W Senacie leży projekt, który formalnie nie odbiera właścicielowi aktu notarialnego. W praktyce może jednak na trzy dekady odebrać mu prawo decydowania o własnym polu – i oddać je prywatnemu operatorowi wyciągu. Górale nazywają to wprost ustawą wywłaszczeniową.
Gubałówka, jeden z najbardziej znanych sporów o grunty pod infrastrukturę narciarską w Zakopanem, wraca w uzasadnieniu senackiego projektu.
W Senacie procedowany jest projekt nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami – druk nr 784. Oficjalnie mówi się o polskim „prawie śniegu”, wzorowanym na regulacjach alpejskich. Nieoficjalnie, na Podhalu, dokument nazywany jest już „prawem do wywłaszczeń”.
Mechanizm jest precyzyjny. Inwestor – prywatna spółka prowadząca wyciąg, kolejkę linową albo nartostradę – najpierw negocjuje z właścicielami. jeżeli zgodę na dzierżawę wyrażą posiadacze co najmniej 75 proc. powierzchni potrzebnego terenu, a rada gminy uzna inwestycję za ważniejszą od sprzeciwu mniejszości, wójt, burmistrz albo prezydent miasta może decyzją administracyjną ograniczyć prawo własności pozostałym – choćby na 30 lat. Właściciel zostaje w księdze wieczystej. Ziemią dysponuje kto inny.
To – jak ujął to Ministerstwo Sprawiedliwości – „wywłaszczenie przez ograniczenie”.
Sednem projektu jest dopisanie do ustawy o gospodarce nieruchomościami nowego „celu publicznego”: budowy, utrzymywania i eksploatacji prywatnych obiektów sportowych – kolei linowych, wyciągów, przenośników taśmowych, tras zjazdowych, biegowych i nartostrad oraz infrastruktury towarzyszącej. Chodzi o projektowany art. 6 pkt 9e oraz nowy art. 126a.
Dotąd cel publiczny oznaczał zwykle inwestycje, z których korzystają wszyscy: drogi, linie kolejowe, sieci przesyłowe. Teraz ten status miałby objąć także komercyjny stok, na którym operator pobiera bilety. Decyzję o ograniczeniu własności wydawałby nie starosta (jak przy klasycznym wywłaszczeniu), ale wójt – organ bliższy lokalnym układom i często powiązany z interesem gminy, która żyje z turystyki.
Federacja Obrony Podhala nie zostawia złudzeń. Józefa Chromik, prezes federacji, mówiła podczas konsultacji w Kościelisku: to nie jest „prawo płatka śniegu”, tylko prawo do wywłaszczeń. Chodzi o przejmowanie gruntów tych, którzy nie chcą żadnej inwestycji na swoim polu.
Bożena Gąsienica-Byrcyn, właścicielka działek pod Gubałówką, ujęła to ostrzej: mówi się o ograniczeniu własności, ale w praktyce będzie to wywłaszczenie albo zmuszenie do dzierżawy na 30 lat – udostępnienie ziemi wbrew woli. To bardzo niebezpieczny precedens.
Art. 21 i 64 Konstytucji chronią własność. Wywłaszczenie dopuszczalne jest wyłącznie na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem. Tutaj cel publiczny zostaje rozciągnięty na prywatny biznes, a „słuszne odszkodowanie” ma zastąpić zgodę właściciela. Przez 30 lat – pokolenie – człowiek nie może swobodnie korzystać z pola, które formalnie przez cały czas jest jego. Nie może go zabudować, ogrodzić, przeznaczyć na coś innego. Może tylko brać czynsz od operatora, którego sobie nie wybrał.
Do tego dochodzi kontekst lokalny. Na Podhalu grunty są silnie rozdrobnione, często we współwłasności rodzinnej. Próg 75 proc. powierzchni – nie liczby właścicieli – oznacza, iż kilku dużych posiadaczy może przegłosować kilkudziesięciu drobnych. Decyzję wydaje wójt, a radę gminy interesuje turystyka i podatki. Konflikt interesów jest wbudowany w konstrukcję ustawy.
Projekt złożyła grupa senatorów. Wnioskodawców reprezentuje Zygmunt Frankiewicz. Wśród inicjatorów brakuje parlamentarzystów z gór – to senatorowie głównie z północy i centrum kraju. Pomysł popierają Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne oraz Polski Związek Narciarski. Polskie Koleje Linowe mówią, iż polska wersja „prawa śniegu” pozwoli branży „rozwinąć skrzydła”, bo rozdrobnienie gruntów i pojedynczy „holdout” potrafi zablokować stok z dnia na dzień.
Na stronie Senatu leżą opinie instytucji. Ministerstwo Sprawiedliwości i Ministerstwo Klimatu i Środowiska są przeciw. Analiza MS, podpisana przez wiceministra Arkadiusza Myrchę, stwierdza, iż projekt budzi istotne wątpliwości z punktu widzenia ochrony prawa własności oraz dopuszczalnych granic ingerencji w to prawo.
Z drugiej strony Kancelaria Senatu zamówiła ekspertyzę prof. Macieja Serowańca. Zdaniem autora projekt mieści się w swobodzie regulacyjnej ustawodawcy, jest środkiem mniej dolegliwym niż pełne wywłaszczenie i – przy progu 75 proc., rokowaniach, planie miejscowym i rynkowym wynagrodzeniu – nie narusza standardów Trybunału Konstytucyjnego. Cel publiczny, pisze profesor, może obejmować trwałość publicznie dostępnej infrastruktury narciarskiej, jeżeli służy mieszkańcom, lokalnej gospodarce i zadaniom gminy.
Głosowanie w Senacie jeszcze się nie odbyło. jeżeli izba przyjmie projekt, czeka go Sejm i podpis prezydenta.












