Prawo trywialności

niepoprawni.pl 1 godzina temu

Sformułował je Cyryl Parkinson w książce „Prawo Parkinsona” w 1957 roku. Brzmi ono tak: czas poświęcony punktowi porządku obrad jest odwrotnie proporcjonalny do kwoty, której ten punkt dotyczy. Chodzi o skłonność ludzi do spędzania dużej ilości czasu w nieistotnych szczegółach, podczas gdy sprawy najważniejsze pozostają bez uwagi.

  Przykład Parkinsona. Komitet zatwierdza trzy wydatki:

  1. Reaktor atomowy za 10 mln funtów. Zatwierdzają go w dwie i pół minuty. Temat jest zbyt złożony, więc większość członków nie ma pojęcia, o co pytać, a ci, którzy się znają, nie potrafią tego wyjaśnić pozostałym.
  2. Szopa na rowery dla pracowników za około 350 funtów. Dyskusja trwa trzy kwadranse. Każdy wie, jak wygląda szopa, więc każdy ma zdanie o dachu, materiale i kosztach. Zabranie głosu jest też sposobem, by pokazać, iż się w czymś uczestniczy.
  3. Kawa na posiedzenia za kilkadziesiąt funtów rocznie. Spór pozostało dłuższy i sprawę odkłada się do następnego posiedzenia.

  Mechanizm

  • Kompetencja pozorna: o sprawach prostych każdy może się wypowiadać, a o skomplikowanych tylko nieliczni. Dlatego ludzie znacznie chętniej zabierają głos w tematach mniej złożonych.
  • Potrzeba wkładu: jeśli ktoś milczał przy reaktorze, chce odrobić to przy szopie.
  • Asymetria ryzyka: błędna opinia o szopie nic nie kosztuje, a o reaktorze może skompromitować.

Nazwa i zastosowania

  Od przykładu Parkinsona pochodzą terminy „bike-shed effect” i „bikeshedding”. Spopularyzował je w społeczności BSD Poul-Henning Kamp w 1999 roku, a stamtąd weszły do całej branży programistycznej. Typowe przykłady to wielogodzinne spory o nazwę zmiennej albo kolor przycisku przy szybkim przyjęciu architektury systemu.

  Zasadę stosuje się też do polityki i gospodarki. Prof. Elżbieta Mączyńska pisała, iż prawo trywialności w pełni przystaje do dzisiejszych zjawisk. Z libertariańskiego punktu widzenia to dobra ilustracja tego, jak kolektywne ciała decyzyjne dysponują cudzymi pieniędzmi: miliardowe programy przechodzą bez debaty, a media i parlament spierają się o drobiazgi.

Jak się bronić?

  • Ustalić z góry limit czasu w dyskusję, proporcjonalny do wagi sprawy.
  • Drobne decyzje oddać jednej osobie.
  • Przy dużych sprawach wymagać od uczestników przygotowania merytorycznego.
  • Zaczynać zebranie od spraw najważniejszych.

  Prawo to jest spokrewnione ze słynniejszym prawem Parkinsona, według którego praca rozrasta się tak, by wypełnić cały przeznaczony na nią czas.

Grzegorz GPS Świderski
]]>Twitter.com/gps65]]>
]]>t.me/KanalBlogeraGPS]]>

Idź do oryginalnego materiału