Jak dobrze poszperać, to dogrzebiemy się do ludzi wyznających najprawdziwszą prawdę. Jednakże występuje ona nieczęsto i w ilościach wielce przymałych.
Do takich ludzi należał biskup Ignacy Krasicki. Choć jako przedstawiciel kleru, nie powinien „kalać swojego gniazda”, to był purpuratem głoszącym zapatrywania sprzeczne z oficjalnymi poglądami pazernego Kościoła: w swoich dramatach, fraszkach i bajkach piętnował obłudę, zaprzaństwo, dewocyjne zachowania. W „Monachomachii, czyli wojnie mnichów”, tak opisywał miejsce, w którym się rozgrywa akcja:
„ W mieście (gród, ziemstwo trzymało albowiem
Stare zamczysko, pustoty ohyda)
Były trzy karczmy, bram cztery ułomki,
Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki.”
Z czasowo bliskich trzeba dać przykład księdza Józefa Tischnera. Wspomnieć też wypada o niezapomnianym Janie Twardowskim, księdzu-poecie. Lub o dominikaninie – Macieju Ziębie. Czy jezuicie, ojcu Wacławie Oszajcy, poecie i publicyście.
Nieprzypadkowo uparłem się na wymienianie księży. Albowiem jako człowiek coraz mniej wierzący, odróżniam religię od funkcjonariuszy Kościoła; Boy w jednym ze swoich felietonów obliczył, ile jest „procent cukru w cukrze” i wyszło mu, iż proporcja religii do Kościoła, to dwadzieścia do osiemdziesięciu.
Religia naucza, jak zostać człowiekiem świadomym swej roli na Ziemi. Jak żyć zgodnie z przykazaniami bożymi. Jak zachować lub wykształcić w sobie zdolność do okazywania wrażliwości, miłosierdzia, gotowości wybaczania. Uczy, jak kochać bliźniego. Nie uczy, jak go nienawidzić, być wobec niego zawistnym, nietolerancyjnym i mściwym.
A gros hierarchów Kościoła – owszem. Większość z nich albo dyplomatycznie milczy w tych sprawach, albo przyłącza się do grona rodzimych Talibów. Odcinam się więc od dzisiejszych sekciarzy. Współczesnych głosicieli średniowiecznych herezji. Jestem przeciw patriotom nienawistnego sortowania. Za finansowym nieodżywianiem spaślaków w kieckach. Likwidacją mrzonek o utworzeniu Państwa Wody Święconej. A także za powrotem zdrowego rozsądku, autorefleksji, zaprzestaniem małostkowego przerzucania się winą.
Mój świat jest otwarty, przyjazny, życzliwy ludziom niezapiekłym. Dostrzegam jego piękno zawarte w różnorodności form życia. Urodę rozwoju ducha. Ciągły niedosyt wiedzy. Pragnę poznawać obce kultury. Tak, jak Herodot, godnie, z podniesionym czołem podróżować po Historii. Czerpać z niej to, co szlachetne. Nie akceptować tego, co mizerne. Przyjmować do sumienia, iż są inni ode mnie. Lepsi, gorsi, ale bracia. Nie chcę ich szufladkować i wynosić się ponad.









