Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej poseł Prawa i Sprawiedliwości Zbigniew Dolata ponownie zaatakował zastępcę dyrektora Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie ds. lecznictwa, Mateusza Hena. Było to wystąpienie wyraźnie inspirowane wydarzeniami sprzed dwóch tygodni, kiedy po wcześniejszej konferencji posła wiele osób – w tym przedstawiciele środowiska medycznego i samorządowego – publicznie stanęło w obronie zastępcy dyrektora.
Tym razem parlamentarzysta nie tylko nie złagodził tonu, ale wręcz go zaostrzył, eskalując zarzuty, insynuacje i oskarżenia, niepoparte prawomocnymi rozstrzygnięciami sądowymi ani decyzjami organów kontrolnych. Już na początku konferencji poseł mówił:
To szpital, w którym pracuje bardzo wielu dobrych lekarzy i pielęgniarek i wszystkim mieszkańcom powiatu, a szerzej Wielkopolski, powinno zależeć na tym, by cieszył się nieposzlakowaną opinią. Niestety istnieje bardzo znaczący margines osób, które wpływają na jego negatywną ocenę.
Następnie Dolata wskazał personalnie na Mateusza Hena, wracając do zarzutów znanych już z poprzedniego wystąpienia:
Rzecz dotyczy konkretnie zastępcy dyrektora ds. medycznych Mateusza Hena. Mówiłem o wyrokach, które na nim ciążą, i o patologicznej sytuacji, w której jego firma wygrywa konkursy na świadczenie usług medycznych, które rozpisuje szpital.
Poseł wielokrotnie używał sformułowania „patologia”, stawiając tezę, iż osoba z kierownictwa szpitala ma – jego zdaniem – wpływ na konkursy ofert, w których startują powiązane z nią podmioty. Jednocześnie nie przedstawił żadnych dokumentów potwierdzających takie zarzuty ani informacji o toczących się postępowaniach karnych lub dyscyplinarnych.
„To mój osobisty sukces”
W dalszej części konferencji poseł ogłosił, iż nieprzedłużenie umowy na obsługę SOR-u przez jedną z firm uznaje za własny sukces polityczny:
Odczuwam to jako swój osobisty sukces. Gdyby nie moja konferencja sprzed dwóch tygodni, wszystko wskazywało na to, iż doszłoby do przedłużenia działalności tej firmy na SOR-ze.
To stwierdzenie wzbudziło wyraźne poruszenie wśród obecnych dziennikarzy, którzy zaczęli dopytywać o podstawy faktyczne takiej tezy oraz o odpowiedzialność prawną za publiczne formułowanie tak daleko idących ocen. Chodziło bowiem o spółkę MedSfera, należącą do rodziców Mateusza Hena.
Lawina pytań i brak odpowiedzi
W drugiej części konferencji poseł Dolata został zasypany pytaniami. Dziennikarze pytali m.in. o podstawy prawne jego twierdzeń, ewentualne zawiadomienia do prokuratury, własną historię procesową parlamentarzysty. To właśnie w tym momencie konferencja zaczęła wymykać się spod kontroli. Poseł wyraźnie tracił cierpliwość, a na pytanie o swoje prawomocne przegrane procesy sądowe odpowiedział:
Nie odpowiadam na takie głupie pytania.
Wyroki, o których poseł nie chce mówić
Przypomnijmy Zbigniew Dolata dwukrotnie przegrywał w sądzie sprawy o naruszenie dóbr osobistych.
W 2013 roku zapadł wyrok w sprawie pomawiania Wojciecha Krawczyka, którego poseł publicznie oskarżał o współpracę z aparatem bezpieczeństwa PRL. Sąd nakazał Dolacie przeprosiny, uznając jego wypowiedzi za nieprawdziwe i naruszające dobra osobiste.
W 2022 roku prawomocnie zakończyła się sprawa z powództwa Jaromira Dziela. Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał, iż poseł PiS naruszył dobre imię lekarza, przypisując mu zachowania, które – jak stwierdził sąd – nie miały miejsca. Wyrok został utrzymany w drugiej instancji, a Dolata zobowiązany do przeprosin.
To właśnie do tych spraw nawiązywali dziennikarze, pytając, czy parlamentarzysta – skoro tak stanowczo domaga się dymisji innych – nie powinien odnieść się do własnych prawomocnych wyroków.
„Ja nic nie insynuuję”
Poseł odpowiadał nerwowo:
Połączcie kropki. Ja nic nie insynuuję, ja tylko zadaję pytania. To nie są insynuacje.
Jednocześnie w tej samej wypowiedzi mówił:
Broni się człowieka, na którym ciążą bardzo poważne wyroki, za bardzo poważne przestępstwa. Jego firma wygrywa przetargi w szpitalu, w którym jest zastępcą dyrektora. To jest patologia.
Immunitet i bezkarność?
Konferencja zakończyła się wezwaniem do natychmiastowej dymisji Mateusza Hena oraz do przeprowadzenia audytu konkursów ofert. Poseł ponownie nie odpowiedział na pytania o własną odpowiedzialność za słowa, które – jak pokazuje historia – już wcześniej kończyły się dla niego przegranymi procesami.
Poniedziałkowe spotkanie pokazało jedno: dziennikarze nie są biernymi słuchaczami, a próby ucieczki od trudnych pytań coraz częściej spotykają się z natychmiastową reakcją. Poseł Dolata najwyraźniej przywykł do wygłaszania tez bez konfrontacji – tym razem jednak mikrofony nie wystarczyły, by zagłuszyć fakty.

2 miesięcy temu













