Polityka wodna jak za Gierka? „Betonujmy, osuszajmy, regulujmy”

3 tygodni temu

Tegoroczny kwiecień był jednym z najsuchszych w historii Polski. Spadła mniej niż jedna trzecia miesięcznej normy opadowej. W wielu miejscach sumy opadów dla kwietnia można śmiało porównać do tych z państw Bliskiego Wschodu. Susza niesie za sobą poważne konsekwencje, które odczuje rolnictwo, bo z dnia na dzień gleby stają się coraz bardziej suche.

Prawie w całej Polsce ziemia jest sucha jak pieprz, w wyniku czego w lasach obowiązuje trzeci, najwyższy stopień zagrożenia pożarowego. Ta informacja powinna z pewnością zainteresować nie tylko samych leśników, ale wszystkich tych, którzy planowali weekend z pieczoną kiełbaską w lesie.

Warto bowiem pamiętać, iż za rozpalanie ognia w lesie w trakcie zagrożenia pożarowego można otrzymać mandat choćby do 30 tys. zł. Takie ograniczenia to jedna z konsekwencji suszy trwającej w naszym kraju. Wszystko dzieje się chwilę po tym, jak zima dała nadzieję, iż w tym roku w końcu będzie inaczej.

Jakby tego było mało sucho jest nie tylko w krajobrazie – dochodzi też problem braku wilgoci w powietrzu. Prawie w całej Polsce, zwłaszcza w miastach, panuje bardzo niska wilgotność powietrza. To z kolei bardzo zła wiadomość dla alergików.

Dawno zapomnieliśmy o zimowych roztopach. Jest bardzo sucho

Styczeń i luty były mroźne, spadł śnieg. Jednak, jak się okazuje, oba te miesiące według danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) były suche. W styczniu suma opadów wyniosła jedynie 47,4 proc. normy, a w lutym 70,6 proc. normy. W przypadku lutego to niewiele, bo luty w Polsce jest statystycznie miesiącem o niskich opadach.

– Dość mroźna, a w niektórych obszarach kraju także śnieżna zima, dawała nadzieję na choć częściowe odtworzenie zasobów wodnych w naszym kraju – komentuje dla dr hab. inż Tomasz Kałuża, prof. Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP), pytany przez SmogLab.

Oczywiście śnieg pomógł, jednak słabe opady w marcu i ich niemal całkowity brak w kwietniu gwałtownie zniwelowały efekt zimy.

Poziom wilgotności gleby w warstwie 7-28 cm dla 9, 19 i 29 kwietnia 2026 roku. Źródło: IMiGW-PiB.

Coraz wyżej świecące słońce i coraz wyższe temperatury w połączeniu z brakiem opadów zaczęły przynosić skutki. Wysycha nie tylko wierzchnia warstwa gleby, ale także ta głębsza. Powyższe zestawienie map ilustruje proces zmian. Są one szybkie, bo to tylko trzy tygodnie zmian w kwietniu – miesiącu, w którym nie ma jeszcze letnich temperatur.

– W kwietniu 2026 roku w wielu regionach Polski odnotowano wyraźny niedobór opadów, wpisujący się w dużą zmienność warunków pogodowych charakterystyczną dla naszego klimatu – mówi dla SmogLabu prof. dr hab. Robert Twardosz z Zakładu Klimatologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. – Przykładem jest Kraków, gdzie suma opadów wyniosła zaledwie 8,2 mm, podczas gdy średnia wieloletnia (1812–2026) to około 45 mm. Oznacza to, iż miesiąc ten należy zaklasyfikować jako anomalnie suchy – dodaje.

  • Czytaj także: Wielki powrót zimy. Zaspy jak dawniej, wody jak na lekarstwo

To nie pierwszy taki kwiecień

Od ponad 10 lat w Polsce panuje stan trwałej posuchy, czego jedną z głównych przyczyn są bezśnieżne zimy. To efekt globalnej zmiany klimatu. W ciągu ostatnich 75 lat polskie zimy ociepliły się już o blisko 3 st. C — uwzględniając choćby tę, wydawało się, iż mroźną zimę. Czy rzeczywiście jednak kwiecień tego roku jest czymś nienaturalnym?

W przeszłości kwiecień też był suchy i to w czasach, kiedy nie było jeszcze globalnego ocieplenia. Prof. Twardosz na przykładzie Krakowa wymienia: – W 215-letniej serii pomiarowej był to szósty najsuchszy kwiecień. Niższe sumy odnotowano jedynie w latach: 2009 (0,5 mm), 1856 (2,0 mm), 1858 (5,0 mm), 2020 (6,4 mm) oraz 1934 (7,0 mm).

Historia kwietniowych opadów na przykładzie Krakowa. Opracowanie: dr hab. Robert Twardosz.

To nie tylko wina globalnego ocieplenia

Opady w Polsce nie są czymś stałym. Podobnie zresztą jak w wielu innych częściach świata – choćby tam, gdzie z reguły jest wilgotno. O wszystkim decydują rozmaite cykle pogodowe i klimatyczne.

– Opady atmosferyczne cechują się znacznie większą zmiennością niż temperatura powietrza, a ich występowanie zależy głównie od cyrkulacji atmosferycznej, zawartości pary wodnej w atmosferze oraz uwarunkowań geograficznych. W południowej Polsce obserwuje się także przejawy cyklicznych wahań sum opadów rocznych, w tym około 35-letni cykl Brücknera – tłumaczy prof. Twardosz.

Czym jest cykl Brücknera? To hipoteza mówiąca, iż klimat Ziemi podlega naturalnym wahaniom o okresie około 30–40 lat. Cykl ten charakteryzuje się naprzemiennie występującymi okresami cieplejszymi i chłodniejszymi, którym towarzysza zmiany w ilości opadów. Warto jednak zwrócić uwagę, iż współczesna klimatologia nie traktuje cyklu Brücknera jako ścisłego, potwierdzonego mechanizmu, który ma istotny wpływ na opady.

  • Czytaj także: Za oknami mży, ale dane są bezlitosne. Susza uderza w Polskę

Globalne ocieplenie nasila pogodową zmienność

Nie znaczy to jednak, iż na obecną suszę, jak i w ogóle na pogodę w Polsce, globalne ocieplenie nie ma wpływu.

– W warunkach ocieplającego się klimatu rośnie zmienność zjawisk pogodowych, co oznacza zarówno możliwość występowania okresów bardzo wilgotnych, jak i długotrwałych niedoborów opadów – zauważa krakowski klimatolog. – Przykładem tych pierwszych były ekstremalne opady w zachodnich Karpatach w latach 2024–2025, kiedy w krótkich odstępach czasu wystąpiły epizody z sumami dobowymi przekraczającymi 100 mm, powodując poważne szkody – dodaje.

Wzrost temperatur na Ziemi zmienia wzorce pogodowe. Strefy klimatyczne przesuwają się, więc Polska stopniowo znajduje się pod wpływem klimatu podzwrotnikowego. Jednocześnie postępują zmiany w Arktyce – Arktyka bardzo gwałtownie się ociepla. Cieplejsza Daleka Północ destabilizuje prąd strumieniowy, w wyniku czego pogoda staje się bardziej ekstremalna. Występują okresy zarówno nietypowo zimne, jak i nietypowo ciepłe. I tak samo w przypadku opadów – przedłużające się susze, ale też okresy z bardzo intensywnymi opadami.

W odległej przeszłości też było bardzo sucho

– Kwiecień 2026 wpisuje się natomiast w drugą skrajność – okres wyraźnego deficytu opadów. jeżeli podobne warunki utrzymają się w kolejnych tygodniach, może to prowadzić do szybkiego rozwoju suszy rolniczej i hydrologicznej, a w konsekwencji mieć negatywne skutki dla gospodarki – ostrzega prof. Twardosz.

Klimat się ociepla, ale pewnym pocieszeniem jest to, iż w dawnych czasach z pogodą też nie było łatwo. Nasz rozmówca przytacza tutaj kronikę Jana Długosza opisującą czerwiec w 1332 roku.

„W tym roku panowały w Polsce tak wielkie upały, iż przed dniem św. Jana Chrzciciela [24 czerwca] zboża podochodziły i zupełnie były do użytku zdatne; wody powysychały i rzeki poopuszczały swoje łoża. Starzy ludzie nie pamiętali podobnego gorąca i posuchy, a stąd uważali je za jakieś dziwy”.

– Polska leży w strefie klimatu umiarkowanego, ale charakteryzuje się dużą zmiennością pogody, wynikającą ze zmienności cyrkulacji atmosferycznej, od której zależą adekwatności termiczne i wilgotnościowe napływających mas powietrznych – zauważa Twardosz – . Zjawiskom takim nie jesteśmy w stanie zapobiegać, jednak możliwe jest ograniczanie ich skutków poprzez odpowiednie działania adaptacyjne – dodaje.

„Mamy pecha”

W słowach nie przebiera Jan Mencwel, autor książki „Hydrozagadka. Kto zabiera polską wodę i jak ją odzyskać?”.

– Mamy pecha, bo od zakończenia zimy adekwatnie nie pada. Ale mamy też polityków, którzy mają ten temat w pompie i uważają, iż nie trzeba nic zmieniać, a polityka wodna dalej może wyglądać jak za Gierka – betonujmy, osuszajmy, regulujmy – napisał Mencwel na portalu „X”.

Tak wygląda mapa zagrożenia suszą w Europie. Mamy pecha, bo od zakończenia zimy adekwatnie nie pada. Ale mamy też polityków, którzy mają ten temat w pompie i uważają, iż nie trzeba nic zmieniać, a polityka wodna dalej może wyglądać jak za Gierka – betonujmy, osuszajmy, regulujmy. pic.twitter.com/B1lCMHWP7g

— Jan Mencwel (@JanMencwel) April 29, 2026

Prognozy pogody nie dają nadziei na szybką poprawę sytuacji. Przelotne opady zapowiadane są dopiero na połowę przyszłego tygodnia, jednak eksperci są zgodni – aby sytuację poprawić musi padać długo. Przelotne deszcze, czy znane z ubiegłych sezonów letnich deszcze błyskawiczne podtapiające polskie miasta, kilka pomogą.

  • Czytaj także: Czy wystarczy zakręcić kran, żeby pomóc w walce z suszą? Pytamy eksperta

Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/bardzo.photo

Idź do oryginalnego materiału