Włoski polityk lewicy Lorenzo Pacini stwierdził w radiu, iż przeciwników nazywanych faszystami zwalcza się przy urnach, „a potem, jeżeli trzeba, karabinami”. Na reakcję liderki Partii Demokratycznej Elly Schlein trzeba było czekać trzy dni. Sprawa odsłania podwójną miarę w ocenie języka przemocy w polityce.
Słowa, które padły w radiu
Lorenzo Pacini, działacz Partii Demokratycznej i radny jednej z dzielnic Mediolanu, wystąpił w audycji „La Zanzara” na antenie Radia 24. Powiedział tam, iż faszystów jego środowisko zwalcza „przy urnach, a potem, w pewnym momencie, jeżeli będzie trzeba, karabinami”. Dodał: „I tak pokonaliśmy was ostatecznie”.
Pacini kandyduje w prawyborach centrolewicy na urząd burmistrza. Mówił dalej, iż przeciwnicy „zostaną zatrzymani”, na razie „demokratycznie, dopóki istnieje demokracja”, ale „są też inne sposoby”, by ich „odepchnąć”. „Zrobiliśmy to raz i wygraliśmy” – stwierdził.
Trzy dni milczenia
Słowa o karabinach padły publicznie, a mimo to przez dłuższy czas z władz Partii Demokratycznej nie przyszła żadna reakcja. Sekretarz partii Elly Schlein odezwała się dopiero po trzech dniach, 21 lipca, dopytana w programie „In Onda” na antenie La7.
„To język, który do nas nie należy i należeć nie powinien. Nigdy nie przywoływałabym karabinów” – powiedziała Schlein. Zapewniła, iż „nie ma żadnego problemu”, by nazwać te słowa błędnymi. Problem, jak zauważają włoskie media, dotyczył raczej czasu. Zanim liderka lewicy zabrała głos, minęły trzy dni.
Reakcja prawicy
Ostrzej zareagowała prawica. Fabio Rampelli z Braci Włochów wezwał Schlein do wykluczenia Paciniego z partii. Ocenił, iż przywoływanie karabinów jako narzędzia eliminacji przeciwnika politycznego „nie może mieć miejsca i nie znajduje usprawiedliwienia”. Zdaniem Rampellego takie słowa powinny być ścigane jako podżeganie do nienawiści politycznej.
Wielu komentatorów zwróciło uwagę na prostą rzecz. Gdyby identyczne zdanie padło z ust polityka prawicy, we włoskich mediach wybuchłaby burza.
Podwójna miara
Sprawa Paciniego jest lokalna, ale dotyka mechanizmu znanego w całej Europie, także w Polsce. Język przemocy bywa oceniany różną miarą, w zależności od tego, kto go używa. Ta sama groźba brzmi jak skandal albo jak „niefortunne słowa”, zależnie od kolorów mówiącego.
Włoska lewica ostatecznie zdystansowała się od słów swojego działacza. Zrobiła to jednak z ociąganiem, które samo w sobie stało się częścią tej historii.
Źródło: liberoquotidiano








