematach: mobilizowanie twardego elektoratu, straszenie dawnymi wrogami, powtarzanie tych samych haseł. To wystarczało, gdy PiS był u władzy. W opozycji okazuje się jałowe.
Rok 2025 nie przyniósł też żadnej poważnej debaty wewnętrznej. Nie było rozliczenia porażki wyborczej, refleksji nad błędami rządów ani próby odpowiedzi na pytanie, dlaczego część wyborców – zwłaszcza młodszych – odwróciła się od partii. Zamiast tego dominowała strategia wyparcia: to nie my przegraliśmy, to „oni nas oszukali”. Taka narracja może cementować partyjny beton, ale nie buduje większości.
Paradoksalnie PiS jest dziś słabszy niż w pierwszych tygodniach po wyborach. Wtedy miał jeszcze inicjatywę symboliczną, świeżość opozycyjnego gniewu i zdolność narzucania tematów. Dziś coraz częściej reaguje, zamiast działać. Kolejne kryzysy – prawne, wizerunkowe, personalne – nie są elementem przemyślanej strategii, ale serią improwizacji.
W medium opiniotwórczym nie sposób pominąć jeszcze jednego aspektu: zmiany społecznej. Polska 2025 roku jest inna niż Polska 2015 czy choćby 2019. Inne są lęki, inne aspiracje, inna wrażliwość. PiS zdaje się tego nie zauważać. Mówi językiem przeszłych bitew do społeczeństwa, które żyje już innymi problemami.
Jeśli więc rok 2024 był dla PiS czasem szoku po utracie władzy, to rok 2025 okazał się czasem bezwładu. A w polityce bezwład bywa groźniejszy niż porażka. Porażkę można przepracować. Przespany rok – znacznie trudniej.

10 godzin temu










