Poseł PiS Michał Wójcik śpiewał 4 listopada przed Trybunałem Konstytucyjnym, a prezenter Republiki Miłosz Kłeczek promował ze sceny zegarki po 999 zł. Protest w obronie TK stał się telewizyjnym widowiskiem połączonym ze sprzedażą. To osłabia powagę sprawy, której stawką jest ustrojowa ciągłość państwa i wiarygodność prawicy.
Karaoke i sprzedaż pod Trybunałem
W środowy wieczór na scenie przy alei Szucha w Warszawie poseł PiS Michał Wójcik wykonał między innymi „Barkę” oraz piosenkę Krzysztofa Krawczyka „Jak minął dzień”. Towarzyszył mu Miłosz Kłeczek, prezenter Telewizji Republika. Później Kłeczek zachęcał uczestników do kupna zegarków z tak zwanej edycji trybunalskiej. Cena wynosiła 999 zł. Sklep informował, iż część wpływów ma trafić na organizację Marszu Niepodległości oraz działania w obronie TK.
Według analizy Res Futura, przywołanej przez Wirtualną Polskę, nagrania z występu obejrzano w internecie ponad 1,1 mln razy. Wójcik wyjaśniał, iż zaśpiewał na prośbę protestujących, a wcześniej przez blisko godzinę wykonywano pieśni patriotyczne. Krytyka przyszła także z prawej strony. Sławomir Mentzen wskazał na sprzedaż zegarków i słaby poziom karaoke.
Sam wspólny śpiew nie jest problemem. Polskie zgromadzenia od pokoleń mają własne pieśni, modlitwy i symbole. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy poważny protest miesza się z telewizyjną rozrywką i handlem gadżetami. Wtedy przeciwnicy nie muszą już odpowiadać na argumenty. Dostają gotowy obrazek do ośmieszenia całej sprawy.
Poważny spór ustrojowy schodzi na drugi plan
Protest przed Trybunałem trwa od przełomu października i listopada. Jego uczestnicy sprzeciwiają się działaniom obecnej władzy wobec tej instytucji. Zgromadzenie nasiliło się po ogłoszeniu 30 października przerwy w czynnościach prezesa TK Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Obaj utrzymują, iż próba przejęcia Trybunału nie wywołuje skutków prawnych.
To spór o ciągłość państwa, legalność działania jego organów i granice politycznej siły. Ma też wymiar finansowy, bo rząd pozostawił Trybunał bez budżetu na 2027 rok. Tych pytań nie wolno redukować do piosenki, tańca i produktu wystawionego na sprzedaż. Prawica broniąca instytucji państwa musi wyglądać poważniej od tych, których oskarża o jej demontaż.
Telewizja jako organizator i sprzedawca
Telewizja Republika nie ogranicza się na miejscu do relacjonowania wydarzeń. Jej pracownicy prowadzą program ze sceny, inicjują okrzyki, zapowiadają gości, organizują oprawę i łączą transmisję ze zbiórką pieniędzy oraz sprzedażą pamiątek. Granica między medium, organizatorem protestu i beneficjentem budowanej mobilizacji staje się przez to niewyraźna.
Medioznawcy pytani przez Wirtualną Polskę ocenili, iż stacja skutecznie buduje wspólnotę odbiorców i zarazem monetyzuje ich emocjonalne zaangażowanie. Prof. Igor Borkowski z Uniwersytetu SWPS zwrócił uwagę na organizacyjną i agitacyjną rolę mediów. Maciej Myśliwiec z firmy Space Agency uznał, iż marka Republiki zaczyna przesłaniać sam protest. To oceny ekspertów, ale fakty są widoczne bez akademickiego komentarza: na jednej scenie spotkały się polityczny sprzeciw, telewizyjna rozrywka i oferta handlowa.
Wiarygodność prawicy jest kapitałem narodowym
Zwykli uczestnicy protestu zasługują na szacunek. Przychodzą pod Trybunał, bo uważają, iż państwo łamie własne reguły. Ich zaangażowanie nie powinno służyć za dekorację do budowy zasięgów ani jako rynek dla produktu za 999 zł. Odpowiedzialność spoczywa na politykach i gospodarzach sceny.
Prawicowe media są potrzebne, bo przełamują monopol liberalnego przekazu. Właśnie dlatego muszą bardziej pilnować standardów. Pisaliśmy już, iż spór wokół Miłosza Kłeczka dotyczy wiarygodności całego prawicowego obiegu. Obrona Trybunału wymaga argumentów, dyscypliny i powagi. jeżeli protest zamienia się w program rozrywkowo-sprzedażowy, traci państwowy ciężar. Cenę płaci nie stacja, ale sprawa, którą zgromadzeni przyszli bronić.
Źródło: WP Wiadomości
Źródło: WP Wiadomości








