Każdego roku ponad 500 mieszkańców Wrocławia przedwcześnie umiera z powodu narażenia na dwutlenek azotu (NO2) emitowany przez transport drogowy. To ponad dwukrotnie więcej, niż dotąd szacowano. Najnowsze analizy pokazują, co truje nas najbardziej. Organizacje pozarządowe wystawiają samorządowi żółte i czerwone kartki.
Eksperci alarmują, iż bez ograniczenia emisji samochodowych miasto nie osiągnie norm jakości powietrza, które zaczną obowiązywać w Unii Europejskiej od 2030 r.
Ponad 500 przedwczesnych zgonów rocznie
Artykuł badawczy „Wpływ stężeń pyłu PM2,5 i NO₂ na śmiertelność w 13 największych miastach Polski”, opublikowany kilka miesięcy temu na łamach Springer Nature, nie pozostawia złudzeń. Wynika z niego, iż we Wrocławiu smog komunikacyjny zabija więcej osób niż smog zimowy pochodzący z przez cały czas działających, choć już nielegalnych, pozaklasowych pieców, czyli tzw. kopciuchów.
Łukasz Adamkiewicz z Europejskiego Centrum Czystego Powietrza (ECAC), bazując na danych, przeliczył, jak narażenie mieszkańców Wrocławia na emisję NO₂ wpływa na liczbę przedwczesnych zgonów z przyczyn naturalnych.
Liczba pojazdów w 13 miastach Polski w latach 2010-2019, artykuł „Wpływ stężeń pyłu PM2,5 i NO2 na śmiertelność w 13 największych miastach Polski”W skali roku ponad 500 mieszkańców Wrocławia przedwcześnie umiera z powodu narażenia na NO₂. To 2,5-krotnie więcej, niż wskazywały wcześniejsze szacunki. Na niektórych śródmiejskich osiedlach zanieczyszczenia komunikacyjne odpowiadają za choćby 6–11 proc. wszystkich zgonów naturalnych.
– Jestem bardzo zdziwiony, iż na podstawie modelowania dostosowanego do potrzeb, wyszło, iż liczba zgonów z powodu spalin była 2,5-krotnie wyższa, niż by wynikało. Problem jest dużo potężniejszy – relacjonował Adamkiewicz w rozmowie ze SmogLabem.
Do tej pory szacowano, iż emisja NO₂ odpowiada za 200–250 przedwczesnych zgonów rocznie. Nowe analizy wskazują, iż rzeczywista liczba przekracza 500.
- Czytaj także: Wrocław dusi się spalinami. Co dalej ze Strefą Czystego Transportu? [BADANIA]
Spaliny nie znikają. Gromadzą się między budynkami
Zanieczyszczenia pochodzące z transportu są drugim, po emisjach z ogrzewania paliwami kopalnymi, najważniejszym źródłem smogu w Polsce. Szczególnie groźny jest emitowany przez samochody dwutlenek azotu (NO₂), który podrażnia drogi oddechowe i zwiększa ryzyko wielu chorób układu oddechowego oraz krążenia.
Jak informowaliśmy w ubiegłym roku, badanie przygotowane w grudniu 2024 r. przez naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego na zlecenie miasta Wrocław pokazało, iż problem może być znacznie większy, niż dotąd sądzono. Analiza wykorzystała model matematyczny uwzględniający zabudowę miasta, czego nie robią modele stosowane na potrzeby Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.
Dotychczas zakładano, iż spaliny stosunkowo łatwo rozpraszają się w przestrzeni miejskiej. Wyniki badań pokazały jednak, iż w gęstej zabudowie kumulują się znacznie silniej.
– W rzeczywistości zanieczyszczenia koncentrują się w kanionach ulic. To modelowanie pokazało znacząco większe zanieczyszczenie przestrzeni, szczególnie w osiach głównych ulic – mówił wtedy SmogLabowi Krzysztof Smolnicki, lider Dolnośląskiego Alarmu Smogowego (DAS).
Eksperci: bez Strefy Czystego Transportu problem będzie narastał
Eksperci wskazują, iż poziom NO₂ emitowanego głównie przez starsze samochody z silnikami Diesla spada bardzo powoli. Ich zdaniem przy obecnym tempie zmian Wrocław nie ma szans spełnić nowych norm jakości powietrza UE, które zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2030 r.
Symboliczną czerwoną kartkę organizacje społeczne wystawiają władzom miasta za brak wprowadzenia Strefy Czystego Transportu.
– Wiemy, iż władze boją się wprowadzania SCT, jeszcze bardziej, niż bały się dwa lata temu, ale nas to nie interesuje. Interesuje nas za to, iż co roku we Wrocławiu kilkaset osób przedwcześnie umiera z powodu narażenia na smog komunikacyjny. To nie krasnoludki nas trują – mówi Smolnicki, nawiązując do symbolu-maskotki miasta, czyli skrzatów.
Procent przedwczesnych zgonów z powodu wysokich stężeń NO2 w 13 miastach Polski w latach 2010–2019, „Wpływ stężeń pyłu PM2,5 i NO2 na śmiertelność w 13 największych miastach Polski”– Tymczasem władze Wrocławia rozkładają bezradnie ręce i unikają obowiązku wprowadzenia w mieście Strefy Czystego Transportu, której terminarz wprowadzania powinien zgodnie z prawem być ustalony już ponad półtora roku temu. Póki co w tym temacie jest cicho, a wręcz głucho – dodaje lider DAS.
Kopciuchy przez cały czas pozostają problemem
Choć smog komunikacyjny odpowiada dziś za większą liczbę przedwczesnych zgonów, eksperci podkreślają, iż Wrocław wciąż nie poradził sobie z likwidacją kopciuchów.
Według oficjalnych danych od dwóch lat rośnie liczba dni z epizodami zimowego smogu. Jednocześnie tempo usuwania nielegalnych pieców pozostaje bardzo niskie. W raporcie przekazanym przez magistrat władzom wojewódzkim realizację tego zadania za 2025 r. oceniono na zaledwie 24 proc.
– Większość z nich jest w lokalach gminnych. Miasto zdaje się nie wiedzieć, ile dokładnie ich ma i maksymalnie wydłuża możliwy termin udostępnienia nam informacji publicznej. Za jeden i drugi smogowy problem odpowiedzialny jest Urząd Miasta Wrocławia – mówi Smolnicki.
Procent przedwczesnych zgonów z powodu stężeń pyłu
PM2,5 w 13 miastach Polski w latach 2010–2019, „Wpływ stężeń pyłu PM2,5 i NO2 na śmiertelność w 13 największych miastach Polski”Nie chodzi o statystyki, ale o zdrowie mieszkańców
Jak dodaje Smolnicki, raport Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska pokazuje, iż bez zdecydowanego przyspieszenia działań Wrocław nie osiągnie norm jakości powietrza obowiązujących od 2030 r.
– I dotyczy to nie tylko pyłów zawieszonych, ale innych szalenie niebezpiecznych, śmiercionośnych związków, jak dwutlenek azotu, ozon i benzo(a)piren.
Joanna Szczygielska z Rodziców dla Klimatu zaapelowała do Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Klimatu oraz Środowiska o monitoring jakości powietrza przy placówkach oświatowych, a do samorządów o rzetelne informowanie mieszkańców o stanie powietrza.
Lokalni działacze przypominają również, iż podczas lipcowego posiedzenia Miejskiego Zespołu ds. jakości powietrza nie przedstawiono nowych działań naprawczych.
– W trakcie lipcowego spotkania Miejskiego Zespołu ds. jakości powietrza urzędnicy nie zaproponowali żadnego programu naprawczego wobec tej sytuacji. To milczenie jest klasycznym zamiataniem sprawy pod dywan – przyznaje Smolnicki.
Szczygielska zwróciła się do miasta o zaprzestanie tego zamiatania, a rozpoczęcie prawdziwego czyszczenia.
– Chodzi o zdrowie i życie nasze, ale przede wszystkim naszych dzieci.
- Czytaj także: Dwa lata SCT w Warszawie. Tak spadło stężenie dwutlenku azotu
–
Zdjęcie tytułowe: vvoe/Shutterstock
.

1 godzina temu












