Pewnego razu Kłamstwo
spotkało się z Prawdą
w miejscu,
w którym nie było wartości.
Nie było dobra ani zła,
honoru ani wstydu,
nie było słów,
które by coś znaczyły,
ani sumień,
które potrafiłyby osądzić.
Spojrzeli na siebie
z pewnym zdziwieniem.
- Jestem silniejsza,
powiedziała Prawda.
- A ja skuteczniejsze
odparło Kłamstwo.
Lecz tym razem
oboje zamilkli.
Żadne z nich
nie znalazło argumentu,
który mógłby przeważyć
na jego stronę.
Bo jak udowodnić prawdę
tam, gdzie nikt jej nie potrzebuje?
I jak nazwać kłamstwem słowo,
którego nikt już nie mierzy
miarą dobra i zła?
Milczeli więc długo.
Aż Kłamstwo westchnęło:
- Wiesz, Prawdo,
chyba nie jesteśmy
swoimi największymi wrogami.
- A kim?
- Jesteśmy tylko słowami.
To człowiek nadaje nam znaczenie.
Prawda spojrzała w stronę świata,
w którym ludzie
przestali odróżniać
to, co dobre,
od tego, co wygodne.
I wtedy zrozumiała,
że najbardziej niebezpieczne
nie jest Kłamstwo.
Najgroźniejszy jest świat,
w którym prawda i kłamstwo
stają się sobie równe,
bo zniknęła wartość,
według której można je osądzić.
Kłamstwo uśmiechnęło się smutno.
- Więc kto dziś przegrał?
Prawda pokręciła głową.
- Żadne z nas.
Spojrzała na pustą drogę
i odpowiedziała:
- Przegrali ci,
którzy zapomnieli,
że prawda ma sens
tylko wtedy, gdy człowiek
ma odwagę jej szukać.











