Pojednanie bezsilnych, albo nieudolnych

7 godzin temu

Do czego służy władza? No, do rządzenia! Czym jest rządzenie? Skutecznym wdrażaniem w życie decyzji, które służą do utrzymania władzy. Czyli, innymi słowy, mając władzę jesteś w stanie wpłynąć na to, by to co chcesz rzeczywiście się zadziało. Niby logiczne, ale nie w Małopolsce.

Są u nas w mieście i regionie takie niekończące się historie. Czy mowa o nich była pół roku temu, czy będzie za rok, czy za 5 lat, zawsze jesteśmy mniej więcej w tym samym punkcie dyskusji. A w zasadzie, tylko w punkcie dyskusji, bo poza dyskusją niczego innego nie ma. Jedną z takich historii jest budowa S7 z Krakowa do Myślenic. Od ponad miesiąca wiemy, iż genialny w swojej prostocie pomysł krakowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad polegający na przedstawieniu sześciu wariantów nowej drogi przyniósł nadspodziewany efekt, czyli wkurzył wszystkich zamieszkałych od Kłaja po Skawinę. W oczywisty sposób, nie spodobało się to wojewodzie, a choćby ministrowi infrastruktury, który prace projektowe kazał przenieść do warszawskiej GDDKiA. Ta zareagowała bardzo gwałtownie i już po niespełna czterech tygodniach zaprosiła zainteresowanych budową drogi do siebie na rozmowy. Pojechali, i ci z koalicji i ci z opozycji, bo spodziewali się usłyszeć konkret. Usłyszeli pytanie o to, gdzie chcą drogę. Nie wypadało na tak postawione pytanie odpowiedzieć, iż najbardziej to chcieliby u sąsiada, albo trzy gminy dalej, więc stwierdzili- na dodatek słusznie- iż spotkanie nie było konstruktywne, nie było konkretów ani wizji rozwiązania sporu. Wszystko prawda. Warszawska GDDKiA przesunęła wajchę budowy drogi w przeciwną stronę niż krakowski oddział Dyrekcji, tzn. zamiast pomysłu budowy drogi wszędzie, zaproponowała budowę nie wiadomo gdzie.

W takiej sytuacji ustosunkowani samorządowcy, zwłaszcza ci z dużych miast, ci którzy byli kiedyś parlamentarzystami i znają wielu możnych tego świata, albo chociaż kraju, wyciągają telefony i umawiają się na spotkania z tymi i owymi, lobbując za konkretnym rozwiązaniem. Nie u nas. U nas stało się coś znacznie donioślejszego. Otóż piątek 13-ego zamiast dniem pecha okazał się być dniem wielkiej solidarności. Oto codzienni przeciwnicy polityczni obu stron barykad sporu referendalnego, czy sporu o Polskę i KO i PiS i inni, stanęli ramię w ramię, by w marszu protestacyjnym przez centrum Krakowa wyrazić swój protest dla budowy S7. Mówili Jednym głosem, utyskując na złą władzę, która nie rozumie. Zupełnie, jakby sami nie rozumieli, iż wyborcy rozumieją. Władza nie jest od marszów i protestów, ale od tego, by rządzić i skutecznie realizować swoje cele. Nie obietnice. Cele. Obietnica choć zwerbalizowana, często poza sferą werbalną nie ma niczego innego, bo i ten, kto ją werbalizuje nie chce wcale wychodzić poza werbalizację. Czyli przekuwać słowa w czyn. Cel to inna para kaloszy. Cel wcale nie musi być zwerbalizowany, ale do niego się dąży. Obietnica, choć zwerbalizowana, nie musi mieć (i często nie ma) tak szczęśliwego zakończenia. W opisywanej tu sytuacji, logicznie rzecz biorąc, cele mogą być dwa, albo żeby droga nie powstała, albo żeby dryfować wokół tematu do najbliższych wyborów, a potem coś się wymyśli. Generalnie, trudno powiedzieć, który wariant jest straszniejszy dla wyborców takich polityków.

Tak, to smutna konstatacja, dlatego, u progu wiosny, potrzebny jest jakiś pozytywny, wesoły akcent. I on istnieje. Otóż, w piątek 13 marca, skończyła się w Krakowie polityczna wojenka polsko-polska. Skończyła się albo z powodu cynizmu, albo nieudolności. Fakt ten jest spektakularny niczym krakowskie pojednanie kibiców z kwietnia 2005 roku i kończy się pewnie najzupełniej tym samym, co 21 lat temu. Marne to pocieszenie, jednak cieszmy się, występuje bowiem obawa, iż nic lepszego nam nie zostaje.

Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, Krakowianin z importu, obserwator

(bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

Idź do oryginalnego materiału