Powrót do Konstytucji. SSO Anna Korwin-Piotrowska z Opola do Trybunału Konstytucyjnego

opowiecie.info 2 godzin temu

Dlaczego wybór nowych sędziów Trybunału to nie zamach, ale próba naprawy? W polskiej polityce jest scena, która powtarza się z zadziwiającą regularnością. Ktoś najpierw rozbija szybę, a potem z oburzeniem krzyczy, iż ktoś chce ją… wymienić. Dokładnie tak wygląda dziś spór o obsadzenie wakatów w Trybunale Konstytucyjnym.

Rządząca koalicja przygotowuje się do wyboru nowych sędziów. Wśród kandydatów znalazła się m.in. opolska sędzia Anna Korwin-Piotrowska, prezes Sądu Okręgowego w Opolu i szefowa stowarzyszenia sędziowskiego Themis. To istotny sygnał nie tylko dla środowiska prawniczego, ale także dla regionu. Opole od lat jest miejscem, z którego wychodzą ważne głosy w obronie niezależności sądów.

Lista rekomendowanych kandydatów jest zresztą szersza. Prezydium Sejmu wskazało sześć nazwisk: Krystiana Markiewicza, Macieja Taborowskiego, Marcina Dziurdę, Annę Korwin-Piotrowską, Magdalenę Bentkowską i Dariusza Szostka. Ostateczna decyzja ma zapaść w głosowaniu zaplanowanym na 13 marca.

I w tym momencie na scenę wchodzi polityczna ironia.

Partia, która psuła Trybunał, dziś chce go bronić

Politycy Prawo i Sprawiedliwość próbują zablokować procedurę wyboru nowych sędziów. Złożyli wniosek do Trybunał Konstytucyjny, domagając się zabezpieczenia, które miałoby nakazać Sejmowi wstrzymanie wyboru.

Argument? Rzekoma niekonstytucyjność przepisów regulujących procedurę wyboru sędziów.

Tu jednak pojawia się drobny szczegół, który brzmi jak fragment politycznego kabaretu: te przepisy zostały uchwalone przez sam PiS, gdy ta partia rządziła.

Poseł PiS Marcin Warchoł przekonuje dziś, iż istnieje „poważne niebezpieczeństwo wyboru sędziów na podstawie niekonstytucyjnych przepisów”. Tymczasem to właśnie jego ugrupowanie przez lata uznawało te same regulacje za całkowicie poprawne.

Trudno o bardziej klasyczny przykład politycznej hipokryzji.

Historia zaczęła się w 2015 roku

Nie da się zrozumieć dzisiejszego sporu bez przypomnienia, iż kryzys Trybunału nie spadł z nieba. Zaczęło się w 2015 roku, gdy nowa większość parlamentarna związana z Jarosławem Kaczyńskim zakwestionowała wcześniejszy wybór części sędziów i powołała własnych kandydatów na już obsadzone miejsca.

W kolejnych latach zmieniano ustawy o Trybunale, zmieniano jego sposób działania, a w składzie pojawili się tzw. sędziowie dublerzy. Instytucja, która miała być najwyższym strażnikiem konstytucji, zaczęła przypominać pole politycznej bitwy.

Kulminacją tej paradoksalnej sytuacji była scena niemal symboliczna. W składzie orzekającym w sprawie wniosku PiS znalazł się początkowo Stanisław Piotrowicz – były poseł PiS i współautor przepisów, których konstytucyjność miał oceniać. Dopiero po nagłośnieniu sprawy zmieniono skład i zastąpił go Jarosław Wyrembak, zaliczany do grona sędziów dublerów.

To obraz kryzysu w pigułce.

Bez Trybunału konstytucja jest tylko deklaracją

Dlatego coraz więcej polityków – także spoza rządzącej większości – przypomina oczywistą prawdę: konstytucja potrzebuje sądu konstytucyjnego.

Jak trafnie zauważył wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski:

„Konstytucja potrzebuje Trybunału Konstytucyjnego. Konstytucja bez sądu konstytucyjnego jest zbiorem pobożnych życzeń.”

To zdanie brzmi banalnie, ale w polskich realiach ostatnich lat nabiera szczególnej mocy.

Dlaczego kandydatura z Opola ma znaczenie

W tym kontekście kandydatura sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej jest czymś więcej niż tylko kolejną nominacją. Reprezentuje ona środowisko sędziowskie, które przez lata otwarcie krytykowało zmiany podporządkowujące sądy polityce.

Stowarzyszenie Themis, któremu przewodzi, było jednym z najważniejszych głosów sprzeciwu wobec demontażu niezależności wymiaru sprawiedliwości.

Jej obecność wśród kandydatów symbolicznie zamyka pewien krąg: od lat protestów sędziów przeciwko upolitycznieniu sądów po próbę odbudowy instytucji, która ma stać na straży konstytucji.

Naprawa nie jest zamachem

Dlatego obecny spór nie dotyczy tak naprawdę wyboru kilku nazwisk. Dotyczy odpowiedzi na pytanie, czy państwo polskie ma mieć realny sąd konstytucyjny.

Ci, którzy w 2015 roku rozpoczęli demontaż Trybunału, dziś próbują przekonać opinię publiczną, iż jego naprawa jest „zamachem”. Problem polega na tym, iż pamięć instytucjonalna państwa jest dłuższa niż jedna kadencja parlamentu.

Trybunał można było zepsuć stosunkowo szybko. Odbudowa jego autorytetu będzie trwała lata.

Ale jeżeli ma się zacząć, to właśnie od takich decyzji jak ta: obsadzenia wakatów ludźmi, którzy traktują konstytucję nie jak polityczny instrument, ale jak najwyższe prawo państwa.

Proponuję Państwu rozmowę z Anną Korwin-Piotrowską którą opublikowaliśmy w 2018 roku.

Opolscy sędziowie protestują przeciwko upolitycznieniu sądów

Idź do oryginalnego materiału