Problem ze zbieraczami butelek na Węgrzech. Włamują się do budynków

4 godzin temu

Największe węgierskie miasta, głównie Budapeszt, mierzą się z coraz poważniejszymi problemami, związanymi z działalnością grup zbierających butelki - informuje węgierski "Blikk". Tabloid pisze o "gangach zbieraczy", które przyjeżdżają porannymi pociągami i oprócz zbierania plastików na ulicach, włamują się także do budynków i okradają innych zbierających.

Wikimedia Commons; Pixabay/pasja1000
Na Węgrzech narasta problem z gangami zbieraczy butelek

Według doniesień gazety "Blikk", działalność grup zajmujących się zbieraniem butelek doprowadza w największych węgierskich miastach do sterty porozrzucanych śmieci, bałaganu w mieście, ale także włamań do budynków. Tabloid wskazuje, iż zjawisko nazywane jest coraz częściej "mafią zbieraczy", która zarabia na swoich działaniach wielkie pieniądze.

Węgry. Narasta problem z gangami zbieraczy butelek

Sposób działania jest prosty - gangi przyjeżdżają np. do Budapesztu pierwszymi porannymi pociągami, najczęściej w weekendy ze względu na poranki po imprezach, a także odbywające się wtedy duże wydarzenia, w tym koncerty, mecze czy festiwale. realizowane są szczególne przygotowania na 23 października - na Węgrzech jest to dzień wolny od pracy ze względu na obchodzony wtedy Dzień Republiki.

ZOBACZ: Koniec systemu kaucyjnego w kraju UE? Burmistrz stolicy wzywa do rezygnacji

Osoby zajmujące się w sposób zorganizowany zbieraniem butelek wiedzą, w których koszach jest najwięcej butelek i kiedy odbywa się wywóz. Czekają też na mieszkańców czy dozorców, wystawiających nad ranem pełne kosze w centrum miasta.

"W samym sercu Europy, w Budapeszcie, na naszych oczach rozgrywają się sceny rodem z kryminału, a jednak pozostają całkowicie niezauważalne" - wskazuje tabloid. W opublikowanych przez tę samą gazetę w sierpniu tekstach rozmawiano m.in. ze zbieraczami butelek, którzy są okradani przez "przyjezdnych".

"Ukradli nam trzy torby". Dramatyczne sceny na Węgrzech

- Szczerze mówiąc, wczoraj zarobiliśmy 100 tysięcy forintów. Duża torba, którą mam przed sobą, mieści butelki warte około 20 tysięcy forintów, których było pięć. A, i ukradli nam trzy torby… więc byłoby 160 tysięcy - relacjonował jeden z nich podczas festiwalu Sziget.

Jak ustalił "Blikk", najsprawniej działający złodzieje są w stanie zarobić od 15 do 20 tys. forintów na jednej skradzionej torbie (ok. 180-230 zł), często stosując przy tym przemoc. Reporterzy opisywali także incydenty do których dochodzi w miastach, gdzie występują nocne awantury spowodowane opróżnianiem koszy na śmieci. Lokalni zbieracze muszą też ukrywać swoje pełne torby butelek ze względu na policję i przyjeżdżającą "konkurencję".

ZOBACZ: Będą zmiany w systemie kaucyjnym. Chodzi o termin ważności bonu

W sieci zostało też opublikowane nagranie ukazujące, jak dwóch młodych mężczyzn wyważyło drzwi budynku mieszkalnego, aby zdobyć butelki zwrotne, mając w rękach plastikowe torby pełne zwrotnych opakowań. Ich akcja się udała, ponieważ zdołali dostać się dostać do koszy na śmieci znajdujących się na klatce schodowej budynku.

Dziennikarze przypominają, iż śmieci wyrzucone do kosza stanowią własność przedsiębiorstwa zajmującego się wywozem śmieci. W związku z tym osoba naruszająca przepisy może zostać ukarana grzywną w wysokości do 65 tys. forintów (do 90 tys. w przypadku kolejnego), jednak codzienna praktyka pokazuje, iż taka kara nie pełni roli odstraszającej. Kaucja za jedną butelkę wynosi na Węgrzech 50 forintów.

Idź do oryginalnego materiału