Wypowiedź Joachima Brudzińskiego na antenie wPolsce24 jest jednym z tych momentów, w których Prawo i Sprawiedliwość mówi o sobie więcej, niż prawdopodobnie chciałoby ujawnić. Gdy europoseł PiS z dumą opowiada o „ściąganiu cugli”, „gonieniu do roboty” i „interesie imponderabilnym”, który ma usprawiedliwiać podporządkowanie indywidualnych ambicji jednemu celowi, otrzymujemy esencję partyjnej filozofii władzy: hierarchia, dyscyplina i język, który z demokracją ma coraz mniej wspólnego.
Brudziński nie owija w bawełnę. „Polityka to również ścieranie się indywidualnych ambicji, ale o ile one wychodzą ponad interes imponderabilny, którym jest odsunięcie tych popaprańców od władzy, to zaczyna się problem” – mówi. Już samo to zdanie wiele mówi o stanie debaty publicznej po prawej stronie sceny politycznej. Przeciwnicy polityczni nie są tu partnerami w sporze, ale „popaprańcami”, których należy odsunąć od władzy niemal za wszelką cenę. Nie program, nie wizja państwa, ale negacja i pogarda stają się spoiwem.
Centralną postacią tej opowieści pozostaje oczywiście Jarosław Kaczyński. Brudziński mówi o nim z podziwem: to ten, który „potrafi we właściwym momencie ściągnąć cugle i pogonić do konkretnej roboty”. Metaforyka rodem z folwarku czy ujeżdżalni nie jest tu przypadkowa. W PiS przywództwo oznacza zdolność do dyscyplinowania, a jedność – brak otwartego sprzeciwu. Gdy Brudziński zapewnia, iż „nie będzie żadnego rozłamu”, trudno oprzeć się wrażeniu, iż nie chodzi o zgodę, ale o skuteczność aparatu kontroli.
Sam Joachim Brudziński próbuje jednocześnie bagatelizować doniesienia o napięciach wewnątrz partii. Media – jego zdaniem – „szukają dziś w PiS czegoś, czego tak naprawdę nie ma”, czyli „głębokiego podziału”. Tymczasem kilka zdań później przyznaje, iż „gra się różnymi skrzydłami”, są „różne emocje, temperamenty i doświadczenia”. To klasyczna sprzeczność: podziały są, ale nie wolno o nich mówić, bo najważniejszy jest cel nadrzędny.
Ten cel Brudziński formułuje jasno: przejęcie władzy. „My się przygotowujemy, bo wierzymy, iż przejmiemy władzę z rąk tych nieudaczników” – mówi, zestawiając się przy tym z rządem Donald Tusk. Krytyka Tuska sprowadza się do znanej narracji o „100 obietnicach” i rzekomej nieodpowiedzialności. Nie ma tu jednak refleksji nad tym, dlaczego PiS władzę stracił ani co zrobiłby inaczej poza zmianą personaliów i retoryki.
Szczególnie znamienna jest uwaga o przyszłym premierze. Brudziński żartuje, iż „kandydatów na premiera w naszej partii dostatek”, reagując na sugestię prezesa, iż szef rządu powinien mieć mniej niż 50 lat. To kolejny przykład polityki personalnej, w której nazwiska krążą szybciej niż idee. Program pojawia się w wypowiedziach PiS jako hasło, ale nigdy jako konkret – coś, co można by poddać publicznej debacie.
Styl Brudzińskiego – i szerzej PiS – przypomina bardziej mobilizację partyjnego zaplecza niż rozmowę z obywatelami. Gdy europoseł mówi, iż „najważniejsze jest odsunąć tych popaprańców od władzy”, trudno dostrzec w tym troskę o państwo. To raczej wezwanie do lojalności wobec wodza i celu, który uświęca środki.
W tygodniku „Polityka” warto to nazwać wprost: PiS nie proponuje dziś alternatywnej wizji Polski, ale powrót do modelu władzy opartej na dyscyplinie, pogardzie dla przeciwników i kulcie jednego przywódcy. Wypowiedź Brudzińskiego nie jest wpadką ani emocjonalnym wybrykiem. Jest szczerym opisem tego, jak ta partia rozumie politykę – i dlaczego coraz więcej wyborców patrzy na nią z rosnącym dystansem.

19 godzin temu








![NOWY WIŚNICZ- BOCHNIA. Ostatnie pożegnanie śp. Marii Serafińskiej-Domańskiej [ZDJĘCIA]](https://bochniazbliska.pl/wp-content/uploads/2026/01/IMG-20260109-WA0004-1.jpg)

