Pożary w Australii, czyli ekstremum klimatyczne na drugim końcu świata

4 godzin temu
Zdjęcie: pożary w Australii


Podczas gdy Europa walczy z mrozami i dawno niewidzianą obfitością śniegu, na Antypodach nowy rok rozpoczął się falą czterdziestostopniowych upałów. Na katastrofalne skutki nie trzeba było długo czekać – pożary w Australii zniszczyły już ponad 350 budynków i spustoszyły 350 tys. ha buszu. Najtrudniejsza sytuacja panuje w stanie Victoria.

Bezchmurne niebo i choćby 48°C

W drugim tygodniu stycznia wszystkie australijskie stany, z wyjątkiem Queensland, odnotowały gwałtowny wzrost temperatury. W minioną środę bezchmurnemu niebu towarzyszyły północno-zachodnie wiatry, które doprowadziły do sprężenia suchego, pustynnego powietrza przy powierzchni ziemi. Dodatkowo nad południową częścią kontynentu uformował się antycyklon, który wypycha powietrze w kierunku gruntu, wymuszając dalszą kompresję.

Największe temperatury zanotowano w Nowej Południowej Walii, Victorii oraz Australii Południowej. W Melbourne termometry wskazały 41°C – najwyższą wartość od sześciu lat, czyli od niesławnego czarnego lata, kiedy to pożary w Australii objęły 24 mln ha powierzchni kraju i doprowadziły do śmierci ponad 30 osób.

Na przedmieściach Sydney zmierzono w ubiegłym tygodniu 44°C, w Port Augusta 47°C, a na lotnisku Wudinna choćby 48,2°C. Według przedstawicieli Bureau of Meteorology (BOM) temperatury przekroczyły styczniowe średnie z wielolecia choćby o 8-16 stopni. Z relacji ochotników wynika, iż z powodu upałów w ciągu ostatniego tygodnia padły już tysiące nietoperzy.

Pożary w Australii – pierwsza ofiara śmiertelna

Meteorolodzy z BOM już w ubiegłą środę wydali najwyższe ostrzeżenia przed pożarami, podkreślając wysokie ryzyko związane z silnymi wiatrem oraz suchymi burzami. Prognozy gwałtownie się potwierdziły. W okolicach Longwood w stanie Victoria ogień w zaskakująco szybkim tempie zniszczył 150 tys. ha dziewiczego lasu. To właśnie tam w niedzielne popołudnie znaleziono pierwszą ofiarę śmiertelną pożogi.

W sobotę władze Australii ogłosiły stan klęski żywiołowej, co umożliwiło służbom prowadzenie przymusowych ewakuacji. Spalone drzewa blokują jednak coraz więcej dróg, co utrudnia akcję ratunkową. Z żywiołem walczy ponad 70 samolotów gaśniczych.

Pożary w Australii obejmują nie tylko busz, ale także pola uprawne i winnice. Najbardziej zagrożone są niewielkie miasteczka i wsie, gdzie niesione wiatrem iskry padają na domy oraz zabudowania gospodarcze. Według wstępnych szacunków ucierpiały tysiące zwierząt hodowlanych.

Rząd zapowiedział natychmiastowe uruchomienie funduszu pomocowego na odbudowę w wysokości prawie 20 mln dol. australijskich. Dramatycznie pogarsza się jakość powietrza, dlatego władze apelują o unikanie aktywności fizycznej na zewnątrz.

Będzie padać, ale nie tam, gdzie potrzeba

Władze lokalne informują, iż tempo rozprzestrzeniania się ognia w północno-wschodniej części stanu Victoria osłabło. Mieszkańcom miejscowości Baring, Big Desert, Boinka, Linga, Patchewollock, Torrita, Underbool i Walpeup zezwolono na powrót do domów. Ponad 30 pożarów pozostaje jednak przez cały czas aktywnych.

Prognozy nie są w pełni optymistyczne. Wiele z tych dużych pożarów będzie się utrzymywać przez kolejne dni, a choćby tygodnie – powiedział komisarz ds. zarządzania kryzysowego, Tim Wiebusch.

Tymczasem, według najnowszych prognoz BOM, opady deszczu mają wystąpić głównie nad wolnym od pożarów stanem Queensland. Będą na tyle intensywne, iż synoptycy ostrzegają przed lokalnymi powodziami. Temperatury na południu nieco spadną – w Sydney spodziewane jest maksymalnie 29°C, w Canberrze 33°C. W Australii Południowej przez cały czas jednak utrzymają się warunki suche i gorące, z temperaturami sięgającymi choćby 40°C.

zdj. główne: National Interagency Fire Center/Flickr

Idź do oryginalnego materiału