Prof. Władysław Filar - Wspomnienie Rzezi na Wołyniu

Skoordynowany atak 11 lipca 1943
- 11 lipca nacjonaliści ukraińscy zaatakowali jednocześnie o świcie ponad 160 wsi i osad polskich w trzech powiatach naraz: włodzimierskim, horochowskim i kowelskim.
- Było to możliwe, bo wydano rozkaz. Filar odnalazł dokument z czerwca 1943 wydany przez dowódcę UPA na Wołyniu (Kłym Sawur — Dmytro Klaczkiwski, przed wojną oficer WP), nakazujący likwidację Polaków od 16. do 60. roku życia, wykorzystując moment wycofywania się Niemców. W praktyce UPA mordowała wszystkich — od niemowląt po starców.
- Napady narastały stopniowo: najpierw pojedyncze osoby (nauczyciele, leśnicy, rządcy majątków), potem ich rodziny, potem całe wsie — fala szła z powiatów wschodnich ku zachodnim.
Zerwane rokowania i mord delegatów
- Na początku lipca polska delegacja próbowała rokować z UPA (powiat kowelski): Zygmunt Rumel (delegatura rządu, poeta), Krzysztof Dębowski/Dąbrowski (oficer AK z Kowla) i Witold/Woźnica. Spotkanie 7 lipca nie przyniosło rozstrzygnięcia; wznowienie miało nastąpić 10 lipca.
- 10 lipca w Kustyczach delegatów rozerwano końmi. Miejsca pochówku do dziś nie odnaleziono — Filar bezskutecznie próbował je ustalić (świadkowie bali się mówić pod groźbą śmierci). Rozkazy do oddziałów UPA już wtedy poszły, o czym delegaci nie wiedzieli.
Zbrodnia w Dominopolu
- W czysto polskiej kolonii Dominopol (koło Zasmyk) Ukraińcy podstępem zorganizowali z polskiej młodzieży „wspólny" oddział rzekomo przeciw Niemcom (odznaki w barwach polsko-ukraińskich), szkolili ich, ale broń trzymali u siebie.
- 10 lipca wieczorem wyprowadzili młodzież „na ćwiczenia" do lasu i rozstrzelali, a o świcie okrążyli i wycięli w pień całą wieś.
- Filar cytuje wspomnienia wykształconego Ukraińca z OUN (prowadził pogadanki propagandowe), który spisał relację uczestnika rzezi — brutalny opis wymordowania polskiego sztabu i całej wsi „do rana". Świadczy to o autentyczności i o wyrzutach sumienia autora.
- Do zbrodni oprócz oddziałów UPA (kilkunastu–kilkudziesięciu na wieś) mobilizowano miejscową ludność uzbrojoną w siekiery, piły, widły.
Sygnały ostrzegawcze w okolicy Iwanicze (wiosna 1943)
- Do Iwanicz od 1942 r. docierały wieści o mordach na wschodzie. Wiosną 1943 zaczęło się w pobliżu: zabito rządcę majątku Czackich w Lachowie, rządcę i nauczyciela w Zabłodcach, ojca i syna w Nowinach.
- Ojciec profesora był komendantem odcinka południowego polskiej konspiracji (nauczyciele i Polacy przy stacji i w okolicznych wsiach); starszym komendantem był por. rez. Krasowski (nauczyciel-matematyk). Broni jednak nie mieli. Filar jako zaprzysiężony konspirator woził meldunki, m.in. do Włodzimierza.
- W czerwcu 1943 rozważano zebranie rozproszonych Polaków w jednej dużej wsi i zorganizowanie obrony. Polacy się nie zgodzili — trwały żniwa, nie chcieli porzucić ziemi przed zbiorami. Filar to dziś rozumie: przywiązanie chłopa do ziemi. Zauważa też, iż organizatorzy rzezi kusili Ukraińców obietnicą przejęcia ziemi i mienia po zabitych Polakach (wzorem eksterminacji Żydów), co skłaniało wielu do udziału.
Ucieczka rodziny 11 lipca
- Rankiem 11 lipca zakrwawiony znajomy z Górowa ostrzegł: „Uciekajcie, u nas zabijają". Słychać było strzały. Rodzina (ojciec, matka, siostra, Władysław) z przygotowanym węzełkiem dokumentów uciekła przez łąki do sąsiadów Czechów, zostawiając otwarty dom.
- Ochraniali ich zaprzyjaźnieni, nieuzbrojeni Ukraińcy-petlurowcy — m.in. światły Aleksy Martyniuk (miał polską encyklopedię, z której korzystał ojciec). Cały dzień słychać było strzały; furmanki z uzbrojonymi krążyły w pobliżu.
- Wieczorem Ukrainiec Finiak (spokrewniony przez małżeństwo z Krasowskim) namówił, by mężczyzn (Filara, ojca, Krasowskiego) ukryć osobno u siebie. Około północy pod dom podjechała furmanka z uzbrojonymi — mężczyźni wyskoczyli przez okno. Władysław uciekał w panice przez ogród, rów i łany zboża; drogę powrotną do rodziny wskazało mu szczekanie własnego psa (Miśka/Brytana). O świcie, przemoczony od rosy, dotarł do rodziców; Krasowski dotarł inną drogą.
Wysiedlenie do Włodzimierza
- Po śniadaniu Martyniuk i Finiak oświadczyli, iż nie zdołają już ochronić rodziny — trzeba uciekać do Włodzimierza. Bez wchodzenia do domu, z prowiantem od Czechów, rodzina przeszła 3 km do stacji w Iwaniczach opłotkami, a równolegle drogą szli Ukraińcy chroniący ich przed napadem.
- Na stacji (chronionej przez niemiecką placówkę przy młynie) zebrało się mnóstwo ocalałych — rannych, wychodzących „spod siekiery", ludzi w szoku, opowiadających przerażające sceny. Pociągiem towarowym z Sokala rodzina dotarła do Włodzimierza, gdzie place i ulice także pełne były uchodźców bez dobytku — tragedia.
- Rodzina zatrzymała się u zaprzyjaźnionych. Filar podkreśla na koniec ogromną solidarność i chęć pomocy ludności polskiej Włodzimierza wobec ofiar — solidarność, jakiej, jak mówi, nigdy później w życiu nie spotkał.










