Prawie połowa Polaków chce dymisji minister zdrowia. Opublikowano nowy sondaż

2 godzin temu

49,5 proc. Polaków chce odwołania minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy - wynika z sondażu opublikowanego przez "Dziennik Gazetę Prawną". Za jej pozostaniem na stanowisku opowiedziało się 18,9 proc. biorących udział w badaniu. We wtorek premier Donald Tusk przekazał informacje na temat prac dotyczących reformy w systemie ochrony zdrowia.

PAP/Radek Pietruszka
Prawie połowa Polaków chce dymisji Jolanty Sobierańskiej-Grendy - wynika z sondażu

Sondaż został przeprowadzony przez SW Research dla "Dziennika Gazety Prawnej". Jak wynika z badania, ponad 49 proc. respondentów, przeciwnego zdania jest 18,9 proc. 23,1 proc. biorących udział w badaniu wybrało odpowiedź "trudno powiedzieć", a 8,6 proc. deklaruje, iż nie zna sprawy.

Minister zdrowia do dymisji? Polacy zabrali głos

Najbardziej krytyczni wobec minister zdrowia są badani między 25. a 34. rokiem życia - jej odwołania oczekuje 59,1 proc. z nich. Wśród respondentów do 24. roku życia za dymisją opowiada się 49,2 proc., a w grupie osób mających co najmniej 50 lat – 45,6 proc. Jeszcze mniejsze różnice widać w podziale według płci. Za odwołaniem Sobierańskiej-Grendy opowiada się 51,1 proc. mężczyzn i 48 proc. kobiet.

ZOBACZ: "Biedy nie ma". Donald Tusk o reformie zarobków lekarzy

Podobny obraz przynosi podział według dochodów. Największe poparcie dla dymisji odnotowano wśród osób zarabiających od 5001 do 7000 zł netto miesięcznie – odejścia minister zdrowia chce 56,6 proc. respondentów. Najniższy wynik, 46,5 proc., pojawia się w grupie osiągającej od 3001 do 5000 zł miesięcznie. Wśród badanych z dochodem do 3000 zł za odwołaniem minister opowiada się 46,6 proc., a wśród zarabiających powyżej 7000 zł – 48,2 proc.

We wtorek przed posiedzeniem rządu premier Donald Tusk skomentował prace nad reformą systemu ochrony zdrowia. Za przygotowanie ustaw i rozporządzeń odpowiada Jolanta Sobierańska-Grenda.

Reforma systemu ochrony zdrowia. Tusk: Biedy nie ma

- Nie chodzi o wzbudzanie jakichś emocji, nie chodzi o to, żeby lekarze zarabiali źle, wręcz przeciwnie. Ta propozycja oznacza, iż polscy lekarze i tak będą zarabiali bardzo wyraźnie powyżej średniej europejskiej, jeżeli chodzi o możliwość zarabiania. Naprawdę nie będzie krzywdy, chociaż spodziewam się z niektórych stron jakichś poważnych emocji - mówił szef rządu.

ZOBACZ: Trzaskowski składa obietnicę po aferze w Szpitalu Południowym. Mówi o "wynaturzeniach"

- Mówimy o tym, iż ten górny limit wynagrodzenia to będzie 16-krotność płacy minimalnej. Biedy nie ma, czyli 76 tysięcy 800 złotych miesięcznie. Niektórym to się będzie wydawało bardzo dużo. Bo to jest dużo. Ale oczywiście mówimy o maksymalnym pułapie - dodał. Wyjaśnił, iż ta kwota oznacza stawkę 250 zł za godzinę dla kogoś, kto wypracuje równowartość dwóch pełnych etatów.

Inną nowością ma być pełna jawność kontraktów w systemie ochrony zdrowia, zawieranych przez "wszystkie jednostki, które korzystają z publicznych środków". Podczas wtorkowego wystąpienia Tusk przekazał też szczegóły dotyczące wdrażania planowanych zmian. Zaznaczył, iż potrzeba kilku tygodni dla przeprowadzenia konsultacji dotyczących projektów ustaw. Szef rządu mówił o "nazwaniu rzeczy po imieniu" i wyjaśnił, iż nie chce dać prezydentowi Nawrockiemu pretekstu do zawetowania ustawy ze względów formalnych.

Badanie zostało przeprowadzone 14 i 15 lipca na próbie 804 dorosłych Polaków.

WIDEO: "Nie dla patocelebrytów". Tak Polsat News nagłaśniał problem
Idź do oryginalnego materiału