Prowokacyjny schematyzm ustawowy

2 godzin temu

Rządy można sprawować na wiele sposobów, jedni wprowadzają twarde reformy nie licząc się z protestami społeczeństwa, drudzy wprost przeciwnie, populistycznie rozdają pieniądze, nie bacząc na bankructwo państwa. Istnieją też takie rządy, które mogą się pochwalić skutecznym działaniem pozbawionym populizmu, przy jednoczesnym poszanowaniu woli wyborców, wprawdzie nie jest to zjawisko powszechne, ale czasami się takie cuda zdarzają. Ostatnio bardzo popularny model rządzenia to „nic nie robienie” przykrywane igrzyskami i dokładnie taki model preferuje rząd Donalda Tuska.

Jeden raz to przypadek, dwa razy to zbieg okoliczności, ale trzy i więcej razy powtarzający się proceder, to już schemat. Zdecydowanie więcej niż trzy raz większość koalicyjna położyła prezydentowi Karolowi Nawrockiemu ustawę na biurku, która zawierała zaszyte treści i nie ma w tym cienia teorii spiskowej, bo fakt ten osobiście potwierdził premier Donald Tusk w dniu 16 czerwca 2026 roku, podczas konferencji prasowej:

Wiecie dlaczego w lipcu wchodzi ta ustawa, dzięki której będzie można kontrolować zarobki w SPOZ? Tylko dlatego, iż to zdanie, ten punkt był zaszyty w zupełnie innej ustawie. Znaczy powiem wam wprost, prezydent się nie zorientował.

„Zaszytych” ustaw koalicja 13 grudnia przedłożyła prezydentowi dokładnie 42, ale klęska tej ekipy polega na tym, iż prezydent Karol Nawrocki się zorientował, co w nich jest zaszyte i konsekwentnie pruje wszystkie pułapki. Godzinami można by omawiać prowokacje ustawowe, ale wystarczy wymienić te najgłośniejsze, gdy w zamrożonych cenach energii były zaszyte niemieckie wiatraki, w programie SAFE kredyty pod pełną kontrolą UE, czy w „ustawie łańcuchowej” kojce o wielkości kawalerki. W najnowszym szyciu Donald Tusk na zlecenie koncernów farmaceutycznych i pozostałych „ludzi nauki”, próbował wyeliminować z rynku wszystkie osoby, które zajmują się dotąd legalną działalnością gospodarczą w branży zielarskiej i medycyny niekonwencjonalnej. Jaką nicią lub raczej sznurkiem zostało to uszyte? Grubą prowokacją, połączoną z klasyką gatunku, czyli szantażem emocjonalnym.

Ustawa „lex szarlatan” w założeniu, przynajmniej tym oficjalnym, miała zwalczać rzeczywiście niebezpieczne zjawisko, jakim jest prawdziwa szarlataneria. W Polsce działa wielu paramedycznych szarlatanów, a Internet pozwolił temu „biznesowi” jeszcze bardziej się rozwinąć. Czarodzieje od leczenia nowotworów wyciągiem z czosnku niedźwiedziego, magicznym wahadełkiem albo sproszkowanym kopytkiem osiołka, którym podróżował Pan Jezus, istnieli od zawsze i tak samo długo zagrażali życiu zdesperowanych ludzi poszukujących ratunku. Z nimi należy walczyć i to w sposób bezwzględny, bo walka się toczy o ludzkie zdrowie i życie, ale do tego nie jest potrzebna odrębna, w dodatku pełna zaszytych treści ustawa. W efekcie prezydent Karol Nawrocki ze wszech miar słusznie przesłał tę pułapkę nie tylko na niego, ale i na uczciwych ludzi prowadzących swoje biznesy, do Trybunału Konstytucyjnego.

Czterdziesty drugi raz Donald Tusk próbował tej samej sztuczki i czterdziesty drugi raz pośliznął się na skórce od banana, którą rzucił prezydentowi pod nogi. I nic nie wskazuje, aby to był ostatni odcinek w ramach tego schematycznego „modelu rządzenia”. Pierwsza w kolejce do zawetowania czeka ustawa „obniżająca podatki”, która jest tak skonstruowana, iż obniża kosmetycznie, a podnosi drastycznie. Prawdopodobieństwo, iż prezydent i tym razem nie da się oszukać jest bardzo duże, bo weto byłoby realizacją obietnicy wyborczej, jaką kandydat na prezydenta Karol Nawrocki złożył w czasie kampanii wyborczej. Z pewnością nie będzie to też ostatnie weto, do końca kadencji Donald Tusk wyprodukuje całą masę legislacyjnych gniotów, by przykryć nimi brak reform, sukcesów i chleba.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału