Premier Norwegii Jonas Gahr Støre oświadczył w nocy z 20 na 21 września w Ottawie, iż ostrzeżenie Donalda Tuska przed możliwymi rosyjskimi atakami hybrydowymi na państwa NATO trzeba traktować poważnie. Dla Polski oznacza to, iż alarm dotyczący dronów, rakiet i sabotażu jest podzielany przez kolejnego sojusznika, choć Oslo przestrzega przed paniką.
Støre: ostrzeżenie Polski trzeba potraktować serio
Premier Norwegii Jonas Gahr Støre odniósł się podczas konferencji prasowej w Ottawie do słów Donalda Tuska o możliwych rosyjskich uderzeniach na państwa wspierające Ukrainę. Norweski szef rządu stwierdził, iż ostrzeżenie polskiego premiera trzeba brać poważnie. Zwrócił uwagę, iż kraje graniczące z Rosją co tydzień zdobywają nowe doświadczenia związane z rosyjską presją.
Wypowiedź padła w nocy z niedzieli na poniedziałek podczas wizyty Størego w Kanadzie. Jak relacjonuje norweski dziennik „Dagbladet”, premier Norwegii powołał się także na jawne oceny rodzimych służb. Wynika z nich, iż zagrożenie aktywnością hybrydową jest realne i może obejmować choćby sabotaż.
Drony i rakiety udające „przypadek”
Donald Tusk mówił 17 września w Sejmie, iż według ocen wywiadowczych Rosja może planować hybrydowe ataki z użyciem dronów lub rakiet przeciwko państwom wspierającym Ukrainę, w tym Polsce. Takie uderzenia miałyby zostać przedstawione jako przypadkowe. Celem byłoby osłabienie gotowości państw NATO do wspólnej odpowiedzi i sprawdzenie, czy art. 5 Sojuszu działa w praktyce.
To poważniejszy scenariusz niż kolejna seria gróźb z Moskwy. Zakłada bowiem celowe wykorzystanie niejasności, zwłoki i politycznych sporów po stronie Zachodu. Wcześniejsze ostrzeżenie Tuska o realnym zagrożeniu wojną zyskuje tym samym wyraźne potwierdzenie polityczne ze strony Norwegii, państwa NATO, które samo graniczy z Rosją.
Bez histerii, ale także bez samozadowolenia
Støre postawił jednak istotną granicę. Zaapelował, by realnego zagrożenia nie zamieniać w masową histerię i nie dopatrywać się rosyjskiej operacji na każdym rogu ulicy. Przyznał również, iż otwarte pozostaje pytanie, czy Moskwa ma już bezpośrednie i konkretne plany, czy przede wszystkim próbuje rozsiewać strach oraz niepewność w zachodnich społeczeństwach.
Ta ostrożność nie unieważnia alarmu. Przeciwnie, podpowiada adekwatną odpowiedź: sprawne służby, szczelna obrona powietrzna, zabezpieczona infrastruktura i procedury, które nie pozwolą sparaliżować decyzji politycznej przez pozornie „przypadkowy” incydent. Rosyjska presja na szlaki pomocy dla Ukrainy bezpośrednio dotyka polskiej granicy i polskiego bezpieczeństwa.
Polska potrzebuje zdolności, nie samych deklaracji
Dla Polski stawka jest konkretna. jeżeli rosyjska strategia ma testować odporność wschodniej flanki, nasz kraj znajduje się wśród pierwszych potencjalnych celów prowokacji. Każde ostrzeżenie musi więc prowadzić do sprawdzenia radarów, zapasów środków obrony przeciwlotniczej, ochrony przejść granicznych oraz łączności między wojskiem, służbami i administracją.
Sojusznicza solidarność ma znaczenie, ale nie zastąpi własnej siły państwa. Warszawa powinna domagać się od NATO jasnych reguł reakcji na atak przedstawiany jako wypadek, a od polskiego rządu pełnej informacji o stanie przygotowań. Rosja liczy na wahanie. Polska musi odpowiedzieć spokojem, gotowością i zdolnością do obrony własnego terytorium.
Źródło: Do Rzeczy, Dagbladet, Associated Press
Źródło: Do Rzeczy










