W październiku 1956 roku Polska i Węgry znalazły się na pozór w podobnym położeniu. W obu krajach pękał stalinowski porządek. W obu społeczeństwa miały dość terroru, politycznej podległości i gospodarczej niewydolności. W obu nadzieje na zmianę wiązano z komunistami odsuniętymi wcześniej od władzy. A jednak finał był zasadniczo odmienny. W Polsce kryzys zakończył się politycznym przesileniem i ograniczonymi reformami. Na Węgrzech przerodził się w rewolucję, którą zdławiły radzieckie czołgi.
Najłatwiej byłoby uznać, iż Polacy okazali się ostrożniejsi, Węgrzy zaś bardziej radykalni. Albo iż Gomułka był sprawniejszym politykiem niż Imre Nagy. Takie wyjaśnienia są jednak niewystarczające. O wyniku przesądziły wcześniejsze doświadczenia obu społeczeństw, reakcje elit, postawa wojska i kalkulacje Moskwy. Tymczasem klucz do zrozumienia roku 1956 jest skomplikowany. Budapesztu nie sposób zrozumieć bez Warszawy, a Warszawy bez Poznania.
Zrozumienie wydarzeń 1956 roku wymaga zatem czegoś więcej niż porównania charakterów dwóch przywódców. Polska i Węgry znalazły się w podobnym kryzysie, ale ich społeczeństwa, elity polityczne i instytucje państwowe reagowały na niego w odmienny sposób. Nie mniej istotne były kalkulacje Kremla oraz geopolityczne znaczenie obu państw. Historia polskiego Października i węgierskiej rewolucji to nie dwie zupełnie odrębne opowieści, ale powiązane ze sobą procesy, które ujawniły zarówno siłę społeczeństw, jak i granice dopuszczalnych zmian w radzieckiej strefie wpływów.
Poznań, czyli ostrzeżenie
W Polsce wybuch nastąpił już w czerwcu. Robotnicy Zakładów im. Stalina w Poznaniu (obecne zakłady im. Hipolita Cegielskiego, a w zasadzie ich marne resztki) protestowali przeciw warunkom pracy, płacom i złemu zaopatrzeniu. Delegacja wysłana do Warszawy nie osiągnęła swoich celów, czyli obniżenia norm i podwyżki płac, a pogłoska o jej aresztowaniu zaogniła i tak złe nastroje. Protesty rozpoczęły się pod hasłami socjalnymi: „chleba i pracy”, ale gwałtownie pojawiły się też postulaty polityczne. Pokojowy protest zmienił się w zamieszki. Uwolniono więźniów, zdobyto broń, zaatakowano gmach bezpieczeństwa. Padły strzały. Państwo i partia odpowiedziały siłą.
Nie wolno sprowadzać Poznańskiego Czerwca do buntu o podwyżkę. Protest gwałtownie nabrał charakteru politycznego. Jednak punkt wyjścia był inny niż na Węgrzech: poznański robotnik domagał się przede wszystkim ulżenia w nieznośnych warunkach życia; węgierski student już 23 października żądał zmian w stosunkach z ZSRR i usunięcia stalinowskich przywódców. Oba protesty godziły w istniejący porządek, ale od początku uderzały w różne jego elementy.
Nie oznacza to jednak, iż polskie społeczeństwo mniej pragnęło niepodległości albo iż Węgrzy byli z natury bardziej radykalni. W Poznaniu protest rozpoczął się od postulatów socjalnych, ale gwałtownie ujawnił również sprzeciw wobec politycznego podporządkowania. Na Węgrzech natomiast kwestia suwerenności narodowej, obecności wojsk radzieckich i przebudowy systemu politycznego od początku ściśle się ze sobą łączyły. Oba ruchy podważały istniejący porządek, ale czyniły to z nieco innych punktów wyjścia.
Polskie kierownictwo zareagowało brutalnie i bez większego problemu samodzielnie zdławiło bunt w zarodku. Wojsko i aparat bezpieczeństwa w większości wykonały rozkazy. Jednak już po stłumieniu protestu władze zrozumiały, iż dalsze ignorowanie społecznych pretensji, skądinąd słusznych i uzasadnionych, grozi kolejnym wybuchem. Edward Ochab mówił o bezduszności i biurokratyzmie aparatu partyjno-państwowego. przez cały czas jednak w partii doszukiwano się zorganizowanej prowokacji; choćby Edward Gierek uważał wydarzenia za przygotowany spisek. Obie postawy, represyjna i reformatorska, współistniały wewnątrz tego samego kierownictwa.
Co interesujące o antypaństwowym spisku i inspiracji sił zewnętrznych mówili i pisali też ludzie, których trudno posadzić o sympatie do komunizmu. Przykładem takiej postaci był Jędrzej Giertych, który opublikował broszurę. „Po wypadkach poznańskich. Na alarm!”. Przestrzegał w niej społeczeństwo przed uleganiem wpływowi obcych agentur dążących do rozchwiania sytuacji politycznej w Polsce. Wszelkie rozruchy wewnętrzne w sytuacji realnego braku suwerenności, jak słusznie konkludował polityk, choć dają upust autentycznemu społecznemu niezadowoleniu, w istocie rzeczy służą jedynie rozgrywaniu światowych interesów mocarstw.
Rozumowanie Giertycha wskazuje na istotny dylemat polityczny: ostrożność wobec obcych wpływów nie musi oznaczać akceptacji istniejącego systemu. Zewnętrzne mocarstwo może próbować wykorzystać wewnętrzny kryzys do realizacji własnych interesów, ale nie wynika z tego, iż społeczne niezadowolenie jest nieautentyczne albo iż zgłaszane postulaty są nieuzasadnione. Wydarzenia polskie i węgierskie pokazują, jak trudno jednocześnie przeciwstawiać się wewnętrznemu uciskowi i zewnętrznej zależności.
Poznański czerwiec zatem był dla partyjnych elit w Polsce doświadczeniem ostrzegawczym. Przekonał je, iż nie da się już rządzić wyłącznie dotychczasowymi metodami. Zarazem nauczył, iż można częściowo odpowiedzieć na postulaty społeczne, nie rezygnując z monopolu PZPR, obecności w bloku sowieckim ani podstaw istniejącego ustroju. Dla Moskwy miało znaczenie również to, iż polskie kierownictwo potrafiło opanować dramatyczny kryzys własnymi siłami. Oznaczało, iż Kreml widział w Warszawie ośrodek zdolny samodzielnie utrzymać władzę.
Węgierski Październik nie miał podobnego wstępu. Nie było odpowiednika Poznania, który zawczasu zmusiłby rządzących do uznania skali zagrożenia. Kiedy nastąpił wybuch, aparat władzy nie był przygotowany ani do kompromisu, ani do skutecznego działania.
Nie znaczy to, iż na Węgrzech nie istniały wcześniejsze sygnały nadchodzącego kryzysu. Debaty Koła Petőfiego, wystąpienia pisarzy i studentów, ponowny pochówek László Rajka oraz narastające problemy gospodarcze już wcześniej ujawniały erozję społecznej legitymacji systemu. Różnica polegała raczej na tym, iż węgierskie kierownictwo nie potrafiło w porę odpowiedzieć na te sygnały wiarygodnymi reformami politycznymi.
Ochab ustępował, Rákosi trwał
Różnica zaczynała się od samej struktury władzy. W Polsce śmierć Bolesława Bieruta i następstwa XX Zjazdu KPZR uruchomiły proces przesunięć wewnątrz partii. Edward Ochab był komunistą lojalnym wobec Moskwy, ale okazał się zdolny do kompromisu. Ostatecznie dopuścił do powrotu Gomułki i zmiany kierownictwa PZPR. Nie była to demokratyzacja systemu. Była to jednak zmiana personalna, która otworzyła drogę do kontrolowanego politycznego odwrotu od części praktyk stalinizmu.
Na Węgrzech Mátyás Rákosi kurczowo trzymał się władzy. Po objęciu przez Imre Nagya stanowiska premiera w 1953 roku sabotował jego Nowy Kurs, który miał przynieść złagodzenie terroru i ustępstwa gospodarcze. Rákosi pozostawał pierwszym sekretarzem, mimo odpowiedzialności za wcześniejsze czystki. Dwuwładza pogłębiała konflikt. Po upadku Malenkowa w Moskwie Nagya odsunięto i usunięto z partii. Rákosi umocnił pozycję, choć społeczeństwo coraz wyraźniej widziało w Nagyu alternatywę.
Na Węgrzech szczególne znaczenie miała pamięć o stalinowskim terrorze i procesie László Rajka, straconego w 1949 roku. Narastał konflikt między komunistami związanymi z Moskwą a działaczami krajowymi. Coraz śmielsza krytyka znajdowała ujście w debatach Koła Petőfiego. Po referacie Chruszczowa przeszłość, którą próbowano uznać za zamkniętą, wróciła jako bieżący problem polityczny. Trzeba było odpowiedzieć nie tylko na pytanie, co zmienić, ale też kto odpowiada za dotychczasowe zbrodnie.
Dla węgierskiego społeczeństwa ujawnienie zbrodni stalinizmu nie oznaczało jedynie konieczności wymiany kilku przywódców. Rehabilitacja Rajka pokazywała, iż sam aparat partyjny wytwarzał spiski i oskarżenia, które następnie służyły uzasadnianiu represji. Pytanie coraz rzadziej dotyczyło tego, który komunista powinien zastąpić innego, a coraz częściej tego, czy wiarygodna reforma jest w ogóle możliwa w ramach tych samych instytucji.
Rákosi ustąpił dopiero w lipcu 1956 roku. Co gorsza, jego następcą został Ernő Gerő, polityk tej samej orientacji. Dla obywateli nie była to wiarygodna zapowiedź odnowy. System trwał przy własnych kompromitujących symbolach w chwili, gdy coraz większa część społeczeństwa odrzucała ich legitymację. Polska partia znalazła sposób, aby wprowadzić do kierownictwa człowieka postrzeganego jako ofiara stalinizmu. Węgierska partia przeciągała tę decyzję do chwili, w której mogła ona już nie wystarczyć.
W Polsce przesilenie wewnątrz partii nastąpiło, zanim październikowy protest przerodził się w rewolucję. Na Węgrzech decyzje odwlekano, aż inicjatywę przejęła ulica.
Od pomnika Bema do barykad
Wydarzenia w Budapeszcie 23 października zaczęły się od demonstracji studentów. Symboliczna była już jej trasa: spod pomnika Sándora Petőfiego pod pomnik polskiego generała Józefa Bema, bohatera węgierskiej rewolucji lat 1848–1849. Wznoszono hasła solidarności z Polską, niesiono polskie flagi i sztandary węgierskie z usuniętym emblematem komunistycznym. Polski Październik był dla demonstrantów inspiracją. Powrót Gomułki miał znaleźć odpowiednik w przywróceniu Nagya.
Podobieństwo symboli nie oznaczało jednak tożsamości żądań. Węgierskie szesnaście punktów obejmowało usunięcie Gerő, powrót Nagya, wycofanie wojsk sowieckich oraz rzeczywistą niezależność kraju. Były to postulaty, których realizacja uderzała bezpośrednio w podstawy sowieckiej kontroli. W Polsce radykalne nastroje społeczne również miały wymiar antyradziecki, ale kierownictwo polityczne starało się oddzielić zmianę wewnętrzną od zerwania sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Na Węgrzech oba procesy gwałtownie zaczęły się splatać.
Wśród postulatów studentów znalazły się również żądania rozszerzenia praw politycznych, poprawy sytuacji gospodarczej, reformy rolnictwa oraz oparcia stosunków węgiersko-radzieckich na zasadach równości. Nie chodziło zatem wyłącznie o zastąpienie jednego przywódcy komunistycznego innym. Studenci domagali się państwa, które samo mogłoby decydować o swoim ustroju politycznym i modelu gospodarczym.
Trzeba przy tym odróżnić pierwotne szesnaście punktów od późniejszych decyzji rządu Nagya. Wystąpienie z Układu Warszawskiego i ogłoszenie neutralności nie stanowiły w tej samej formie centralnych zapisów pierwotnego programu studentów. Imre Nagy ogłosił neutralność Węgier i zamiar wystąpienia z Układu Warszawskiego 1 listopada, kiedy rewolucja weszła już w nową fazę. Było to poważne wyzwanie strategiczne dla Moskwy, ale nie tłumaczy samo w sobie decyzji o ponownej interwencji wojskowej.
Równie wymowna była reakcja władz. Gdy w Poznaniu wybuchły rozruchy, polscy przywódcy przebywali w kraju, a aparat państwowy zachował zdolność podejmowania decyzji. W czasie narastania węgierskiego kryzysu Gerő i kilku najważniejszych działaczy przebywali w Jugosławii. Wrócili dopiero 23 października, w dniu demonstracji. Nikt nie mógł już cofnąć czasu straconego na zaniechania. Chruszczow później nie krył zdumienia, iż węgierskie kierownictwo zajmowało się podróżami, choć istniały sygnały zbliżającego się przesilenia.
Po powrocie Gerő nie próbował rozładować napięcia. Wieczorem wygłosił przez radio przemówienie ostro potępiające demonstrantów jako kontrrewolucjonistów. Był to akt politycznej ślepoty w chwili, gdy protest stawał się masowym ruchem. Węgierskie wojsko reagowało inaczej niż siły polskie w czerwcu: jednostki wahały się, część żołnierzy przechodziła na stronę powstańców, a najsilniej z aparatem represji identyfikowano funkcjonariuszy bezpieczeństwa państwowego. Słabnąca kontrola nad wojskiem sprawiła, iż przywódcy partii zwrócili się ku rozwiązaniu, po które w Poznaniu nie sięgnięto.
Nie należy jednak traktować węgierskiej armii jako jednolitej formacji, która w całości stanęła po stronie rewolucji. Postawy żołnierzy i jednostek były zróżnicowane. Mimo to wahania w wykonywaniu rozkazów, przekazywanie broni oraz przechodzenie niektórych oddziałów na stronę powstańców zasadniczo zmieniły sytuację. W Polsce w czerwcu kierownictwo mogło oprzeć się na własnych siłach zbrojnych. Na Węgrzech w październiku coraz mniej pewne było, czy państwowe instytucje pozostaną posłuszne swoim przełożonym.
Kto wezwał sowieckie czołgi?
Pierwsza interwencja sowiecka na Węgrzech rozpoczęła się w dniach 23–24 października na prośbę węgierskiego kierownictwa. Nie była to jeszcze decyzja o ostatecznym, listopadowym zdławieniu rewolucji. Pierwsze wezwanie wojsk i późniejsza pełnoskalowa inwazja stanowiły dwa odrębne etapy. Węgierscy komuniści zakładali, iż zewnętrzna siła pomoże im odzyskać kontrolę. Obecność sowieckich czołgów jeszcze bardziej zradykalizowała jednak społeczeństwo. Rozwijała się walka zbrojna, dochodziło do samosądów na funkcjonariuszach bezpieczeństwa, a aparat partyjny się rozpadał. Interwencja mająca ocalić system przyspieszyła jego rozkład.
W Polsce mechanizm był odwrotny. W czerwcu przywódcy nie prosili o obce wsparcie. W październiku Gomułka i Ochab zapewniali Kreml, iż zmiany personalne nie oznaczają utraty kontroli nad krajem. Moskwa nie musiała wierzyć im bez zastrzeżeń, ale widziała w Warszawie zdolny do działania ośrodek władzy. W Budapeszcie coraz trudniej było wskazać kogokolwiek, kto rzeczywiście kontrolował wydarzenia.
Dla kierownictwa radzieckiego nie liczyło się wyłącznie to, jak dużym poparciem społecznym cieszyły się partie komunistyczne. Równie istotna była zdolność tych partii do utrzymywania funkcjonowania państwa, kontrolowania wojska i gwarantowania strategicznych interesów ZSRR. Węgierscy przywódcy najpierw zwrócili się o pomoc wojskową, a następnie stopniowo tracili kontrolę nad własnym społeczeństwem i instytucjami. Z perspektywy Moskwy oznaczało to załamanie politycznej wiarygodności dotychczasowego kierownictwa.
Sam fakt, iż węgierscy komuniści niemal automatycznie utożsamiali wystąpienie przeciw sowieckiej dominacji z wystąpieniem przeciw socjalizmowi, zawężał ich pole manewru. Kiedy uznali, iż przeciwnikami są nie tylko demonstranci, ale także fundamenty całego ich systemu, zaczęli postrzegać radziecką interwencję jako jedyną gwarancję ocalenia. Tymczasem zaproszenie obcej armii do walki z własnym społeczeństwem podważyło resztki ich politycznego autorytetu.
Nie można jednak utożsamiać pierwszej interwencji z decyzją o listopadowej inwazji. Działania wojsk radzieckich z 23–24 października miały na celu stłumienie narastającego kryzysu i zostały podjęte na prośbę węgierskiego kierownictwa komunistycznego. Operacja rozpoczęta 4 listopada była znacznie większą interwencją, której celem stało się ostateczne zdławienie rewolucji. Z dostępnych dokumentów wynika, iż polityczna decyzja o ponownym uderzeniu zapadła w Moskwie już 31 października. Nie była więc wyłącznie reakcją na ogłoszoną dzień później neutralność Węgier.
Dwaj przywódcy, dwa sposoby uprawiania polityki
Zestawienie Gomułki i Nagya narzuca się samo. Obaj byli komunistami, których wcześniej usunięto z kierownictwa. Obaj krytykowali najbardziej brutalne praktyki stalinizmu i nadmiernie forsowaną kolektywizację. Obaj stali się w 1956 roku symbolami nadziei na zmianę. Żaden z nich nie rozpoczynał kariery jako rzecznik zerwania z ideologią marksistowską. W ich biografiach było też doświadczenie związku z Moskwą. Nie byli politycznymi przybyszami z innego świata. Wyrastali z systemu, który mieli reformować.
Na tym podobieństwa zaczynały się kończyć. Gomułka był doświadczonym organizatorem politycznym, wywodzącym się z robotniczego ruchu komunistycznego i okupacyjnej konspiracji. Znał mechanizmy władzy, znaczenie partyjnych stanowisk i wagę politycznej dyscypliny. Potrafił występować w imieniu społecznego niezadowolenia, ale nie zamierzał oddawać mu prawa do wyznaczania granic własnej polityki. Jego celem nie była likwidacja systemu, ale przejęcie nad nim kontroli i zmiana najbardziej kompromitujących praktyk.
Nagy reprezentował inny temperament. Długie lata przebywał w Związku Radzieckim i prowadził prace naukowe nad rolnictwem. Skłaniał się raczej do przekonywania argumentami niż do brutalnej walki o stanowiska. Nagy został ponownie przyjęty do partii zaledwie kilka dni przed wybuchem rewolucji. Na czele rządu stanął dopiero w trakcie wydarzeń. Nie stworzył ruchu, którym następnie kierował; musiał odpowiadać na ruch, który rozwijał się niezależnie od niego. Gomułka potrafił skanalizować nastroje społeczne wokół nowego kierownictwa partii. Nagy coraz częściej znajdował się pod presją ośrodków politycznych, organizacji i uzbrojonych grup, które działały poza jego kontrolą.
Gomułka próbował powstrzymać rewolucyjną dynamikę; Nagy – dotrzymać jej kroku. Pierwszy wyznaczał granice ustępstw, drugi przesuwał je pod naciskiem wydarzeń. Nie chodzi o ich osobistą odwagę, ale o odmienne sposoby uprawiania polityki.
Dla Gomułki poparcie społeczne wzmacniało pozycję negocjacyjną, ale nie oznaczało zgody na rezygnację z monopolu partii. Dla Nagya coraz bardziej oczywiste stawało się, iż rząd nie odzyska wiarygodności, jeżeli odrzuci podstawowe postulaty rewolucji. Nie musi to wynikać wyłącznie z osobistego idealizmu. W warunkach rozpadu węgierskich instytucji państwowych i partyjnych uznanie społecznego ruchu stało się dla premiera jedną z niewielu dróg do odbudowy porządku politycznego.
Gomułka wiedział, gdzie przebiega granica
Polski Październik nie był dla Moskwy wydarzeniem obojętnym ani z góry zaakceptowanym. Delegacja Chruszczowa przybyła do Warszawy 19 października w atmosferze wyraźnego napięcia. Sowieci obawiali się nie tyle samego Gomułki i jego legendy, ile charakteru zmian w polskim kierownictwie i rosnących nastrojów antyradzieckich. Gomułka również rozumiał, iż jego popularność opiera się w znacznej mierze na sprzeciwie wobec dotychczasowej zależności. Wiedział jednak, iż ten sam społeczny mandat może stać się dla niego zagrożeniem, jeżeli uzna go za przyzwolenie na zerwanie z Moskwą.
Nie jest prawdą jakoby twarda postawa Gomułki podczas rozmów w Warszawie sama w sobie przekonała Chruszczowa do rezygnacji z interwencji. Przeciwnie, radzieccy przywódcy przez cały czas rozważali działania przeciw Polsce. Jeszcze 24 października byli poważnie zaniepokojeni sytuacją. Nie wystarczyło więc kilka mocnych zdań wypowiedzianych za zamkniętymi drzwiami. Istotne było to, co Gomułka zrobił po VIII Plenum i jakie granice wyznaczył swojej polityce.
Gomułka traktował sowiecką obecność wojskową jako gwarancję zachodniej granicy Polski. Niemiecki rewizjonizm uważał za realne zagrożenie, a ZSRR za jedyne mocarstwo zdolne zabezpieczyć powojenny stan terytorialny. Polska była dla Kremla strategicznym połączeniem z NRD, gdzie stacjonowały wielkie sowieckie siły. Interesy obu stron nie były tożsame, ale w tej sprawie pozostawały zbieżne. Stwarzało to przestrzeń do kompromisu.
Gomułka żądał usunięcia sowieckich oficerów w tym marszałka Konstantego Rokossowskiego z kluczowych stanowisk w polskim aparacie władzy. Nie domagał się jednak natychmiastowego wyjścia Polski z Układu Warszawskiego ani likwidacji sowieckiej obecności wojskowej. Reformy miały ograniczać represje, przymusową kolektywizację i prześladowania Kościoła, ale zachować gospodarkę nakazową oraz monopol PZPR. Była to polityka ściśle limitowanej samodzielności. Można uznać ją za politykę mych kroków.
Niebezpieczeństwo nie minęło wraz z odlotem Chruszczowa. W polskich miastach przez cały czas organizowano wiece i protesty, a sympatia do walczących Węgrów wzmacniała nastroje antyradzieckie. Gomułka musiał więc stale dowodzić, iż panuje nad sytuacją. Jego użyteczność dla Kremla wynikała z popularności społecznej i jednoczesnej gotowości do utrzymania Polski w radzickim systemie bezpieczeństwa.
Nagy szukał porozumienia z ulicą
Na Węgrzech podobna formuła okazywała się coraz mniej realna. W końcu października wydarzenia postępowały szybciej niż decyzje rządu. Nagy nie miał pewności, czy podległe mu struktury wykonują jego polecenia. Jedne ośrodki negocjowały zawieszenie broni, inne przygotowywały ofensywę przeciw powstańcom. Szczególnie wymowny był spór o atak na grupy zbrojne w rejonie pasażu Corvina. Nagy próbował operację powstrzymać, mimo to została podjęta i zakończyła się niepowodzeniem. Sam premier przyznawał, iż w kierownictwie panuje chaos.
Gomułka podporządkowywał społeczne oczekiwania własnej kalkulacji politycznej. Nagy dochodził do przekonania, iż bez uznania postulatów demonstrantów nie zdoła zatrzymać ani wojny wewnętrznej, ani sowieckiej interwencji. Odrzucał kwalifikowanie całego ruchu jako kontrrewolucji, ponieważ rozumiał, iż takie rozpoznanie otwiera drogę do zdławienia go czołgami. Chciał oprzeć rząd na autentycznym ruchu narodowym i stanąć na jego czele. W praktyce było jednak coraz mniej jasne, czy ruch ten jeszcze na to pozwoli.
28 października rząd węgierski ogłosił zawieszenie broni i zapowiedział amnestię, zmiany społeczne oraz wycofanie wojsk sowieckich z Budapesztu, a następnie z całego kraju. Nagy uznał powstanie za ruch zmierzający do niepodległości i demokratyzacji, nie za kontrrewolucję. Zapowiedział także rozwiązanie znienawidzonego aparatu bezpieczeństwa. Dwa dni później przywrócono system wielopartyjny, a do rządu weszli politycy niezwiązani z komunistycznym monopolem. Był to jakościowo inny proces niż korekty ustrojowe dokonywane w Polsce.
W Polsce reformowano rządy partii, na Węgrzech zaczęto demontować jej wyłączność na władzę. Warszawa zabiegała o autonomię wewnątrz sojuszu; Budapeszt zmierzał do zmiany stosunków z Moskwą. Węgierski rząd tracił przy tym kontrolę nad własnym aparatem.
Węgierskie postulaty nie pochodziły przy tym od jednego środowiska politycznego. Robotnicy, studenci, intelektualiści, lokalne komitety rewolucyjne i rady robotnicze formułowali różne, choć często uzupełniające się żądania. Jedni kładli nacisk na demokrację wielopartyjną i niepodległość narodową, inni na samorządność w zakładach pracy, udział robotników w podejmowaniu decyzji i sprawiedliwość gospodarczą. Rewolucji nie da się zatem sprowadzić ani wyłącznie do liberalno-demokratycznego programu, ani do powstania o charakterze nacjonalistycznym.
Nie należy przy tym odwracać kolejności zdarzeń. Formalna deklaracja neutralności Węgier z 1 listopada nie była początkiem sowieckiej decyzji o nowej inwazji. Z dostępnych dokumentów wynika, iż polityczne rozstrzygnięcie w tej sprawie zapadło w Moskwie już 31 października. Nie można zatem sprowadzić klęski Nagya do jednego, rzekomo zbyt radykalnego posunięcia. Decyzja Moskwy dojrzewała wcześniej, w odpowiedzi na cały proces utraty kontroli nad węgierskim państwem.
Moskwa wybierała między ryzykami
Wyjaśnienie, iż Polskę uratowała stanowczość Gomułki, a Węgry pogrążył idealizm Nagya, jest uproszczaniem. Kreml nie oceniał moralnych przymiotów obu polityków. Liczyło się to, gdzie można utrzymać interesy bez wojny, a gdzie pozostaje już tylko siła.
W Polsce interwencja groziła długim konfliktem. Polacy byli gotowi do oporu, aparat państwowy zachował sprawność, a Gomułka proponował porozumienie gwarantujące ciągłość kluczowych zależności wojskowych i politycznych. Chruszczow rozumiał, iż rozpoczęcie starcia byłoby łatwiejsze niż jego zakończenie.
Kryzys węgierski wybuchł jednocześnie i zmniejszył swobodę działania Kremla. Moskwa musiała rozdzielać uwagę i zasoby wojskowe między dwa zagrożenia. Co ważniejsze, mogła porównywać dwa modele zachowania partyjnych kierownictw. Warszawa zapewniała, iż utrzyma porządek, pozostanie w sojuszu i będzie reformować system stopniowo. Budapeszt wezwał sowieckie wojska, potem utracił kontrolę nad armią, aparatem bezpieczeństwa i partią, a następnie zaczął odchodzić od podstaw powojennego porządku politycznego. Dla sowieckich decydentów te różnice były rozstrzygające.
Nie oznacza to, iż decyzja o zdławieniu rewolucji była nieuchronna od pierwszego dnia. Jeszcze pod koniec października sowieccy przywódcy rozważali wycofanie wojsk z Budapesztu, uzależniając je od zawieszenia walk i rozbrojenia powstańców. Porozumienie rozbijało się jednak o wzajemną nieufność. Powstańcy nie zamierzali oddać broni przed odejściem wojsk sowieckich. Sowieci uznawali zaś, iż bez rozbrojenia nie ma mowy o pokojowej likwidacji ognisk oporu. Rząd Nagya próbował działać pomiędzy stronami, ale nie miał narzędzi, by narzucić im własne rozstrzygnięcie.
Niepokoiła Moskwę także postawa węgierskiej armii. Sowieccy doradcy ostrzegali, iż miejscowi oficerowie tracą zaufanie, a jednostki wysłane przeciw powstańcom mogą do nich dołączyć. Raporty KGB opisywały rozpad struktur partyjnych i zabijanie komunistów. Sowieci zaczęli uważać, iż tylko własną armią może odwrócić przemiany, które z punktu ich perspektywy zaszły już za daleko. 4 listopada rozpoczęła się druga interwencja.
Decyzji tej nie wyjaśnia jednak wyłącznie przebieg walk na Węgrzech ani przemoc wobec funkcjonariuszy komunistycznych. Moskwa obawiała się również, iż neutralność Węgier i wystąpienie z Układu Warszawskiego stworzą precedens dla innych państw Europy Środkowo-Wschodniej. Gdyby Budapeszt mógł opuścić radziecki system wojskowy, konsekwencją byłaby nie tylko utrata jednego państwa, ale także osłabienie całej struktury imperialnej kontroli. W oczach Kremla kwestia węgierska stała się zatem problemem trwałości całego bloku radzieckiego.
Różnica między reformą a rewolucją
Poznań dowodzi, iż Polacy potrafili wystąpić przeciw przemocy z determinacją i odwagą. Budapeszt nie dowodzi, iż Węgrzy byli nierozsądni lub politycznie niedojrzali. Ich żądania niepodległościowe wynikały z doświadczenia podporządkowania, represji i zawiedzionych prób reform. Inaczej potoczyła się sekwencja wydarzeń i inaczej zachowali się przywódcy odpowiedzialni za państwo.
Polski system zdołał wytworzyć we własnych strukturach mechanizm rozładowania kryzysu. Nie dał społeczeństwu pełnej suwerenności ani demokracji. Dał jednak dostatecznie istotne zmiany, by ograniczyć groźbę powszechnego powstania. Z perspektywy Moskwy oznaczyło to dostateczne gwarancje ciągłości jej dominacji. Na Węgrzech wieloletnie blokowanie reform zniszczyło podobną możliwość. Gdy wymuszona zmiana wreszcie nadeszła, władza nie była już w stanie kontrolować oczekiwań ani choćby własnych instytucji.
Różnica między Gomułką a Nagyem była istotna, ale nie wystarcza do wyjaśnienia różnic w przbiegu wydarzeń. Gomułka wyznaczał granice zmian według własnej oceny układu sił. Nagy coraz silniej utożsamiał ocalenie kraju z uznaniem ruchu rewolucyjnego. Pierwszy zawarł kompromis z Moskwą kosztem pozostawienia Polski w sowieckim systemie. Wkroczył na ścieżkę do dalszego odzyskiwania suwerenności przez nasz kraj.
Drugi próbował pogodzić emancypację społeczeństwa z uniknięciem wojny z ZSRR. Nie zdołał osiągnąć żadnego z tych celów i zapłacił za to najwyższa cenę.
Rady robotnicze, które powstały podczas węgierskiej rewolucji, szczególnie wyraźnie pokazują, jak złożony był jej społeczny program. W wielu zakładach pracy robotnicy tworzyli własne, wybierane przez siebie organy i domagali się wpływu na produkcję, warunki zatrudnienia oraz zarządzanie gospodarką. Rady te nie były jedynie lokalnymi strukturami dawnego państwa partyjnego, ale wyrażały zdolność społeczeństwa do samoorganizacji. Dla części węgierskich reformatorów inspiracją był jugosłowiański model samorządności pracowniczej. Nie oznacza to jednak, iż rady węgierskie były prostą kopią tego systemu. Jugosławia również pozostawała państwem jednopartyjnym, choć decentralizowała zarządzanie gospodarką i próbowała odejść od radzieckiego modelu centralizacji.
Istotnym elementem geopolitycznego tła była także sytuacja Austrii. Traktat państwowy przywracający jej suwerenność podpisano 15 maja 1955 roku, a ustawę o wieczystej neutralności uchwalono 26 października tego samego roku. Wcześniejszą obecność wojsk radzieckich na Węgrzech częściowo uzasadniano potrzebą utrzymywania połączeń z wojskami radzieckimi stacjonującymi w Austrii. Po uregulowaniu statusu Austrii argument ten stracił na znaczeniu, choć utworzenie Układu Warszawskiego w maju 1955 roku stworzyło nową ramę polityczną i wojskową dla radzieckiej dominacji w regionie. Dążenie Węgier do neutralności nie było więc dla Moskwy wyłącznie wewnętrzną reformą polityczną, ale wyzwaniem dla strategicznego porządku w całej Europie Środkowej.
Zachód nie zaoferował Węgrom gwarancji bezpieczeństwa, na których rząd Nagya mógłby oprzeć swoją politykę. Sympatia dla rewolucji i publiczne poparcie dla węgierskich dążeń nie oznaczały zamiaru interwencji wojskowej. Węgierscy powstańcy walczyli zatem o niepodległość w sytuacji, w której nie mogli liczyć na zewnętrzną pomoc militarną równoważącą radziecką przewagę. Okoliczność ta dodatkowo ograniczała możliwości przywódców rewolucji, nie odbierając jednak sensu ich walce o wolność.
Historia Polski i Węgier w 1956 roku nie jest więc jedynie opowieścią o dwóch przywódcach podejmujących odmienne decyzje. Pokazuje dwa różne przebiegi kryzysu: w jednym system zdołał zachować się dzięki ograniczonym ustępstwom, w drugim blokowanie reform doprowadziło do rewolucji podważającej same podstawy ustroju. Polski kompromis nie przyniósł demokracji, a węgierska rewolucja poniosła klęskę militarną. Znaczenia obu wydarzeń nie można jednak oceniać wyłącznie na podstawie ich bezpośrednich rezultatów. Ujawniły one, jak głęboko społeczne niezadowolenie, dążenie do narodowej samodzielności i ograniczenia radzieckiej władzy kształtowały historię Europy Środkowej.
Przemysław Piasta
Szabó Balázs
Szabó Balázs, węgierski politolog, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego oraz polityki obronnej, radny Ogólnokrajowego Samorządu Polskiej na Węgrzech, założyciel i prezes Stowarzyszenia Myśli Nowoczesnego Polaka w Budapeszcie.
Przygotowując niniejszy tekst korzystalismy z kilku opracowań, najobficiej jednak ze znakomitego studium sr Johanny Granville „1956 Reconsidered: Why Hungary and Not Poland?”.
Dr Johanna Granville to amerykańska badaczka historii Europy Środkowo-Wschodniej i stosunków międzynarodowych, absolwentka Fletcher School na Tufts University. Specjalizuje się w zimnej wojnie i rewolucji węgierskiej 1956 roku. Autorka książek „The First Domino” (2004) i „The Hungarian Revolution of 1956” (2026). Wykładała m.in. na Węgrzech i w Rosji jako stypendystka programu Fulbrighta.















