"Polubił mnie". Wysłannik Trumpa wspomina swoje rozmowy z Łukaszenką

1 godzina temu

Żarty, alkohol i porady na temat odchudzania - tak John Cole, amerykański wysłannik Donalda Trumpa, wspomina swoje rozmowy z Alaksandrem Łukaszenką. Amerykanin twierdzi, iż zyskał sympatię białoruskiego przywódcy, co przełożyło się na uwolnienie ponad 500 więźniów politycznych. - Humor to potężna broń - mówi Cole, cytowany przez "The New York Times".

Biuro Prasowe Prezydenta Białorusi
John Cole i Alaksandr Łukaszenka podczas jednego ze spotkań

Specjalny wysłannik prezydenta USA Donalda Trumpa John Cole oświadczył, iż udało mu się nawiązać osobiste relacje z Alaksandrem Łukaszenką - informuje "The New York Times". Amerykanin twierdzi, iż umożliwiło to na porozumienie w sprawie uwolnienia ponad 500 białoruskich więźniów politycznych w zamian za złagodzenie amerykańskich sankcji.

- Humor to potężna broń. jeżeli uda ci się rozśmieszyć rozmówcę, masz już połowę drogi za sobą i nie stanowisz zagrożenia - cytuje Cole'a dziennik.

Człowiek Trumpa spotykał się z Łukaszenką. "Polubił mnie"

Według 79-letniego przedstawiciela Trumpa podczas podróży do Mińska nawiązywał kontakt z Łukaszenką dzięki "humoru, nieprzyzwoitych żartów, alkoholu i porad dotyczących odchudzania".

ZOBACZ: Łukaszenka dostał zaskakujący prezent. "Nie wiem, co z nimi zrobić"

Specjalny wysłannik mówił, iż już po dwudziestu minutach ich pierwszego spotkania Łukaszenka zaczął ostro krytykować europejskich przywódców, którzy izolują go na arenie międzynarodowej. - Wylewał na nich swoją złość, więc powiedziałem: "To banda tchórzy" - wspominał Cole, dodając, iż użył bardziej dosadnego słowa, aby rozładować atmosferę i zdobyć przychylność rozmówcy.

- Od tego momentu polubił mnie. Ale Europejczycy już nie - dodał Amerykanin.

Rozmawiali z Łukaszenką ponad sześć godzin. Tematem odchudzanie

Cole opowiedział, iż podczas dalszej uczty wypił dwa kieliszki wódki od Łukaszenki, a resztę dyskretnie wylał na podłogę, aby zachować trzeźwość na potrzeby negocjacji. Po toastach białoruski lider miał zgodzić się uwolnić jeszcze jednego Amerykanina, stwierdzając: "Bo mi się pan podoba".

Podczas kolejnej wizyty w Mińsku w czerwcu 2025 roku Cole - wraz ze specjalnym wysłannikiem ds. Rosji i Ukrainy Keithem Kelloggiem - miał przeprowadzić ponad sześciogodzinne rozmowy z Łukaszenką. Ich tematem - jak wynika z relacji Amerykanina - był lek stosowany w leczeniu otyłości oraz przewlekłej nadwagi Zepbound.

ZOBACZ: Rosjanie zdemontowali pomnik poświęcony Polakom. Pokazano, co tam postawili

Wkrótce potem Łukaszenka uwolnił 14 działaczy opozycyjnych, wśród których był mąż Swietłany Cichanouskiej. Dowiedziawszy się o tym podczas prywatnej kolacji z Colem i jego żoną Gretą Van Susteren, Trump nalegał na rozmowę telefoniczną z Łukaszenką. Prezydent USA zadzwonił do Białorusina w drodze na spotkanie z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem na Alasce i oświadczył, iż ma nadzieję pewnego dnia ugościć Łukaszenkę w Białym Domu.

"Nagradza władze Białorusi". Wysłannik Trumpa w ogniu krytyki

Cole zaznaczył, iż rozmawiał z Trumpem o rozszerzeniu zakresu swojej misji, tak aby obejmowała ona uwolnienie więźniów politycznych w dowolnym miejscu na świecie. Specjalny wysłannik prezydenta uSA poinformował również, iż zwrócił się do niego rosyjski laureat Nagrody Nobla Dmitrij Muratow z prośbą o pomoc w wymianie jeńców cywilnych między Ukrainą a Rosją.

W tym celu - jak twierdzi Cole - otrzymał "gwarancje finansowe" od dwóch organizacji na zakwaterowanie uwolnionych osób, jednak najpierw zamierza doprowadzić do uwolnienia pozostałych więźniów politycznych na Białorusi.

ZOBACZ: Putin zrugał podwładnych i zapowiedział konsekwencje. "To nie zabawa"

"The New York Times" zwraca uwagę na krytyczne głosy pojawiające się w związku z działaniami Cole'a. "Zdaniem krytyków Cole w rzeczywistości nagradza skorumpowane, autorytarne władze Białorusi. Aktywiści nazywają białoruski system sądowy 'taśmą produkcyjną', ponieważ nowych więźniów politycznych osadza się w więzieniach, podczas gdy innych wypuszcza się na wolność. Twierdzą oni, iż taka praktyka zamienia zwolnienia w kartę przetargową i 'zachęca do handlu ludźmi'" - czytamy.

WIDEO: "Wszyscy krzyczeli". Dramatyczna relacja pasażerki autokaru
Idź do oryginalnego materiału