Ponad miliard złotych dziennie. Mniej więcej w takim tempie rosło zadłużenie sektora finansów publicznych w pierwszym kwartale 2026 roku.
Zatrzymajcie się na chwilę przy tej liczbie.
Nie milion. Nie sto milionów.
Ponad MILIARD złotych dziennie.
A przecież Polacy płacą podatki praktycznie na każdym kroku. VAT. PIT. CIT. Akcyza. Składki. Podatki lokalne. Opłaty. Daniny ukryte w cenach energii, paliwa, usług i produktów.
Tankujemy samochód? Płacimy podatki.
Robimy zakupy? Płacimy podatki.
Pracujemy? Płacimy podatki.
Prowadzimy firmę? Płacimy podatki.
A mimo tego państwo przez cały czas wydaje więcej, niż zbiera.
Gdzie są nasze pieniądze?
To jest pytanie, które każdy obywatel ma prawo zadać rządzącym:
Na co dokładnie wydajecie nasze pieniądze?
Dlaczego przy setkach miliardów złotych wpływów podatkowych Polska przez cały czas generuje gigantyczny deficyt?
Dlaczego dług rośnie?
Dlaczego obsługa tego długu kosztuje coraz więcej?
I przede wszystkim — jaki jest plan zatrzymania tego procesu?
Po siedmiu miesiącach 2026 roku dochody budżetu państwa wyniosły około 333,9 mld zł, wydatki niemal 475 mld zł, a deficyt przekroczył 141 mld zł.
To nie jest propaganda opozycji ani slogan z mediów społecznościowych.
To są dane Ministerstwa Finansów.
Paliwo ociera się o 9 zł
Kierowcy również widzą, co dzieje się z ich portfelami.
Średnia cena oleju napędowego osiągnęła 8,75 zł za litr. Na części stacji ceny zbliżają się już do psychologicznej granicy 9 zł.
I ponownie pojawia się pytanie:
ile jeszcze obywatel ma płacić?
Bo państwo nie posiada własnych pieniędzy.
Każda złotówka wydana przez władzę pochodzi ostatecznie od obywateli — z podatków, opłat albo długu, który trzeba będzie kiedyś spłacić.
Dług nie znika. Rachunek zostaje
Politycy zmieniają się co kilka lat.
Premierzy odchodzą.
Ministrowie odchodzą.
Posłowie kończą kadencje.
Ale dług pozostaje.
I pozostają odsetki.
Rachunek nie zostanie wysłany do konkretnego premiera, ministra czy posła.
Rachunek dostaniemy my.
A później nasze dzieci i wnuki.
Dlatego dyskusja o zadłużeniu nie powinna być wojną PiS z Platformą, Tuska z Kaczyńskim, prawicy z lewicą.
Bo kolejne ekipy mogą się wzajemnie oskarżać, ale obywatela powinno interesować coś prostszego:
kto zatrzyma spiralę zadłużenia?
A gdzie w tym wszystkim obywatel?
Najbardziej bolesny obraz współczesnej Polski wygląda inaczej.
Rodzice chorego dziecka słyszą czasami, iż kosztowne leczenie lub terapia nie są finansowane w potrzebnym zakresie.
Co wtedy robią?
Zakładają zbiórkę.
Proszą obcych ludzi o pomoc.
Publikują zdjęcie swojego dziecka i błagają:
„Pomóżcie nam zebrać pieniądze”.
I właśnie wtedy obywatel ma prawo zapytać:
skoro państwo pobiera od społeczeństwa setki miliardów złotych rocznie, dlaczego w najtrudniejszych chwilach rodzina przez cały czas musi zdawać się na internetową zbiórkę?
Oczywiście żadne państwo nie jest w stanie sfinansować bez ograniczeń każdego świadczenia i każdej terapii.
Ale właśnie dlatego mamy prawo wymagać od rządzących jasnej odpowiedzi, jakie są priorytety państwa i dlaczego pieniądze wydawane są właśnie w taki sposób.
Gierek? Tu również trzeba mówić uczciwie
Zadłużenie zagraniczne Polski pod koniec epoki Edwarda Gierka wynosiło około 24–25 miliardów dolarów.
Tamten dług doprowadził PRL do ogromnych problemów z jego obsługą.
Nie można jednak uczciwie zestawiać nominalnie 24 miliardów dolarów z dzisiejszym zadłużeniem bez uwzględnienia wielkości gospodarki, wartości pieniądza i zupełnie innego systemu ekonomicznego.
Jedno porównanie pozostaje jednak aktualne:
życie na kredyt zawsze ma swoją cenę.
I ktoś ten rachunek ostatecznie musi zapłacić.
Pokażcie obywatelom rachunki
Nie potrzebujemy kolejnej konferencji prasowej.
Nie potrzebujemy kolejnego politycznego uśmiechu.
Nie potrzebujemy kolejnego wystąpienia, w którym rządzący powiedzą nam, iż wszystko jest pod kontrolą.
Potrzebujemy liczb.
Potrzebujemy odpowiedzialności.
Potrzebujemy odpowiedzi:
Ile Polska jest dzisiaj winna?
Ile rocznie kosztują nas odsetki?
Dlaczego zadłużenie tak gwałtownie rośnie?
Na co przeznaczane są pożyczone pieniądze?
Kiedy dług przestanie rosnąć szybciej niż gospodarka?
I kto weźmie polityczną odpowiedzialność, o ile obecna polityka okaże się błędem?
Bo to nie są pieniądze Tuska.
To nie są pieniądze Kaczyńskiego.
To nie są pieniądze ministrów ani posłów.
To są pieniądze Polaków.
I to Polacy — obecni i przyszli — zapłacą rachunek.
Zrozumcie to, zanim będzie za późno.
ŚWINOUJŚCIE: BLOKADY ZAMIAST LAWETY? CZY MIASTO CZEKA NA TRAGEDIĘ PRZY PRZEJŚCIU DLA PIESZYCH?

1 godzina temu
![Ostrołęccy ciężarowcy z wizytą u wiceminister sportu. "Ogromne wyróżnienie" [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/sport/2026/20260908_142126.jpg)













