Presja migracyjna na Ceutę. Tyszka chce nadzwyczajnego posiedzenia PE

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Presja migracyjna na Ceutę. Tyszka chce nadzwyczajnego posiedzenia PE


Setki migrantów próbowały przedostać się z Maroka do hiszpańskiej Ceuty, między innymi wpław wokół falochronów granicznych. Europoseł Stanisław Tyszka wystąpił o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Parlamentu Europejskiego. To kolejny test, czy Unia potrafi chronić własną granicę zewnętrzną, zanim koszt bezradności poniosą mieszkańcy państw członkowskich.

Wyjątkowa presja na granicę Ceuty

Ceuta, hiszpańskie miasto autonomiczne na północnym wybrzeżu Afryki, znalazła się pod silną presją migracyjną. Associated Press informowała 29 lipca, iż setki osób próbowały dostać się na terytorium Hiszpanii z Maroka, przepływając morzem wokół ogrodzenia granicznego. Lokalne władze oceniały skalę prób jako nietypową choćby jak na okres letni, gdy dobra pogoda sprzyja przeprawom.

Hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie podało wówczas potwierdzonej liczby osób, które zdołały przekroczyć granicę. Ta ostrożność ma znaczenie. W mediach społecznościowych zaczęły krążyć wielokrotnie wyższe, niesprawdzone szacunki oraz materiały wyrwane z kontekstu. Odpowiedzialna debata o bezpieczeństwie nie potrzebuje fałszywych liczb. Sam potwierdzony obraz sytuacji jest dostatecznie poważny.

Według opublikowanej 17 lipca informacji hiszpańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego liczba przybyć drogą lądową do Ceuty i Melilli wzrosła do 2991, czyli o 140 procent. Dane dotyczyły wcześniejszego okresu 2026 roku, pokazują jednak wyraźny wzrost nacisku na ten odcinek zewnętrznej granicy Unii Europejskiej.

Tyszka domaga się reakcji Parlamentu Europejskiego

Na wydarzenia zareagował europoseł Stanisław Tyszka. Jak przekazał portal DoRzeczy.pl, polityk oznajmił, iż jako współprzewodniczący Grupy Europa Suwerennych Narodów wystąpił o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Parlamentu Europejskiego.

Wniosek jest politycznie uzasadniony. Ceuta nie jest odległym problemem lokalnym, ale fragmentem zewnętrznej granicy Unii. o ile kontrola na tym odcinku zawodzi, skutki mogą dotyczyć całej strefy swobodnego przepływu osób. Państwa członkowskie muszą mieć prawo do zdecydowanej ochrony granic, sprawnego rozpatrywania wniosków i skutecznego wykonywania decyzji powrotowych, z poszanowaniem prawa i godności każdej osoby.

Parlament Europejski w czerwcu 2026 roku zatwierdził reformę unijnej polityki powrotowej. Przewiduje ona między innymi wzajemne uznawanie decyzji o powrocie oraz możliwość korzystania, na podstawie umów, z ośrodków powrotowych w państwach trzecich. Kryzys w Ceucie pokazuje jednak, iż regulacja zapisana na papierze nie zastąpi ludzi, infrastruktury i politycznej woli potrzebnych do ochrony granicy.

Granica wymaga państwowej odpowiedzialności

Wydarzenia w Ceucie przypominają kryzys z maja 2021 roku, gdy w ciągu dwóch dni do miasta przedostały się tysiące osób. Dzisiejsza sytuacja znów stawia pytania o współpracę Madrytu z Rabatem, działania przemytników oraz zdolność instytucji europejskich do szybkiej reakcji. Nie wolno jednak zamieniać tych pytań w zbiorowe oskarżenia wobec migrantów. Odpowiedzialność spoczywa na rządach, służbach oraz tych, którzy zarabiają na nielegalnych przeprawach.

Dla Polski stawka jest konkretna. Schengen może działać tylko wtedy, gdy jego granice zewnętrzne są rzeczywiście chronione. Bruksela chętnie rozszerza wspólne kompetencje, ale w chwili próby musi wykazać, iż potrafi zapewnić bezpieczeństwo zamiast przerzucać skutki błędów na państwa i lokalne społeczności. Nadzwyczajna debata ma sens, jeżeli doprowadzi do decyzji: mocniejszej ochrony granic, realnej współpracy z państwami tranzytowymi i skutecznych powrotów osób bez prawa pobytu. Europa bez kontroli nad własnym terytorium rezygnuje z podstawowego atrybutu suwerenności.

Źródło: Do Rzeczy

Idź do oryginalnego materiału