Polska nie może w nieskończoność udawać, iż sprawa odpowiedzialności Niemiec i Austrii za materialne ślady II wojny światowej została załatwiona symbolicznymi gestami, rocznicowymi przemówieniami i pojedynczymi dotacjami. Nie została. Dlatego jednym z punktów moich propozycji programowych jako prezesa Fundacji Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu jest doprowadzenie do tego, aby Republika Federalna Niemiec oraz Republika Austrii stale, systemowo i przewidywalnie finansowały utrzymanie najważniejszych miejsc pamięci ofiar niemieckiego terroru na terytorium Polski.
Chodzi o Auschwitz-Birkenau, Majdanek, Treblinkę, Stutthof, Gross-Rosen, Kulmhof, Muzeum Powstania Warszawskiego, Michniów i wiele innych miejsc, w których zachowana jest pamięć o zbrodniach dokonanych przez niemiecki aparat państwowy, SS, policję, administrację okupacyjną oraz ludzi współtworzących machinę III Rzeszy.
To nie jest sprawa symboliczna. To jest sprawa finansowa, państwowa, historyczna i moralna.
Złożyłem interpelację do premiera Donalda Tuska.
Domagam się, aby rząd podjął działania w sprawie stałego finansowania przez Niemcy i Austrię najważniejszych miejsc pamięci ofiar niemieckich i austriackich zbrodni w Polsce: Auschwitz-Birkenau, Majdanka, Treblinki, Stutthofu,… pic.twitter.com/DcvTccOCJc
— Dariusz Matecki (@DariuszMatecki) May 7, 2026
Polska utrzymuje dowody niemieckich zbrodni
Od dziesięcioleci to Polska ponosi ogromny ciężar utrzymywania materialnych świadectw zbrodni dokonanych przez Niemców na okupowanych ziemiach polskich. To polscy podatnicy, polskie samorządy, polskie instytucje kultury, polskie muzea i polskie państwo finansują konserwację baraków, ruin krematoriów, archiwów, dokumentów, przedmiotów osobistych ofiar, wystaw, zabezpieczeń, badań naukowych, digitalizacji i edukacji.
To Polska utrzymuje miejsca, które są dowodami niemieckiego ludobójstwa.
Auschwitz-Birkenau jest największym niemieckim nazistowskim obozem koncentracyjnym i ośrodkiem zagłady. Według Muzeum Auschwitz-Birkenau życie straciło tam ponad 1,1 mln ludzi, a w 2024 roku Miejsce Pamięci odwiedziło ponad 1,83 mln osób.
Treblinka II była jednym z największych miejsc zagłady w okupowanej Europie. Muzeum Treblinka wskazuje, iż od lipca 1942 roku do listopada 1943 roku Niemcy zamordowali tam od 800 tys. do 900 tys. Żydów, przede wszystkim obywateli polskich, a także Żydów deportowanych z innych państw Europy oraz Romów i Sinti.
Państwowe Muzeum na Majdanku wraz z oddziałami w Bełżcu i Sobiborze odwiedziło w 2024 roku blisko 196 tys. osób; w tym samym czasie prowadzono konserwację archiwaliów, muzealiów i budynków poobozowych oraz projekty edukacyjne.
Muzeum Powstania Warszawskiego dokumentuje walkę, ofiarę i zagładę stolicy. W 2024 roku Muzeum Powstania Warszawskiego i jego oddziały odwiedziło ponad 700 tys. osób.
To tylko kilka przykładów. Takich miejsc w Polsce są dziesiątki. I wszystkie one wymagają pieniędzy: na konserwację, bezpieczeństwo, edukację, badania, archiwa, infrastrukturę, remonty i obsługę zwiedzających.
Potomkowie ofiar nie mogą sami utrzymywać miejsc zbrodni sprawców
Trzeba postawić sprawę jasno: to nie potomkowie ofiar powinni w głównej mierze ponosić koszty utrzymywania miejsc, które są świadectwem zbrodni sprawców.
Oczywiście Polska ma obowiązek chronić pamięć. To jest nasz narodowy, państwowy i moralny obowiązek. Ale czym innym jest troska Polski o własną historię, a czym innym jest zwolnienie państw odpowiedzialnych historycznie z realnego, stałego udziału finansowego.
Niemcy nie mogą ograniczać się do składania wieńców. Austria nie może ograniczać się do przemówień o pamięci. Pamięć kosztuje. Konserwacja kosztuje. Edukacja kosztuje. Utrzymanie autentycznych miejsc ludobójstwa kosztuje. Skoro sprawcami byli Niemcy, a po Anschlussie w strukturach III Rzeszy aktywnie uczestniczyli również Austriacy, to Niemcy i Austria powinny ponosić stały ciężar finansowy utrzymania miejsc pamięci po tych zbrodniach.
To jest minimum odpowiedzialności.
Stały fundusz pamięci: konkretny postulat
Mój postulat jest prosty: rząd Rzeczypospolitej Polskiej powinien wystąpić do Republiki Federalnej Niemiec i Republiki Austrii o utworzenie stałego funduszu finansowania miejsc pamięci po niemieckich zbrodniach na terytorium Polski.
Nie chodzi o jednorazowy gest. Nie chodzi o okazjonalną wpłatę przy rocznicy. Nie chodzi o dyplomatyczną dekorację.
Chodzi o fundusz stały, wieloletni, przewidywalny i corocznie zasilany przez Niemcy i Austrię. Fundusz, z którego finansowane byłyby m.in.:
konserwacja obiektów poobozowych, zabezpieczanie archiwów, digitalizacja dokumentów, ochrona zbiorów, utrzymanie terenów miejsc pamięci, działalność edukacyjna, badania naukowe, infrastruktura dla zwiedzających, programy dla młodzieży, publikacje naukowe i popularnonaukowe oraz tłumaczenia materiałów edukacyjnych na języki obce.
Rząd powinien najpierw przygotować pełny wykaz najważniejszych miejsc pamięci utrzymywanych dziś ze środków polskich podatników, samorządów i instytucji kultury. Następnie powinien przedstawić koszt ich utrzymania w 2025 roku oraz plan potrzeb na kolejne lata. Dopiero taki dokument powinien być podstawą rozmów z Berlinem i Wiedniem.
Nie może być tak, iż Polska sama ponosi koszty, a rząd Donalda Tuska udaje, iż problem nie istnieje.
Płacą, ale nie rządzą. Zero wpływu Niemiec na wystawy i badania
Ten punkt jest absolutnie kluczowy: pieniądze z Niemiec i Austrii nie mogą oznaczać wpływu na treść wystaw, kierunek badań naukowych, dobór ekspertów, politykę kadrową, publikacje, programy edukacyjne ani narrację historyczną.
To musi być warunek niepodlegający negocjacjom.
Niemcy i Austria mają płacić, ponieważ ciąży na nich odpowiedzialność historyczna. Nie mają jednak prawa kupować sobie wpływu na polską pamięć historyczną.
Nie wolno dopuścić do sytuacji, w której fundusz pamięci stanie się narzędziem miękkiego wpływu, budowania sieci zależności, finansowania wygodnych interpretacji albo rozmywania odpowiedzialności za II wojnę światową. Polska dobrze zna mechanizmy zagranicznych grantów, stypendiów, programów akademickich i instytucjonalnych, które bywają wykorzystywane do przesuwania akcentów: mniej o niemieckich sprawcach, więcej o „nazistach bez narodowości”; mniej o niemieckiej odpowiedzialności państwowej, więcej o „trudnej historii Europy”; mniej o ofiarach polskich, więcej o wygodnych dla Berlina narracjach.
Na to nie może być zgody.
Wystawy w Auschwitz, na Majdanku, w Treblince, w Muzeum Powstania Warszawskiego czy w innych miejscach pamięci muszą pozostać pod polską kontrolą merytoryczną, naukową i instytucjonalną. O prawdzie historycznej nie może decydować ten, kto płaci. Zwłaszcza jeżeli jest spadkobiercą państwa sprawców.
Austria również musi wziąć odpowiedzialność
W debacie publicznej bardzo często mówi się wyłącznie o Niemczech. Słusznie, bo to państwo niemieckie wywołało II wojnę światową, napadło na Polskę, stworzyło system okupacyjnego terroru i zorganizowało machinę ludobójstwa. Ale nie wolno pomijać Austrii.
Po Anschlussie Austria stała się częścią III Rzeszy. Wielu Austriaków współtworzyło struktury niemieckiego aparatu państwowego, policyjnego, wojskowego i obozowego. Sama austriacka wystawa narodowa w Auschwitz opisuje nie tylko los austriackich ofiar, ale także udział Austriaków jako sprawców i współsprawców zbrodni popełnionych w obozie.
Skoro Austria potrafi mówić o swojej odpowiedzialności, powinna także ponosić jej finansowe konsekwencje.
Nie symbolicznie. Nie okazjonalnie. Systemowo.
To nie są reparacje. To osobna sprawa
Trzeba bardzo mocno podkreślić: stałe finansowanie miejsc pamięci przez Niemcy i Austrię nie jest reparacjami wojennymi.
To są dwie różne sprawy.
Reparacje wojenne dotyczą całości strat poniesionych przez Polskę w wyniku niemieckiej napaści, okupacji, ludobójstwa, grabieży, zniszczenia miast, wsi, przemysłu, kultury, nauki, infrastruktury, majątku prywatnego i państwowego oraz wymordowania milionów obywateli Rzeczypospolitej. Raport zaprezentowany 1 września 2022 roku wskazał łączną kwotę polskich strat na ponad 6 bilionów 220 miliardów złotych.
Reparacje to rachunek za zbrodnie, zniszczenia i grabież.
Fundusz utrzymania miejsc pamięci to natomiast bieżąca odpowiedzialność za zachowanie materialnych dowodów tych zbrodni.
Niemcy nie mogą powiedzieć: „sfinansujemy konserwację, więc temat reparacji jest zamknięty”. Nie. Reparacje pozostają osobnym, niezbywalnym i przez cały czas nierozliczonym roszczeniem państwa polskiego.
Ale jednocześnie Polska nie powinna czekać z postulatem funduszu pamięci do czasu pełnego rozwiązania sprawy reparacji. Obie sprawy trzeba prowadzić równolegle. Jedna nie wyklucza drugiej. Jedna nie zastępuje drugiej. Jedna nie może być pretekstem do porzucenia drugiej.


Rząd Tuska musi przestać uciekać od polskiej racji stanu
Dlatego w mojej interpelacji wzywam rząd Donalda Tuska do podjęcia konkretnych działań. Nie do kolejnych ogólników. Nie do pustych deklaracji. Nie do dyplomatycznego kluczenia.
Rząd powinien:
- przygotować wykaz najważniejszych miejsc pamięci ofiar niemieckich zbrodni utrzymywanych ze środków polskich podatników, samorządów i instytucji kultury;
- wskazać koszty ich utrzymania w 2025 roku;
- przedstawić stronie niemieckiej i austriackiej oficjalne żądanie utworzenia stałego funduszu;
- zagwarantować, iż finansowanie nie daje Niemcom ani Austrii żadnego wpływu na treść wystaw, badania, edukację i politykę historyczną;
- przedstawić Sejmowi informację o dotychczasowym wsparciu finansowym Niemiec i Austrii dla polskich miejsc pamięci oraz plan działań na lata 2026–2030.
To jest absolutne minimum.
Pamięć nie może być finansowana kosztem prawdy
Miejsca pamięci w Polsce nie są tylko muzeami. To są cmentarze bez grobów. To są dowody zbrodni. To są przestrzenie, w których ziemia do dziś mówi więcej niż niejeden podręcznik.
W Auschwitz, Treblince, na Majdanku, w Stutthofie, Gross-Rosen, Kulmhof, Michniowie i Warszawie nie chodzi o „historię Europy” w abstrakcyjnym sensie. Chodzi o konkret: niemieckie państwo, niemiecką okupację, niemiecką machinę śmierci, niemiecką odpowiedzialność i miliony konkretnych ofiar.
Dlatego Polska musi chronić te miejsca. Ale Polska musi też wymagać od sprawców i ich następców realnej odpowiedzialności.
Nie może być tak, iż Niemcy finansują wybrane projekty tam, gdzie mogą budować własny wizerunek, a jednocześnie unikają stałego, systemowego obowiązku wobec miejsc, które dokumentują ich zbrodnie. Nie może być tak, iż Austria przyznaje się do „trudnej przeszłości”, ale nie ponosi odpowiedniego udziału w kosztach zachowania pamięci o ofiarach III Rzeszy.
Program Mateckiego: prawda, odpowiedzialność, suwerenność
Mój postulat jest częścią szerszego myślenia o państwie. Polska musi prowadzić politykę historyczną opartą na trzech zasadach: prawdzie, odpowiedzialności i suwerenności.
Prawda oznacza nazywanie sprawców po imieniu. To były niemieckie obozy. Niemiecka okupacja. Niemieckie ludobójstwo. Niemiecki terror. Niemieckie niszczenie Warszawy. Niemieckie pacyfikacje polskich wsi. Niemiecka grabież polskiego majątku.
Odpowiedzialność oznacza, iż państwa, które dziedziczą zobowiązania historyczne, nie mogą ograniczać się do słów. Muszą ponosić także realny koszt zachowania pamięci.
Suwerenność oznacza, iż Polska nie może pozwolić, aby zagraniczne finansowanie oznaczało zagraniczny wpływ na polską narrację historyczną. Pieniądze tak, ale bez prawa ingerencji. Wsparcie tak, ale bez sterowania wystawami, badaniami i edukacją. Odpowiedzialność tak, ale bez kupowania sobie wygodnej wersji historii.
To jest mój postulat: stały fundusz Niemiec i Austrii na utrzymanie miejsc pamięci po ofiarach ich zbrodni — bez wpływu na treść wystaw, bez wpływu na badania naukowe, bez wpływu na polską politykę historyczną i bez jakiegokolwiek zastępowania tym należnych Polsce reparacji wojennych.
Polska ma prawo żądać prawdy. Polska ma prawo żądać pamięci. Polska ma prawo żądać odpowiedzialności.

1 dzień temu








