Noworoczne wystąpienie Donalda Tuska było czymś więcej niż kurtuazyjnym nagraniem z życzeniami. Było spokojnym, pewnym siebie bilansem państwa, które po latach chaosu i ideologicznej wojny znów potrafi mówić o sobie językiem faktów. „Patrząc wstecz na rok 2025, jestem bardzo dumny z mojego kraju – Polski i jego osiągnięć” – powiedział premier. I trudno uznać te słowa za przejaw próżności. Raczej za rzadki w polskiej polityce moment uzasadnionej dumy.
Donald Tusk mówił do Europy po angielsku, ale komunikat był czytelny także dla odbiorcy krajowego: Polska przestała być problemem, a stała się punktem odniesienia. „Bądźcie jak Polska – energiczni, odważni i bezpieczni” – apelował. W normalnych czasach takie zdanie brzmiałoby jak retoryczna przesada. Dziś, w obliczu europejskich kryzysów, jest raczej stwierdzeniem stanu rzeczy.
Premier wymienił w swoim wystąpieniu szereg osiągnięć: „bezpieczną i szczelną granicę wschodnią”, „odpowiedzialną i twardą politykę azylową” oraz „ponad 90-procentowy spadek liczby migrantów przekraczających nasze granice”. Krytycy gwałtownie zauważyli, iż część tych działań rozpoczęto jeszcze za rządów PiS. To prawda – ale polityka nie polega wyłącznie na inicjowaniu procesów, ale także na ich racjonalnym prowadzeniu i cywilizowaniu. Tusk nie odciął się od faktów, ale nadał im nowy kontekst: państwa prawa, współpracy europejskiej i odpowiedzialności, a nie propagandowego wrzasku.
Szczególnie istotne było podkreślenie bezpieczeństwa. Tusk mówił o „największej nowoczesnej armii w UE” i skutecznej walce z przestępczością, w tym z rosyjskim sabotażem. W przeciwieństwie do wcześniejszej narracji o „oblężonej twierdzy”, obecny przekaz brzmi dojrzale: Polska nie straszy, tylko zabezpiecza. Nie krzyczy o zdradzie, ale konsekwentnie wzmacnia instytucje.
Lista powodów do dumy nie kończy się jednak na bezpieczeństwie. Premier przypomniał, iż według rankingu „Forbesa” Warszawa została uznana za najatrakcyjniejsze europejskie miasto do odwiedzenia w 2026 roku. To detal, ale znaczący: symbol powrotu Polski do normalnego obiegu europejskiej nowoczesności. Dodał też, iż dzięki refundacji in vitro urodziło się w ubiegłym roku ponad osiem tysięcy dzieci – fakt, który jeszcze niedawno byłby nie do pomyślenia w oficjalnym przekazie rządu.
Ekonomia również przemawia na korzyść Tuska. „Jesteśmy drugim krajem w Europie z najniższym bezrobociem i najwyższym wzrostem gospodarczym” – zaznaczył, wskazując na niemal 10-procentowy wzrost średnich wynagrodzeń, spadającą inflację i PKB przekraczające bilion dolarów. To nie są slogany, ale twarde dane. Tak samo jak informacja o Polsce jako „dynamicznym węźle logistycznym” z najszybciej rozwijającą się infrastrukturą drogową i kolejową.
Wreszcie energetyka. Tusk mówił o „rewolucji energetycznej”, największym w Europie wzroście zielonej energii i inwestycjach w atom oraz offshore. Po latach ideologicznych wojen o wiatraki i węgiel, państwo zaczęło wreszcie myśleć długofalowo – nie przeciw komuś, ale dla przyszłych pokoleń.
Oczywiście, to nie jest obraz bez skaz. Polska wciąż walczy z problemami w ochronie zdrowia, edukacji i mieszkalnictwie. Ale noworoczne wystąpienie Tuska nie było ucieczką od rzeczywistości, tylko próbą jej uporządkowania. „Mam wszelkie powody do dumy z Polski” – powiedział na koniec. I tym razem nie brzmiało to jak polityczna poza. Raczej jak spokojna konstatacja lidera, który wie, iż po długim okresie destrukcji kraj znów stoi na własnych nogach.
Best wishes for Europe: be like Poland! pic.twitter.com/1lFeOMPEWh
— Donald Tusk (@donaldtusk) January 1, 2026

2 godzin temu













