Nigdy jeszcze tyle co w tej chwili głupoty nie przewijało się w poruszanych publicznie tematach, skądinąd ogromnej wagi, wręcz egzystencjalnych dla Polski dziś i jutra. Jednym z takich tematów jest Polexit. Wprawdzie bezbożny reżim Tuska nie uznaje dogmatów. Ale na własny użytek je tworzy. Takim dogmatem Koalicji 13 grudnia jest oskarżanie opozycji o podżeganie do wyjścia Polski z UE. Ma to swój szalbierczy cel: przestraszyć głupich (mądry tego nie kupi), iż utracą to, co rzekomo dziś ich nobilituje, pozwala wałkonić się na modnych plażach, bywać w Dubajach i w ogóle czuć się obywatelami świata. Podobno jakaś aktorka biadała, iż poza Unią Europejską nie widzi ona wolności, ani godnego życia. Jak miałki trzeba mieć rozum, niezależnie od wykonywanego zawodu, by karmić się takim przeterminowanym jadłem?
W rzeczy samej przeciwko polexitowi jest większość Polaków. Pytanie tylko, dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Większość nie wie czym Unia jest, a czym być miała i czym być przestała, a czym być powinna. Nie ma niczego co by ona bardziej pochłonęła niż właśnie wolność, którą upaja się wspomniana aktorka. To ta wolność najcenniejsza, bo żyje nią naród i państwo. Kto, jak kto, ale Polacy powinni to zrozumieć bardziej niż inni. UE stawia wszystko pod znakiem zapytania, co sprzeciwia się jej, a ściśle mówiąc, nowej jej koncepcji autorstwa niemieckiego. Krok po kroku rządy państw członkowskich tracą grunt pod nogami, stając się jedynie wykonawcami poleceń Unii. Przecież żadne państwo nie ma interesu w przyjmowaniu ludzi obcych kulturowo, cywilizacyjnie, obyczajowo, nastawionych na życie z socjalu i często niebezpiecznych dla tubylców. Żadne państwo nie chce zielonego ładu, wariacji klimatycznej, mercosuru. Bo wszystko to miesza i podważa ład prawny i obyczajowy, to oznacza zacieranie tożsamości i państwa i narodu.
Unia Europejska u swych początków była zbudowana na wartościach tradycyjnych i wtedy zasada wolności coś znaczyła. w tej chwili Unia Europejska nie jest już tym czym była wówczas. Od początku jej istnienia koła lewackie w Komisji i Parlamencie Europejskim ograniczały prawa państw członkowskich, ich suwerenność, zmierzając w kierunku superpaństwa. Pod kierownictwem Ursuli von der Leyen Komisja Europejska już bez ogródek zmierza do nadania temu państwu dominacji niemieckiej. Opór ze strony polskiej był do przewidzenia, dlatego pani von der Leyen tak mocno promowała Tuska na urząd premiera. W kierownictwie Unii Europejskiej Tusk kilka znaczył. Był wprawdzie przewodniczącym Rady Europejskiej. ale Jean Claude Juncker wcale nie żartem powiedział, iż adekwatnie jest on niepotrzebny. W jednym się mylił. Tusk w tym czasie był przygotowywany do spacyfikowania suwerennej Polski. O ile za pierwszego premierostwa był nieskuteczny głównie wskutek nieudolności, to po 2023 roku świadomie czyni wszystko, by Polska stała się ofiarą lewackich tendencji wiodących Europę ku dyktatorskim rządom – już nie Unii Europejskiej – ale organizmu państwowego będącego w rękach Niemców i tych, których oni dopuszczą do europejskiego koryta. Z pewnością nie będzie wśród nich Tuska, który dostanie miejsce gdzieś w osobnym wagonie. Najemnik nie nadaje się do towarzystwa.
To, co stało się z Trybunałem Konstytucyjnym nie byłoby możliwe, gdyby Unia Europejska była organizmem respektującym swe zasady założycielskie i prawa suwerennych państw. Słoweński premier, Janez Jansa wskazał na szereg podobnych działań w państwach UE. Gdy decydowaliśmy się na wejście do UE, nikt nie wyobrażał sobie, iż w którymkolwiek z państw członkowskich w ogóle możliwe będzie to bez konsekwencji. A mówił o tym, co Tusk robi z Trybunałem Konstytucyjnym. Dla Tuska i jego formacji lewacko-dyktatorskiej naruszenie obecnego statusu Unii wypracowanego rękami Urszuli von der Leyen na użytek niemieckiej ekspansji stanowi największą groźbę wyrwania się z pętli zaciskanej przez Berlin/Brukselę na narodach coraz bardziej świadomych, iż grozi im unicestwienie swej państwowości. Kaczyński w Krynicy mówił wprawdzie o konieczności zmian w Unii, w ostateczności o wszczęciu rokowań w sprawie wyjścia z niej. Celem takiej reformy Unii byłaby korzyść z niej nie dla elit, ale dla wszystkich obywateli. „Stąd mój postulat gruntownej REFORMY. Dzięki temu będziemy mieli UE rzeczywiście demokratyczną i zorientowaną na poprawę warunków życia obywateli, obniżenie cen energii, wzmocnienie bezpieczeństwa, odpowiedzialną politykę migracyjną oraz ambitną politykę gospodarczą i rolną, bez zbędnej biurokracji” – powiedział Kaczyński.
Tusk i jego drabanci rzucili się na prezesa PiS, operując kłamstwem i pustosłowiem, by przestraszyć tych, którzy stale jeszcze w Unii upatrują nadzieję na swój dobry los. Dla nich „nowa Unia”, wracająca do ideałów, jakie leżały u podłoża Unii w 1993 roku, to jedyne wyjście i ratunek przed utratą suwerenności. .
Gdyby odrzucić mętne tłumaczenia na temat drogi, jaką kroczy dziś Unia Europejska, to trzeba by powiedzieć, iż ta z Maastricht już nie istnieje. To, co dziś nazywamy Unią Europejską jest pełną przeróbek karykaturą tamtej. Czy zatem sam skrót POLEXIT ma w ogóle sens? choćby odchodząc od tej Unii jaką mamy dziś, nie odchodziłoby się od tej jaka powstała 1993 r. i na którą społeczeństwa się godziły. Dziś jedynie kłamstwem można bronić obecnej Unii, a szantażem trzymać w niej ludy coraz bardziej nią zniesmaczone.









