Polska według Nawrockiego. Fikcja, nie analiza

6 godzin temu

W wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” prezydent Karol Nawrocki zaprezentował obraz Polski, który ma kilka wspólnego z rzeczywistością, a znacznie więcej z dobrze znaną narracją obozu PiS: rząd nic nie robi, państwo jest sparaliżowane, a jedyną aktywnością władzy są „igrzyska” i „rozliczenia”. To opowieść wygodna, nośna i – niestety – w dużej mierze zmyślona. Albo, mówiąc wprost: androny.

„Gdy czytam wszystkie analizy, widzę, iż Polacy są niezadowoleni z rządu i z premiera” – mówi prezydent. Problem polega na tym, iż nie wskazuje, o jakie analizy chodzi. Sondaże z ostatnich miesięcy pokazują co najwyżej umiarkowaną krytykę poszczególnych działań rządu, ale nie powszechne rozczarowanie. Narracja o społecznym buncie przeciw Donaldowi Tuskowi jest raczej projekcją politycznych życzeń Pałacu Prezydenckiego niż diagnozą opartą na danych.

Jeszcze dalej Nawrocki idzie, twierdząc, iż rząd „paraliżuje w zasadzie wszystko”: służbę zdrowia, finanse publiczne, Fundusz Sprawiedliwości. To szczególnie ironiczne, gdy przypomnimy sobie, iż Fundusz Sprawiedliwości był przez lata symbolem patologii rządów PiS – narzędziem transferu publicznych pieniędzy do politycznych znajomych. jeżeli dziś fundusz nie realizuje swoich celów, to dlatego, iż jest przedmiotem audytów i prób naprawy. Prezydent nazywa to paraliżem; wielu obywateli – elementarnym porządkiem.

„Ludzie chcą chleba” – dodaje Nawrocki, sięgając po retorykę rodem z XIX-wiecznych manifestów. Tyle iż „chleb” w jego wydaniu oznacza święty spokój dla elit PiS i brak odpowiedzialności za nadużycia. Rozliczenia nie są igrzyskami, ale koniecznym warunkiem odbudowy zaufania do państwa. Próba przeciwstawiania jednego drugiemu to klasyczna fałszywa alternatywa.

Szczególnie osobliwie brzmi fragment o szczycie G20. Prezydent z dumą mówi o zaproszeniu od Donalda Trumpa, jakby był to dowód geopolitycznej sprawczości. „Jedną z istotnych szans dla Polski w roku 2026 jest udział w szczycie G20” – stwierdza. Udział w szczycie, do którego zaprasza gospodarz, nie jest ani sukcesem dyplomatycznym, ani strategicznym przełomem. To standardowa praktyka. Nadawanie jej rangi wydarzenia roku zdradza raczej deficyt realnych osiągnięć w polityce zagranicznej.

Nawrocki broni się także przed zarzutem nadużywania weta. „Podpisałem 132 ustawy, a zawetowałem 20” – wylicza, zapewniając, iż weta dotyczyły aktów „stanowiących zagrożenie”. To argument statystyczny, który ma przykryć fakt, iż weta były używane selektywnie i często motywowane ideologicznie. Przykład ustawy oświatowej jest tu wymowny: prezydent mówi o „chaosie zmian” i „ideologizacji szkoły”, nie przedstawiając konkretnych rozwiązań alternatywnych. Weto zastępuje debatę.

Jeszcze bardziej przewidywalna jest wypowiedź o małżeństwach jednopłciowych. „Małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny” – podkreśla Nawrocki, ustawiając się w roli obrońcy konstytucji przed Unią Europejską. To znów uproszczenie: orzeczenia TSUE nie zmuszają Polski do zmiany definicji małżeństwa, ale do uznawania skutków prawnych związków zawartych w innych krajach UE. Prezydent wie o tym doskonale, ale wygodniej mu opowiadać o rzekomym zamachu na suwerenność.

Cały wywiad sprawia wrażenie politycznego monologu oderwanego od realnych procesów zachodzących w kraju. Nawrocki mówi dużo, ale kilka z tego wynika. Zamiast rzeczowej krytyki rządu – powtórki z partyjnej narracji. Zamiast odpowiedzialności – moralizowanie. A na koniec apel o modlitwę: „w roku 2026 trzeba się modlić przede wszystkim za Polskę”. Modlitwa może być prywatną sprawą prezydenta. Od głowy państwa oczekuje się jednak czegoś więcej niż pobożnych życzeń i opowieści bez pokrycia.

Idź do oryginalnego materiału