Kiedy z jednej strony prokuratura ministra Żurka ściga po sądach polskiego żołnierza, który stojąc na granicy Polski, chroniąc ją przed nielegalnymi imigrantami łamiącymi prawo otworzył ogień, z drugiej strony generał Roman Polko deklaruje, iż Polska nie będzie czekać na atak Rosji i jeżeli pojawią się „sygnały” o przygotowaniach do inwazji, „uderzymy pierwsi”, warto spojrzeć na całą sprawę spokojnie, gdyż deklaracje te nie są swoistymi groźbami pomiędzy osobami, którym testosteron za bardzo uderzył do głowy i krzywdę zrobią co najwyżej sobie, ale jest to sprawa bezpieczeństwa zwykłych obywateli.
Politycy znów straszą Polaków wojną. 15 listopada 2022 roku w wyniku upadku ukraińskiego pocisku obrony powietrznej w Przewodowie zginęła dwójka Polaków. Do tej pory strona ukraińska nie przeprosiła za tę tragedię, jednocześnie jak wspomniał po swojej prezydenturze Andrzej Duda, po wydarzeniu dzwonił do niego najbardziej wpływowy Żyd roku 2022, próbując wywrzeć presję w związku z natychmiastowym zrzuceniem winy na stronę rosyjską za śmierć Polaków spowodowaną ukraińską rakietą[1].
Co by się stało, gdyby w tamtym momencie osoby pokroju Romana Polko miały moc decyzyjną? Ile tysięcy Polaków zakończyłoby życie w związku z “sygnałami”, na które powinniśmy uderzyć pierwsi?
Ze wszech stron wielu ekspertów analizuje wojnę na Ukrainie jako przykład rozwoju nowych technologii. W rzeczywistości wojna ta pokazała współczesnemu światu nowe oblicze wojny. Jednak jednym z najmniej rozgłaszanych wydarzeń jest sytuacja powszechnej korupcji na Ukrainie, która do wojennej maszynki do mięsa w walce z Rosjanami wysyła zwykłych, biednych, nie mogących się wykupić obywateli, którzy często porywani są z ulic swoich miast[2], natomiast dzieci ministrów i bogatych Ukraińców spokojnie żyją sobie w Europie Zachodniej, a w takich krajach jak Polska mają większe prawa niż Polacy.
Przyglądając się sytuacji na Ukrainie powinniśmy jako polskie społeczeństwo wyciągnąć wnioski na przyszłość. Trzeba pamiętać, iż politycy zapewnili sobie bezpieczeństwo od powołania mobilizacyjnego w wypadku wojny, argumentując to koniecznością zapewnienia ciągłości działania państwa. Obserwując liczne przypadki afer, w które zamieszani są politycy różnych partii politycznych możemy mieć pewność, iż w wypadku wojny ich pociechy bezpiecznie opuszczą kraj, a pełna odpowiedzialność (a co za tym idzie niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia) spadnie na zwykłych obywateli.
Nie dziwi więc fakt takiej gotowości polityków do wejścia do wojny. Sami nic nie stracą, ofiary będą ponosić zwykli obywatele. Może to odpowiedni moment, aby przeprowadzić nowelizację ustawy o obronie Ojczyzny. Skoro politycy w wypadku zagrożenia Ojczyzny nie mogą być powołani, to może wystarczy dodać przypis, iż zamiast nich na pierwszej linii wojny muszą pojawić się ich dzieci.
Możliwe, iż świadomość bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia ich pociech ochłodzi zbyt rozbujałe temperamenty oderwanych od rzeczywistych problemów społeczeństwa warszawskich partyjniaków gotowych poświęcić istnienie narodu polskiego dla pięciu minut uczucia bycia wielkim wodzem z szabelką ruszającym na Moskwę przy boku armii ukraińskiej gloryfikującej ludobójców narodu polskiego i kolaborantów nazistów.
Źródła:
Polecamy również: System kaucyjny do kosza? Polacy płacą, inni korzystają

5 godzin temu











