Politycy znów uwierzyli, iż „ciemny lud to kupi”

1 tydzień temu

Dzień, jak co dzień chciałby się powiedzieć, po tym co się w polskiej polityce działo wczoraj, a działo się sporo. Dwa najgłośniejsze wydarzenia to prawdopodobnie autorskie pomysły posła Konfederacji Konrada Berkowicza i posła PiS Przemysława Czarnka, który jest kandydatem tej partii na papierze. Nie da się jednak wykluczyć, iż za tymi wydarzeniami stały też partyjne sztab, bo zachowania i wypowiedzi posłów wpisują się w słynną doktrynę Jacka Kurskiego: „ciemny lud to kupi”.

Pierwszy do akcji ruszył Przemysław Czarnek, z samego rana udzielił wywiadu dla „Kanału Zero” i najpierw postanowił nagłośnić dwie swoje wpadki, archiwalną związaną ze zdejmowaniem paneli słonecznych z dachu swojego domu i nowszą odnoszącą się do likwidacji KSEF, chociaż był to autorski pomysł PiS. Taki początek wstępu nie wróżył niczego dobrego, ale prawdziwa bomba wybuchła dopiero wtedy, gdy Przemysław Czarnek w wyjątkowo mętny sposób wypowiedział się na temat zatrudnienia imigrantów. Doświadczony polityk musi wiedzieć, iż praktyczne żadne media szczegółowo nie analizują tyrad polityków, tylko robią atrakcyjne dla odbiorców skróty i dokładnie w taki sposób na czołówkach medialnych pojawiły się nagłówki: „Czarnek chce ściągać do Polski legalnych imigrantów”.

Dokładna wypowiedź byłego ministra edukacji tak nie brzmiała, ale jej fragment kilka się różnił od podświetlonych na żółto nagłówków: „Legalnej migracji nie ukrócimy. jeżeli ktoś chce pracować w Polsce albo studiować w Polsce, to my się z tego cieszymy”. Późniejsze rozpaczliwe próby korygowania tych słów innym fragmentem wypowiedzi: „Rządzący nie przyjmą żadnych nielegalnych migrantów, żadnych relokacji przymusowej”, nie zmieniły głównego przekazu, jaki już się utrwalił w przestrzeni publicznej. Bardzo zastanawiające jest to, iż tak inteligentny polityk, popełnia takie szkolne błędy, ale jak się uważnie temu przyjrzeć, to przyczynę porażki łatwo wskazać. Stratedzy z PiS uznali, iż podobnym przekazem odbiją utracony elektorat, który przeszedł do Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej, tylko zapomnieli, iż to po pierwsze przekaz sprzeczny, a po drugie kompletnie niewiarygodny z uwagi na ośmioletni okres rządów Zjednoczonej Prawicy.

Wyreżyserowany spektakl Konrada Berkowicza na pierwszy rzut oka wydaje się zupełnie innym podejściem do polityki, niż zaprezentował Przemysław Czarnek, ale to tylko mylące pozory. Berkowicz i Konfederacja wyszli dokładnie z tych samych założeń i zastosowali tę samą doktrynę Jacka Kurskiego. Tandetne, banalne i efekciarskie dodawanie swastyki na fladze Izraela i wymachiwanie nią podczas posiedzenia Sejmu, to nic innego jak bieganie z gaśnicą po sejmowym korytarzu, czyli próba przebicia Grzegorza Brauna. Berkowicz musiał wiedzieć jak to się skończy i iż po prostu skończy się skandalem połączonym z karami dyscyplinarnymi i być może postępowaniem prokuratorskim. Wypisz wymaluj kazus Grzegorza Brauna, ale z jedną bardzo istotną różnicą, mianowicie taką, iż podróbką nigdy nie przebija się oryginału.

Nikt w Konfederacji nie będzie równym konkurentem dla Grzegorza Brauna, szczególnie w wywoływaniu antyżydowskich skandali i wystarczy obejrzeć parę fragmentów z procesów Brauna, żeby się w tym przekonaniu utwierdzić. Berkowicz ugra tyle w elektoracie Brauna, co Czarnek ugrał w elektoracie Mentzena. W tym wszystkim Berkowicza ma też szczęście, iż kompletnie zmieniły się nastroje społeczne w Polsce i na świecie, w odniesieniu do polityki Izraela, która rzeczywiście nosi znamiona ludobójstwa. Gdyby poseł Konfederacji wyskoczył z czymś takim 10 lat temu, miałby bardzo poważne kłopoty osobiste i przede wszystkim otworzyłby niesławny „protokół 1,5%”. W obecnych realiach politycznych nie był to ani gest odwagi, ani rozsądku, tylko zwykła polityczna hucpa, której nie przyniesie większych strat, ale też żadnych politycznych zysków.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału