Joanna Chrzanowska: Nie tęskni Pan za szkołą?
Marcin Józefaciuk: Oczywiście - każdego dnia. Jako dyrektor, jako nauczyciel, jako wicedyrektor miałem większą sprawczość. W Sejmie jakakolwiek sprawczość została zatracona. Tutaj trzeba grać albo w grupie i masz sprawczość, na jaką ta grupa ci pozwala, albo być poza nią i nie ma innej możliwości. Jest się wyłącznie trybem w całej parlamentarnej machinie. To podcina skrzydła, tym bardziej osobie, która jest przyzwyczajona do pewnej autonomii. Człowiek czuje bezsilność, iż nie może zrobić czegoś - czasem choćby ruszyć do przodu. To nie jest miłe, gdy jest się blokowanym. Partie w Polsce są często wodzowskie, nie ma rozmów i przekonywania. Jest za to oczekiwanie, iż człowiek się dostosuje bez żadnej dyskusji. Dlatego w pewnym momencie zaczyna coś w człowieku pękać.
Jednak większość posłów się dostosowuje i "gra w tę grę"?
Myślę, iż nie zrobiono dobrego researchu na mój temat. A może zaproszenie mnie na listę KO było pochopne lub po prostu wpisane w ryzyko. Dostałem niebiorące, 10. miejsce. Nie miałem wiele czasu w kampanię, bo jako wicedyrektor szkoły byłem odpowiedzialny za matury i część dokumentacji szkolnej - a kampania była we wrześniu - jak ruszała szkoła. Na tym się skupiałem. Chyba nie spodziewano się, iż zostanę wybrany. Poza tym, dyrektorzy szkół to niepokorni ludzie. Niezwykle merytoryczni, tak, ale mają swoje zdanie i bardzo często to zdanie prezentują.
Wracając do Pani pytania, łatwo jest się dostosować osobie, na którą są jakieś "haki". Ktoś gra w grę, bo czuje czyjś oddech na swoich plecach. Szkołę zostawiłem uporządkowaną, po audytach, moja rodzina nie pracuje w żadnych spółkach.
Nigdy nie byłem w polityce i w ogóle nie wiedziałem o tych wszystkich powiązaniach, zależnościach, iż tak naprawdę zanim zacznie się pracę nad jakimś projektem, to wynik jest już dobrze znany. Nad niektórymi projektami pracuje się latami - dwa, piętnaście czy dwadzieścia. Niektóre tematy są po prostu paliwem wyborczym. Weźmy na przykład związki partnerskie. Mamy teraz projekt ustawy o osobie najbliższej. To nie jest związek partnerski. Wygląda na to, iż będziemy się tym zajmować w Sejmie, ale nie żeby rozwiązać problem, tylko żeby to było dalej paliwem wyborczym.
Pamiętam, kiedyś na Komisji Edukacji i Nauki głosowaliśmy nad poprawką PiS-u w sprawie powrotu urlopu dla poratowania zdrowia dla nauczycieli przed odejściem na emeryturę. Bardzo logiczna poprawka. No i dostaliśmy informację "jesteśmy przeciwko". Ja się pytam, ale dlaczego jesteśmy przeciwko? Usłyszałem: "Bo to opozycja złożyła". Mówię,” ale to jest dobry pomysł”. W odpowiedzi powiedziano mi: "ale to jest opozycja".
No ja tak nie umiem pracować.
Ale do Platformy Obywatelskiej Pan wstąpił?
Na krótko. Przed pierwszym posiedzeniem Sejmu. Po około dwóch, trzech miesiącach wystąpiłem z partii.
Dlaczego?
Wszedłem, bo chciałem należeć do jakieś grupy, potrzebowałem również początkowego wsparcia i pokierowania mnie w pracy poselskiej - pokazania co i jak. Było to interesujące doświadczenie, ale nie dla mnie. Partia to grupa, która wymaga podporządkowania, a ja nie umiem tak pracować, wolę większą autonomię. Poza tym, zauważyłem, iż moje postulaty edukacyjne nie do końca są zgodne z poglądami grupy. To był czas, kiedy łódzka PO dzieliła się na koła - nie chciałem po prostu wybierać, do której części Łodzi jako poseł powinienem być przyporządkowany. Jestem posłem z Łodzi a nie jakiejś jej części.
Ostatecznie jest Pan też poza klubem parlamentarnym Koalicji Obywatelskiej. Sporo głośno o Panu było po posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Dzieci w Procesie Rozstania Rodziców, na którym pojawiła się osoba skazana za molestowanie syna. Jak to było możliwe?
O tej sprawie pojawiło się w przestrzeni publicznej dużo dezinformacji. Stwierdzono, iż ja zaprosiłem osobę skazaną, która odbyła karę. Tymczasem przed Komisją Etyki Poselskiej udowodniłem, iż to nie ja a stowarzyszenie, z którym współpracowałem. Fakt - ja zaprosiłem to stowarzyszenie, jednak procedury uniemożliwiają mi i Straży Marszałkowskiej dalszą weryfikację osób reprezentujących organizacje - byłoby to niezgodne z prawem. Komisja Etyki Poselskiej uwolniła mnie z jakichkolwiek zarzutów. Kancelaria Sejmu i Kancelaria Senatu też nie dopatrzyły się nieprawidłowości.
Ze stowarzyszeniem zerwałem znajomości, ze względu na utratę zaufania, ale gdyby zastanowić się nad tą sprawą głębiej, czy ten mężczyzna miał prawo uczestniczyć w zespole, w którym przecież nie brały udziału dzieci. Dlaczego nie? Przecież jest obywatelem, który korzysta z pełni praw obywatelskich, jest na wolności, odbył karę. Chociaż wciąż uważam, iż stracił moralne prawo do wypowiadania się na takim forum.
Dlaczego w ogóle doszło do tej sytuacji? Ta osoba została podrzucona jako zgniłe jajko, tylko jeszcze nie wiem do końca przez kogo. Odważyłem się i ciągle mam odwagę ruszać sprawy bardzo niewygodne, jak na przykład alienacja rodzicielska. To nie wszystkim się podoba.
Pana koledzy i koleżanki z klubu nie dostrzegli tej odwagi? Zawiesili Pana.
W sierpniu zostałem zawieszony na trzy miesiące. Zawieszenie było spowodowane trzema rzeczami. Pierwsza rzecz to jest krytyka rządu, głównie Ministerstwa Edukacji. Poza tym głosowanie niezgodnie z linią partii, wyłamywanie się z dyscypliny partyjnej. I trzecia kwestia to sprowadzenie osoby skazanej.
Odwoływałem się od zawieszenia, ale wyłącznie w zakresie trzeciego punktu, bo z tymi dwoma jak najbardziej się zgadzałem. Ostatecznie sam odszedłem z klubu.
W zakresie krytyki rządu i głosowań nikt Pana nie upomniał?
Nikt mi nie powiedział: "Marcin, weź i przestań". Nie było żadnej merytorycznej rozmowy, nie było zaproszenia na dywanik. Nie padło pytanie, dlaczego zwracam na siebie uwagę. Zgłaszałem na piśmie swoje wyjaśnienia i uwagi, które były odrzucane bez podania merytorycznych argumentów.
Z czego wynika ta krytyka rządu? Nie szczędzi Pan ministry Barbary Nowackiej.
Kierunek zmian proponowanych przez rząd jest zwykle dobry. Zgadzam się z tym, co robi KO, przecież startowałem z jej listy. Krytykuję jednak reformę edukacji i część działań resortu - uważam, iż dobrze się stało, iż Prezydent zawetował ustawę wprowadzającą reformę. To nie jest moment na reformę. Edukacja nie jest w krytycznej sytuacji, nie jest w zapaści. o ile zostanie pozostawiona sama sobie, świetnie da sobie radę. o ile natomiast zacznie się coś ruszać w tym momencie, na chybcika, bez pilotażu, bez przekonania nauczycieli, czyli to, co robi minister Nowacka, to nie będzie dobrze.
Edukacja została bardzo mocno upolityczniona. Jak patrzę na MEN z szerszej perspektywy, to widzę działania, w których chodzi o to, by kształcić przyszłych wyborców a dopiero na drugim miejscu świadomych obywateli.
Zwróćmy uwagę na to, iż jak mamy prawicowy rząd, to chce zmieniać edukację w prawą stronę, z kolei bardziej lewicowy w lewą stronę. Żaden z ministrów, których opamiętam, nie zauważył i nie zwrócił uwagi na to, iż do szkół chodzą dzieciaki, które nie są polityczne. Do szkół chodzą dzieciaki rodziców zarówno prawicowych, jak i lewicowych.
Szkoła to miejsce, które nie powinno być w żaden sposób lewicowe, w żaden sposób prawicowe. Powinno być po prostu miejscem, które szanuje wszystkich.
Wracając do krytyki obecnego rządu. To nie jest tak, iż od razu z grubej rury zacząłem go krytykować. Mówiłem, prosiłem. I tak przez rok. o ile przez rok człowiek spotyka się z brakiem odpowiedzi, ewentualnie z odpowiedzią niemądrą, to zaczyna działać mocniej.
Krytyczny stosunek również wyrażam w sprawie wniosków o zawieszenie możliwości objęcia ochroną międzynarodową uchodźców na granicy z Republiką Białorusi - uważam takie zawieszenie jako za niezgodne z prawem międzynarodowym.
W jakim momencie jest zatem teraz Marcin Józefaciuk. Do której partii mu najbliżej?
Ostatnio dużo osób zauważyło, iż ponoć mocno się radykalizuję i robię się mocno prawicowy. Chodzi chyba o to, iż akcentuję mocno sprawy męskie. Nie wiem dlaczego, ale sprawy męskie przylgnęły do prawicy. A może dlatego, iż lewica walczy tylko o sprawy kobiet? Sprawy kobiet są oczywiście bardzo ważne, ale ważne też, by zauważyć problemy mężczyzn.
Dla mnie to jest coś chyba bardziej w kierunku środka, ale częściowo z lewicy, częściowo z prawicy. Są grupy polityczne, które chciałaby ruszyć sprawy, które są dla mnie ważne. Bo mamy na przykład Konfederację, która zaczyna walczyć o sprawy męskie. Mamy Lewicę, która walczy o środowiska LGBT+, mamy Polskę 2050, która nie jest radykalna. Mamy KO, która w tej chwili jako największa partia w obozie rządzącym jest najbardziej wystawiona na krytykę, jednak wprowadzane zmiany są korzystne. Szkoda iż nie ma żadnej partii, dla której edukacja byłaby priorytetem zamiast obietnicą.
Od dłuższego czasu bardzo dobrze współpracuje mi się z Zielonymi z Łodzi, działają w terenie, organizują się na nowo, mają świetny potencjał i zdają się rozumieć większość postulatów, które przedstawiam.
Wystartuje Pan w kolejnych wyborach?
[śmiech] A kto mnie wystawi? Nie myślę o tym. Nie jestem politykiem, który zaczyna kampanię zaraz po wyborach. Skupiam się na tym, co mogę zrobić jeszcze przez te niecałe dwa lata. Jestem nauczycielem - mam gdzie wracać - planuję wrócić do szkoły, choć oczywiście "nigdy nie mów nigdy". jeżeli znajdzie się grupa, która będzie podzielała moje wartości i będzie uważała, iż warto jest mnie wystawić - zastanowię się - to i tak Łodzianie zdecydują.

3 godzin temu










