W ostatnią sobotę, po kilku tygodniach kontrowersji, napięć, sporów i kłopotów z systemem do głosowania, Polska 2050 wybrała w końcu nową przewodniczącą - Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Powtórzona druga tura wyborów potwierdziła jednak podział ugrupowania niemal równo na pół - ministerka funduszy i polityki regionalnej otrzymała 350 głosów, jej rywalka, szefowa resortu klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska – 309.
REKLAMA
Pozorna jedność
Mimo to w pierwszych dniach po głosowaniu wydawało się, iż obie strony niedawnego sporu chcą wyciszyć emocje i zasypać rowy. Pełczyńska-Nałęcz i Hennig-Kloska wystąpiły na wspólnej konferencji prasowej w warszawskim "Czytelniku". Były wzajemne gratulacje, podziękowania i zapewnienia o chęci współpracy. - Razem z Pauliną otrzymałyśmy 94 procent głosów. To pokazuje, jak wspaniałą, demokratyczną partią jest Polska 2050 - podkreślała ministerka funduszy, komplementując zarazem swą niedawną konkurentkę. - To zaszczyt konkurować z taką polityczką i taką osobą, ministrą jak ty - mówiła Pełczyńska-Nałęcz, zwracając się do Hennig-Kloski. Szefowa MKiŚ apelowała z kolei do nowej przewodniczącej, by wzięła pod uwagę podziały w partii i prowadziła ją tak, by dążyć do jedności.
Pełczyńska-Nałęcz zapowiedziała też, iż zgłosi propozycję, by Hennig-Kloska weszła w skład zarządu partii. Zaznaczyła jednak, iż to Rada Krajowa będzie decydować w tej sprawie. We wtorek ogłosiła tymczasem własne nominacje do władz partii. Pierwszą wiceprzewodniczącą Polski 2050 została posłanka Ewa Schädler, drugim wiceszefem – wojewoda zachodniopomorski Adam Rudawski. Na dotychczasowych funkcjach: sekretarza generalnego i skarbnika pozostali: wicewojewoda mazowiecki Robert Sitnik i poseł Łukasz Osmalak.
Decyzje te zostały źle przyjęte przez zwolenników Pauliny Hennig-Kloski, którzy liczyli, iż to jednak ministra klimatu zostanie pierwszą zastępczynią nowej szefowej. - Po co w takim razie była ta propozycja współprzewodniczenia partią? Teraz wyraźnie widać, iż była to jedynie zagrywka wyborcza – nie kryje rozgoryczenia zwolennik szefowej MKiŚ. Inny z naszych rozmówców zwraca uwagę, iż Ewa Schädler to przewodnicząca partii w Wielkopolsce, a więc w regionie Hennig-Kloski. - Trudno to interpretować inaczej niż jako gest konfrontacyjny wobec Pauliny – ocenia jeden z posłów.
"Wizerunkowa wtopa"
Suchej nitki nasi rozmówcy nie zostawiają też na Robercie Sitniku, którego obrońcy praw zwierząt obwiniają o brak należytego nadzoru nad zamkniętym niedawno schroniskiem w Sobolewie, gdzie miało dochodzić do znęcania się nad podopiecznymi. Sitnik bronił się kilka dni temu, tłumacząc na Facebooku, iż sam jako wicewojewoda mazowiecki został wprowadzony w błąd przez służby, które kontrolowały placówkę. "Nareszcie mamy nową jakość w polityce. Robert Sitnik, czyli słynny wicewojewoda, który podczas kontroli w Sobolewie był ślepy, nie widział pałek z krwią, psa w norze, którą sam sobie wykopał czy maszynki do mielenia mięsa i ogólnie zrobił więcej problemów niż pożytku, został właśnie mianowany sekretarzem generalnym partii Polska2050!" - skomentował na Facebooku poseł Łukasz Litewka z Lewicy.
Równie krytyczni są jego partyjni koledzy. - Straszliwa wtopa wizerunkowa, zwłaszcza dla partii, która ma ambicje być tą, która najbardziej dba o zwierzęta - nie kryje irytacji poseł Polski 2050. - Ale rozumiem, iż nowa przewodnicząca ma kampanijne długi do pospłacania - ironizuje nasz rozmówca, nawiązując m.in. do poparcia, które Sitnik udzielił przed drugą turą Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz.
Po drugiej stronie sporu wewnętrznego słychać z kolei słowa uznania dla decyzji nowej szefowej, zwłaszcza jeżeli chodzi o awans dla Ewy Schädler. - To świetna posłanka i bardzo dobra przewodnicząca regionu wielkopolskiego. Rozumiem, iż Katarzyna chciała w ten sposób docenić jej pracę - mówi nam stronnik Pełczyńskiej-Nałęcz.
"Dwa klubiki" czy "koło i klub"?
Niezadowolenie z pierwszych decyzji nowej liderki jest na tyle duże, iż na nowo uruchomiło spekulacje o możliwym rozłamie w partii. Jak słyszymy, część jej oponentów (mowa m.in. o Ryszardzie Petru) obawia się, iż niedługo zostanie wykluczona z ugrupowania. - Ten rozłam będzie, to tylko kwestia czasu, pytanie, czy na dwa klubiki, czy jeden klub i koło - słyszymy od polityka Polski 2050.
Wcześniej jednak do próby sił dojdzie w sobotę podczas Rady Krajowej partii i we wtorek na posiedzeniu klubu parlamentarnego Polski 2050. Rada ma wybrać resztę zarządu ugrupowania. Spór w tej sprawie, jak wynika z naszych rozmów, będzie dotyczył nie tylko obsady personalnej tego gremium, ale też liczby wiceszefów, których powinna wskazać Rada. Statut partii jest bowiem niejednoznaczny w tej sprawie – z jednej strony mówi o zarządzie liczącym "od pięciu do dziesięciu osób", z drugiej przewiduje, iż współtworzą go: szef partii, szef klubu parlamentarnego Polski 2050, pierwszy i drugi wiceprzewodniczący, sekretarz generalny (ta funkcja może być łączona ze stanowiskiem II wiceprzewodniczącego) oraz "od jednego do pięciu wiceprzewodniczących". - W sumie to jedenaście osób, więc będziemy starali się, by Rada wybrała jednak pięć osób, nie cztery, i to takich, które zapewnią równowagę w zarządzie, jeżeli chodzi o poglądy i frakcje – zapowiada stronnik Pauliny Hennig-Kloski.
Z otoczenia Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz słychać jednak, iż nie ma mowy o wyborze piątki wiceszefów przez Radę. - Wybieramy czterech członków zarządu - przekonuje jeden ze współpracowników nowej liderki partii.
Liczba wiceszefów jest o tyle istotna, bo może zdecydować o tym, jaki będzie układ sił we władzach Polski 2050. Po partyjnych nominacjach Pełczyńskiej-Nałęcz w zarządzie jest już pięcioro jej stronników. Gra toczy się więc o to, ilu swoich ludzi zdoła umieścić w nim Hennig-Kloska.
Nie wiadomo też jaka będzie ostatecznie rola w partii jej założyciela Szymona Hołowni. - Mamy pewien pomysł, to będzie niespodzianka – zapowiada polityk z otoczenia nowej szefowej partii. Z naszych informacji wynika, iż wicemarszałek Sejmu ma wejść do zarządu, choć nie wiadomo, w jakiej roli.
Do nowych władz Polski 2050 będzie też prawdopodobnie kandydować dwoje niedawnych kandydatów na szefa ugrupowania, którzy odpadli w pierwszej turze wyborów: Joanna Mucha i Rafał Kasprzyk. Ryszard Petru, jak słyszymy, nie zamierza ubiegać się o miejsce w zarządzie.
Spór o Aleksandrę Leo
Areną kolejnego sporu w Polsce 2050 może stać się w najbliższych dniach także wtorkowe posiedzenie klubu, gdzie ma wrócić sprawa odwołania z funkcji pierwszej jego wiceprzewodniczącej posłanki Aleksandry Leo (zwolenniczka Hennig-Kloski). Decyzji tej, którą przed dwoma tygodniami podjął szef klubu Paweł Śliz, nie uznaje część parlamentarzystów. - Nie odpuścimy tej sprawy, bo naszym zdaniem Ola nie została odwołana, decyzja Pawła była bezprawna – zapowiada w rozmowie z Gazeta.pl jeden z polityków.
Aleksandra Leo została przed dwoma tygodniami ukarana za wszczęcie, pod nieobecność Śliza, procedury uzupełnienia składu Rady Krajowej Polski 2050 o delegatów klubu parlamentarnego. Jej zwolennicy podkreślają jednak, iż miała do tego prawo, a zarządzenie szefa klubu dotyczące zmian w prezydium jest nieważne, bo zostało antydatowane. Śliz miał je wydać z datą wsteczną już po tym, jak Leo rozpoczęła wybory delegatów do Rady.
Delegatów tych ostatecznie wybrano, wśród nich był m.in. Szymon Hołownia, choć i tutaj – jak słyszymy - także jest problem, więc niewykluczone, iż cała procedura zostanie powtórzona. Wskazanych przez klub parlamentarzystów było dziewięcioro (sześcioro posłów i trzech senatorów), tymczasem – jak słyszymy w Polsce 2050 – zgodnie ze statutem powinno być ich maksymalnie sześcioro. Nie wiadomo też dlaczego klub wskazał Hołownię, który według statutu ma już prawo zasiadania w Radzie Krajowej jako wicemarszałek Sejmu.
Wszystkie te kwestie sporne, jak słyszymy, mają być omawiane w najbliższy wtorek podczas spotkania klubu Polski 2050.

23 godzin temu






