Biorąc pod uwagę liczbę zebranych podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa, możemy być już niemal pewni, iż w maju Krakowianie ruszą do urn. Tymczasem niezadowolenie mieszkańców z obecnych władz obejmuje szersze kręgi, w tym radnych dzielnicy Stare Miasto. We wtorek, 17 marca sprawa zostanie poruszona na spotkaniu z prezydentem w ramach tzw. ławki dialogu. Propagator uchwały antyhałasowej i społecznik Ryszard Rydiger w rozmowie z KRKNews.pl mówi wprost: „Trzeba uczulać ludzi, aby zastanawiali się, kogo wybierają” i zachęca do udziału w spotkaniu z prezydentem.
Jedną ze spraw, którą żył w zeszłym roku Kraków, była kwestia wprowadzenia uchwały antyhałasowej. Po różnych perypetiach związanych z odrzucaniem i zgłaszaniem kilku projektów rada miasta przyjęła w końcu zakaz używania wszystkich urządzeń generujących hałas od godz. 6:00 do godz. 22:00 z wyłączeniem m.in. szpitali oraz imprez masowych. W sprawę niezwykle zaangażowany był społeczny ruch na rzecz mieszkańców starego Krakowa — Zabytkowe Centrum. Już we wtorek, 17 marca o godz. 18:00 jego przedstawiciele pojawią się w II LO na spotkaniu z prezydentem Aleksandrem Miszalskim. Ta obecność nie będzie w żadnym razie przypadkowa. Mieszkańcy planują bowiem poruszyć nie tylko kwestię wciąż uciążliwego hałasu, ale przede wszystkim bezczynności radnych dzielnicy I, które nie interesują się sprawami swoich wyborców. O tym braku zaangażowania, ale też o efektach uchwały porozmawialiśmy z Ryszardem Rydigerem, założycielem ruchu.
Małgorzata Armada, KRKNews.pl: Dwa tygodnie temu minął rok odkąd Rada Miasta Krakowa przyjęła uchwałę antyhałasową. Czy jako mieszkaniec Starego Miasta i jednocześnie główny propagator wprowadzenia tych przepisów, widzi Pan jakieś zmiany w swojej dzielnicy?
Ryszard Rydgier, adwokat i założyciel ruchu Zabytkowe Centrum: Myślę, iż tak. Nieuczciwie byłoby mówić, iż nic się nie zmieniło. Przypominam jednak, iż tutaj już po przyjęciu uchwały była ostra kontra Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej, która uznała ją za zagrożenie dla swoich interesów i złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, a ten uchylił wówczas uchwałę w całości. Miasto w odpowiedzi na ten wyrok WSA złożyło z kolei kasację do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Na ogłoszenie samego terminu rozprawy przyjdzie nam poczekać dwa, trzy lata. W tym okresie uchwała przyjęta w lutym 2025 r. będzie obowiązywała. W mojej opinii straż miejska się do niej stosuje, widzimy to. Nieco gorzej wygląda sprawa w przypadku działalności policji, ale na posiedzeniach Komisji Zrównoważonej Gospodarki Nocy jest przedstawiciel komendy miejskiej i staram się mu przypominać o tych przepisach.
Problemem jednak jest głównie brak uregulowań ogólnopolskich. Po prostu polscy parlamentarzyści nigdy przez całą III RP nie zajmowali się tym, co dotyczy bezpośrednio życia ludzi, mieszkańców. Nie mam tu na myśli wyłącznie braku ustawy o ciszy nocnej, ale też nie ma sankcji karnych w ustawie o planowaniu przestrzeni. W związku z tym na drugich piętrach kamienic funkcjonują kluby nocne, a ich właściciele nie dostają choćby mandatu. Uchwała antyhałasowa sprowadza się więc tylko do tego, iż strażnik miejski może podjąć interwencję bez zgłoszenia pokrzywdzonego. Potem w grę wchodzi niedoskonały art. 51 Kodeksu wykroczeń o zakłóceniu spokoju lub porządku publicznego. Tymczasem prawda jest taka, iż kwestię ciszy nocnej można byłoby uregulować i to nie kosztowałoby budżetu złotówki, ale nie ma woli i to niezależnie, jaka partia zasiada za sterami. Żadna nie interesuje się nami, mieszkańcami.
Rozumiem zatem, iż poprawa jest widoczna, ale przez cały czas daleko do ideału, więc wskażmy, jakie problemy są jeszcze do rozwiązania — nie tylko w kwestii hałasu — w dzielnicy Stare Miasto.
Myślę, iż zasadniczo mamy straszne zaległości świadomościowe po stronie organów władzy w Krakowie, jeżeli trzymamy się tylko naszego miasta, ale to w rzeczywistości dotyczy całej Polski. Ostatnio podnieśliśmy bezczynność całkowitą rady dzielnicy pierwszej, która – chociaż jej członkowie biorą pokaźne diety z naszych pieniędzy — nie poczuwają się do wspierania mieszkańców. Nie są zainteresowani nie tylko sprawą hałasu, ale innymi utrudnieniami, z którymi spotykamy się w życiu codziennym, np. wyjazdu z ulicy Mikołajskiej w ulicę Kopernika, gdzie na wprost mogą jeździć choćby autobusy, nie mówiąc o tysiącach uberów, natomiast nie mogą jeździć nimi mieszkańcy. Rejon Plant i Kazimierz stały się pijalniami i chociaż burmistrz nocny stara się coś z tym zrobić, to przez cały czas są to działania doraźne, nie ma rozwiązań systemowych.
To, co też widać w Krakowie, to fakt, iż mamy do czynienia z zaszłościami, kiedy tych mieszkańców Starego Miasta przez 25 lat prezydentury pana Majchrowskiego wręcz wbito w ziemię i odmówiono im prawa do egzystencji, a choćby starano się zatrzeć ich istnienie. Teraz mamy bardzo powolny proces odwracania tego i on nie idzie równomiernie we wszystkich tych ośrodkach władzy, nie wszyscy radni, a choćby i aktywiści miejscy, chcą go podejmować. Widać to w przypadku referendum, iż tematy dotyczącej pierwszej dzielnicy są nieporuszane, bo przecież jest nas zaledwie kilkaset osób na krzyż. Ile więc trzeba ludzkich istnień, aby coś było ważne?
Jednym z radnych Dzielnicy Stare Miasto jest organizator i twarz referendum mecenas Jan Hoffman. Czy on okazał jakiekolwiek zainteresowanie wspomnianą sprawą hałasu?
Nie. Ja pana radnego dwa razy w życiu spotkałem. Raz chciałem pójść do rady dzielnicy i poprosić o spotkanie, już nie pamiętam, w której sprawie, być może właśnie uchwały. To przyjęto mnie w korytarzu, a potem poproszono, żeby wyjść, bo już mają posiedzenie. Proszę zwrócić uwagę, iż do rady miasta widzowie mogą wejść. Drugi raz widziałem pana Hoffmana właśnie na Radzie Miasta Krakowa, gdzie uchwała miała być omawiana. Niestety nie znalazł dla mnie czasu. Moim zdaniem jego zachowanie jest zachowaniem typowego karierowicza i mam duży do niego żal. Przetoczyła się na naszym forum mieszańców duża dyskusja na ten temat.
Czego adekwatnie by oczekiwał Pan od radnego Jana Hoffmana? Jak widziałby Pan współpracę mieszkańców z radnymi dzielnicy?
Tak, jak wspomniałem wcześniej, myślę, iż to pokłosie bezruchu władzy wypracowanego za prezydenta Majchrowskiego, czyli takiej zupełnej degrengolady urzędów i służb, które miałyby służyć i zabezpieczać interesy mieszkańców. To się ciągnie i z całą pewnością przeszło na Radę Dzielnicy I. Chciałem zwrócić uwagę, iż uchwała antyhałasowa to zdobycz dla wszystkich Krakowian. My dostaliśmy poparcie od dzielnic takich jak Grzegórzki czy Podgórze. Rada Dzielnicy I, gdzie mamy największy problem, w ogóle tego nie zrobiła. Ona się w ogóle niczym nie zajmuje, co nas dotyczy. To nie tylko ruchy społeczne powinny angażować się w to, co my robimy, ale ludzie, którzy biorą za to pieniądze. Wiele osób musi bardzo ciężko pracować, żeby miesięcznie tyle zarobić. Ja nie oceniam słuszności czy niesłuszności referendum, chociaż dla mnie jako socjologa — to moje drugie wykształcenie — jest ono wielką zagadką. Nie mamy do czynienia przecież z żadną aferą kryminalną. Wielkim tematem stała się Strefa Czystego Transportu, która w ogóle nas — mieszkańców nie dotyczy.
Rozumiem, iż nie podpisał się Pan pod wnioskiem i nie widzi potrzeby odwoływania obecnej władzy?
Nie, ja się nie podpisałem, dlatego, iż nie widzę, żeby organizatorzy oferowali mieszkańcom coś innego. Tak jak powiedziałem, SCT nie dotyczy Krakowian.
Przyczynkiem do naszej rozmowy stała się nie tylko rocznica uchwały antyhałasowej, ale również spotkanie w Waszej dzielnicy z prezydentem Miszalskim w ramach tzw. ławki dialogu. Kolportujecie ulotki, aby pojawiło się na nim, jak najwięcej osób. Dlaczego to takie ważne?
My chcemy pojawić się na tym spotkaniu, aby postawić pytanie o sensowność pracy radnych dzielnicowych, którzy nie zajmują się sprawami mieszkańców, a reprezentują inne interesy. Ja już słyszałem opowieści, jak to przewodniczący ma być wiceprezydentem. Tylko, co ja z tego mam? Moim problemem jest klub muzyczny za ścianą, który działa nielegalnie z punktu widzenia ustawy o planowaniu przestrzennym. To są sprawy życiowe odmienne od tych, którzy realizują jacyś panowie w celach biznesowych. Dlatego trzeba uczulać ludzi, aby zastanawiali się, kogo wybierają.
Rozmawiała: Małgorzata Armada

2 godzin temu






