99 na 100 komentatorów politycznych i to po wszystkich stronach, było przekonanych, iż temat afery, a adekwatnie całej serii afer „szpitalnych”, nie będzie schodził z medialnego topu przez wiele miesięcy. Minęło zaledwie kilka tygodni i nagle temat niemal kompletnie przepadł, bo wcześniej cały na biało wyszedł prezes Jarosław Kaczyński i rzucił kultowe hasło: „Ja nie dam rady? Potrzymajcie mi piwo!”. Uczciwie i obiektywnie trzeba dodać, iż do tej spektakularnej zmiany narracji przekonali prezesa powszechnie lubiani oraz szanowani: Jacek Sasin, Jacek Kurski i Tomasz Bocheński.
Prezes najpierw otworzył drzwi tym wybitnym strategom, a potem nadstawił swoje szlachetne ucho, żeby wysłuchać ich dobrych rad, w całości poświęconych „dobru Polski”. Po niepoliczalnej już naradzie w bunkrze przy Nowogrodzkiej, nastąpiła równie niepoliczalna szarża, ale myliłby się i to bardzo jeden z drugim naiwniak, gdyby pomyślał, iż Donald Tusk zadrży. adekwatnie to Donald Tusk się zatrząsł, ale ze śmiechu, na widok odwiecznego wroga, który postanowił pobić się sam ze sobą. W takich okolicznościach wyborcy dowiedzieli się, iż najważniejsze dla Polski nie jest wyłonienie nowej władzy, która posprząta po starej władzy, tylko wycięcie „jednego płuca” partii zwanej Prawo i Sprawiedliwość. Za tę robotę prezes i Komitet Centralny Zjednoczonej Partii zabrali się w starym stylu.
W pierwszym kolejności Mateusza Morawieckiego uznano za Trockiego, ale zarówno jemu, jak i pozostałym trockistą Komitet dano szansę. Wystarczyło, iż wszyscy podpiszą „lojalkę” i tym samym złożą publiczną samokrytykę. Niestety pojawił się „mały problem”, mianowicie trockiści nie dali się złamać, a Komitet Centralny Zjednoczonej Partii, nie miał i nie ma żadnego planu „B”. W zaistniałej sytuacji prezes Jarosław Kaczyński postanowił zastosować znaną taktykę – broń się przez atak. No i zaatakował, ale znów nie Donalda Tuska i tematy pogrążające „koalicję 13 grudnia”, tylko własną partię i własny elektorat. Nie będzie żadnych stowarzyszeń, będzie PiS poniżej 20 proc. poparcia, ale to będzie mój PiS – krzyknął prezes, zakasał rękawy i ostro zabrał się do pracy.
W pewnym momencie przyszła jednak pewna refleksja i za nią obawa! Czy aby na pewno uda się ocalić partię, a jeżeli nawet, to czy ona rzeczywiście będzie należeć do prezesa? A co z Jackiem Sasinem, Jackiem Kurski, Tomaszem Bocheńskim, Patrykiem Jakim i pozostałymi maślarzami”? Ile oni będą chcieli mieć z partyjnego tortu? Moment słabości i Jarosław Kaczyński robi krok w tył, chwilę później do bunkra przy Nowogrodzkiej, na rozmowę ostatniej szansy, przyjeżdża Mateusz Morawiecki, z tym iż to chyba siedemnasta rozmowa ostatniej szansy. Gdzieś tak w połowie negocjacji prezesowi znów się zmienia nastrój i wzywa odsiecz. W bunkrze zjawia się Jacek Sasin i nikt nie może się poczuć zaskoczony, iż po tej wizycie komunikat rzecznika partii wybrzmiał następująco:
Zakończyło się spotkanie p.prezesa @pisorgpl @OficjalnyJK z p. wiceprezesem @MorawieckiM . Rozmowy miały charakter konstruktywny, choć nie doprowadziły do rozstrzygnięcia sprawy zasadniczej. Wszyscy parlamentarzyści w naszym środowisku politycznym mają te same prawa, ale także…
— Rafał Bochenek (@RafalBochenek) July 23, 2026
Tylko najwierniejsi z wiernych widzą jeszcze wielkiego wodza w wielkiej formie. Realiści podzielili się na grupy napoleońskie. Najbardziej optymistyczni twierdzą, iż to tylko Waterloo, czyli „zaledwie” jedna przegrana bitwa. Sceptyczni mówią o pobycie Jarosława Kaczyńskiego na Elbie, a pesymiści donoszą, iż prezes aktualnie wypoczywa na Wyspie Świętej Heleny.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

2 godzin temu








