Podmiot czyli trybik – rola jednostki w historii

myslpolska.info 5 godzin temu

Podmiot czyli trybik – rola jednostki w historii (na marginesie książki Mirosława Karwata Wstęp do teorii uczestnictwa)

Każdy człowiek od czasu do czasu zastanawia się nad swoim uczestnictwem w takich czy innych wydarzeniach, w pracy zawodowej lub życiu społecznym. Chciałby wiedzieć jaka jest lub mogła być jego rola w zachodzących wydarzeniach? Jaki rodzaj aktywności może zapewnić mu największe korzyści lub straty? Co tak naprawdę pcha jego i innych ludzi do działania lub przeciwdziałania aktywności innych? Naprzeciw podobnym pytaniom wyszła najnowsza książka Mirosława Karwata pt. Wstęp do teorii uczestnictwa, wydana w wydawnictwie Difin pod koniec 2025 roku.

Obiektywne konieczności a aktywność

Dzieje społeczeństwa to nieustanny proces praktycznego urzeczywistniania kolejnych, stojących przed nim zadań w poszczególnych sferach życia społecznego. Zadania te wyrastają w trakcie procesu historycznego z obiektywnych warunków istnienia i rozwoju społeczeń­stwa oraz tego jak społeczeństwo rozumie te warunki. W miarę rozwoju społecznego kształtują się nowe warun­ki, którym odpowiadają kolejne zadania społeczne. W zadaniach tych znajdują mniej lub bardziej dokładny wyraz obiektywne prawa rozwoju społecznego, jako ich naturalna konieczność. A więc podstawowe i fundamentalne zadania społeczne sta­nowią bardziej lub mniej uświadomiony sobie przez ludzi, wyraz obiek­tywnej, dziejowej konieczności społeczno-ekonomicznego, politycznego i ideologicznego rozwoju społeczeństwa.

Obiektywne konieczności występują jako podstawowe i ogólne prawa istnienia i rozwoju material­nej rzeczywistości i związanych z nią zjawisk i procesów. Konieczności stano­wią wyraz nieuniknionych wza­jemnych związków warunków, przyczyn i rezultatów w procesach rozwoju rzeczywistości. Ta nieuniknioność określonych, jednoznacznych następstw w danych warunkach stanowi istotę obiektywnej konieczności w odniesieniu do przyrody nieorganicznej. Ale w odniesieniu do wyższych form organizacji materii, czyli w odniesieniu do świata roślin, zwierząt, szczególnie zaś do społeczeństwa ludzkiego, element nieuniknioności następstw nie wystarcza dla charaktery­styki istoty występujących tu obiektywnych konieczności.

Karwat w swojej analizie uczestnictwa wychodzi od problemów potrzeb i interesów jednostki. Jak sam pisze, nie interesuje go bezpośrednio szerokie rozumienie uczestnictwa opisane w pracach ekonomistów, socjologów, prawników, etyków czy pedagogów. Nie interesuje go też szczegółowy opis zachowań jednostki w konkretnej sytuacji, ale to, co leży pomiędzy tymi zakresami. Branie udziału jest powszechnie traktowane jako synonim uczestnictwa. Termin uczestnictwo może objąć łącznie i branie udziału, i posiadanie, i otrzymanie udziału, i wnoszenie wkładu. To dzięki niemu możemy uchwycić związek między interesem danej wspólnoty, a interesem jej członków, między obiektywnym związkiem danego człowieka ze wspólnotą, a jego poczuciem przynależności do niej – „to, co nazywane jest uczestnictwem, stanowi splot wielu czynników: warunków spoistości i sprawności funkcjonowania całości społecznej, potrzeb tych, których nazwiemy jej uczestnikami, członkami, napięć między ambicjami i dążeniami partykularnymi a wymogami integracji, rozbieżności między tym, co uczestnicy »dają z siebie« a tym, co otrzymują, granic i ograniczeń swobody wyboru uczestników” (s. 29-30). Uczestnictwo, co Karwat podkreśla wielokrotnie, to pojęcie wieloznaczne i syndromatyczne.

Przy analizie czyjegoś uczestnictwa, np. członkostwo w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej czy NSZZ „Solidarność”, stosowana terminologia może od razu narzucać innym jego oceny. „Inaczej więc brzmi zapis w protokole policyjnym »udział w manifestacji« a inaczej »udział w wywrotowym zgromadzeniu«; inaczej »udział w zamieszkach ulicznych«, a inaczej »udział w awanturach i burdach w miejscu publicznym«” (s. 59). Inaczej brzmią terminy o sprawowaniu władzy, a inaczej o sprawowanie dyktatury; inaczej o przywracaniu ładu i porządku publicznego oraz walki z terroryzmem, a inaczej o udziale w pacyfikacji, karnych ekspedycjach, walkach z partyzantką. Dlatego jedni z względu na poglądy ideologiczne mogą być dumni ze swego uczestnictwa, wyolbrzymiać swoją rolę w wydarzeniach lub choćby przypisywać sobie udział w miejscach wydarzeń, w których nikt ich nie widział. A jeszcze inni mogą starać się, pomniejszyć znaczenie swego udziału, zaprzeczyć swemu wpływowi na przebieg wydarzeń lub sprowadzać do roli nic nieznaczącego „trybiku i kółka” w mechanizmie władzy państwowej.

Pojęcie uczestnictwa i deklarowana bierność

Karwat analizuje jedną z podstawowych sprzeczności – między aktywnością poszczególnej osoby i deklarowaną przez nią biernością. Paradoksem, któremu ulega wielu uczonych specjalistów, są deklaracje, iż zajmują się oni swoimi problemami teoretycznymi, a polityka ich nie dotyczy i nie interesuje. Ekonomiści mają zajmować się gospodarką, filozofowie – filozofią, chemicy – chemią, nauczyciele – nauczaniem, a Pan Bóg ma troszczyć się o wszystko i wszystkich. Karwat udowadnia, iż czyjeś deklaruje o apolityczności nie świadczą o tym, iż polityka go nie dotyczy i iż nie jest współsprawcą wydarzeń i zmian politycznych. Wskazuje, iż niejednokrotnie bierność obywateli torowała drogę do władzy siłom, które w innym wypadku nie zdołałyby objąć władzy.

Wielce pouczający może okazać się przykład postawy niemieckiego pastora Martina Niemöllera, który początkowo poparł Hitlera, a później przez osiem lat siedział w więzieniach i obozach, aż do roku 1945. Dopiero po czasie zrozumiał swój błąd i mawiał: „Najpierw przyszli po socjalistów, ale ja milczałem, bo nie byłem socjalistą. Potem przyszli po związkowców i znów nie protestowałem, bo nie należałem do związków zawodowych. Potem przyszła kolej na Żydów i znowu nie protestowałem, bo nie byłem Żydem. Wreszcie przyszli po mnie i nie było już nikogo, kto wstawiłby się za mną”. Wydawało mu się, iż realizował swoje prawa podmiotowe, a później okazało się, iż był początkowo tylko „trybikiem i kółkiem” w czyichś rękach.

Kolaboracja

Przykładem zastąpienia obojętnego terminu uczestnictwa przez jednoznacznie wartościujący, jest użycie terminu kolaboracja. Pojęcie kolaboracja jest współcześnie jednoznacznie negatywnym, stygmatyzującym, kojarzącym się z dobrowolną zdradą narodową, powodowaną niskimi pobudkami. Oznacza rónież uczestnictwo w funkcjonowaniu instytucji okupanta, wspieranie działań przeciwko niepodległości własnego narodu, tolerowanie, wspieranie lub obsługiwanie organów represyjnych okupanta przeciwko ruchowi narodowowyzwoleńczemu.

Ze względu na ostrą wymowę terminu kolaboracja, bywa on używany i nadużywany choćby w stosunku do przeciwników politycznych w walce między siłami wewnętrznymi w czasie pokoju. Np. skrajne siły prawicowe przypisują byłym członkom PZPR zdradę narodową i agenturalną działalność na rzecz Związku Radzieckiego. Do historii przeszło wystąpienie Leszka Moczulskiego w sejmie. Rozszyfrowując skrót PZPR powiedział on o jej członkach „Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji”. Jak na ironię, sam został później oskarżony o dokonanie kłamstwa lustracyjnego, czyli nieprzyznanie się do współpracy ze służbami specjalnymi PRL i musiał polec przed sądami III RP. W ten sposób zatarta została różnica między precyzyjnym i uzasadnionym użyciem terminu (zdrada narodowa, w dodatku z niskich pobudek) a tym problematycznym (przykład: znalezienie się na Volksliście – bez własnych o to starań) i pojęciowym nadużyciem (jak w atakach na „Wronę”, czyli Wojskową Radę Ocalenia Narodowego).

Menadżerów, którzy wspierają politykę gospodarczą i sojusze międzynarodowe, nie licząc się z interesami własnego narodu i mas pracujących, sowicie za to wynagradzanych przez kapitał międzynarodowy, słusznie określa się mianem kompradorskiej oligarchii. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, iż podstawą oceny i nakazów moralnych w takich wypadkach zawsze pozostają bieżące interesy klasowe i oceny polityczne, ale często również osobiste poglądy i interesy oskarżycieli. Status kompradora może być zatem albo analogiczny albo tożsamy z kolaboracją.

Na historyczno-poznawczy aspekt kolaboracji zwrócił uwagę Maurice Merleau-Ponty. Jego zdaniem, gdy historia jest otwarta, gdy waży się wynik rozwoju danej sytuacji historycznej, problem oceny kolaboracji w dłuższej perspektywie czasowej jest niejednoznaczny. Osoba może być oskarżona o świadomą kolaborację lub zostać uznana za zmuszoną do roli „trybiku lub kółka”. Siły przejściowo pokonane, gdy emocje są jeszcze żywe i uda im się odzyskać władzę, skłonne są ludzi związanych z systemem okupacyjnym oskarżać o świadomą kolaborację i wszelkie niegodziwości. To zwycięzcy określają bowiem kto i wobec kogo był kolaborantem i zdrajcą, zrobił coś, co miało być sprzeczne z oczywistością i jedyną koniecznością historyczną. Tymczasem, jak pisał Merleau-Ponty, rozwijająca się historia potrafi być zwodnicza: „Historia ma swego rodzaju urok: pobudza ludzi do działania, kusi ich; oni sądzą, iż podążają w tym kierunku, w którym ona zmierza i nagle wymyka się ona, wynik się zmienia, dowodząc siłą faktów, iż było możliwe co innego. Ludzie, których porzuciła i którzy sądzili, iż są tylko jej wspólnikami, okazują się nagle inicjatorami zbrodni, do której ona ich zainspirowała. I nie mogą szukać usprawiedliwień ani zrzucić z siebie części odpowiedzialności. Bo w tym samym momencie, gdy podążali za pozorną tendencją historii, inni decydowali się iść pod prąd, angażowali swoje życie w inną przyszłość. Nie było to zatem ponad ludzkie siły”.

Pokonani kolaboranci mogli mieć w czasie okupacji swoje racjonalne i szlachetne powody do współpracy z okupantem. Ale z chwilą klęski okupanta ich racje przestają się liczyć, gdyż sam fakt uczestnictwa w instytucjach okupanta przesądza z reguły o wszystkim. Byli kolaboranci muszą zostać osądzeni, a usprawiedliwić ich może tylko ścisła kooperacja z prześladowanym przez okupanta ruchem oporu.

Rodzaje członkostwa i sprzeczności uczestnictwa


Tego rodzaju zmiany ocen uczestników wydarzeń i procesów są możliwe, ponieważ uczestnictwo jest sprzecznością. Od rodzaju członkostwa poszczególnych osób w określonej organizacji czy społeczności zależy forma uczestnictwa w życiu organizacji czy społeczności. Karwat rozróżnia członkostwo rzeczywiste, subiektywne, strukturalne, intersubiektywne, przynależność z własnego wyboru, przynależność narzuconą, członkostwo symultaniczne. Szczególnie silna jest przynależność motywowana ideologicznie. Wewnątrz uczestnictwa Karwat wskazuje całą gamę przeciwieństw: między przywódcami i masami, między świadomymi i nie w pełni świadomymi członkami, między przywódcami i teoretykami organizacji, pomiędzy poszczególnymi grupami w łonie organizacji, między członkami wynikające ze społecznego podziału pracy i roli w społecznej organizacji produkcji, wynikające z przynależności do różnych klas społecznych, różnych narodów i wyznań religijnych. Możliwe są zmiany przynależności, ale trzeba widzieć ich społeczno-ekonomiczne i kulturowe przyczyny. Ludzie są zróżnicowani i nie zawsze akceptują wszystkie założenia ideowo-programowe organizacji – dlatego Karwat pisał o elementarnym i selektywnym uczestnictwie. Każdy uczestnik przeżywa rozterki i chwile zwątpienia w sens swego uczestnictwa lub kierunek aktywności otaczających go ludzi.

Rola jednostki ludzkiej jest ograniczona stosownie do ram konkretno-historycznych


Przy poruszeniu problemu sprzeczności między przywódcą (przywódcami) a masami warto jest powrócić do problemu „kultu jednostki”, który w mniejszym lub większym stopniu wystąpił we wszystkich krajach, które wkroczyły na drogę budowy socjalizmu. Upadek „realnego socjalizmu” pozwala na bardziej obiektywną analizę, wolną od tendencyjności krytyki „kultu jednostki” i krytyki socjalizmu z okresu zimnej wojny oraz pokusić się o ukazanie „kultu (roli) jednostki” na tle społecznej rzeczywistości i doświadczeń procesu dziejowego. Chodzi o to, iż każdy system ustrojowych wynaturzeń i deformacji, podobnie, jak każde zjawisko społeczne jest, produktem konkretnych stosunków spo­łecznych: potrzeb, interesów, dążeń i ukształtowanych przez nie tendencji, a zatem, dziełem określonych sił społecznych – klas, warstw, narodów itd., itp. Żaden człowiek, choćby nie wiadomo o jak wielkiej przypisywanej mu przez propagandę charyzmatyczności, nieograni­czonej władzy i nadzwyczajnych zdolnościach intelektualnych i cechach charakteru, nie może „stworzyć” systemu politycznego, zgodnie z własnymi planami, jeżeli nie wyraża w swej działalności potrzeb, celów, interesów i dążeń konkret­nych sił społecznych i nie korzysta zarazem z ich aktywnego uczestnictwa, organizacyjnego i materialnego poparcia. Potrzeby, plany i marzenia konkretnych przywódców kształtowane są przez konkretne warunki historyczne, ale jest on jednocześnie podmiotem i przedmiotem tych procesów.

„Jeśli więc chodzi o to, ażeby zbadać siły napędowe, które – świadomie lub nieświadomie, a bardzo często właśnie nieświadomie – kryją się poza pobudkami historycznie czynnych ludzi i stanowią adekwatne, ostateczne siły napadowe historii, muszą nas intereso­wać nie tyle pobudki działania poszczególnych, chociażby najwy­bitniejszych ludzi, ile pobudki wprawiające w ruch olbrzymie masy, całe narody, a w łonie każdego narodu z kolei całe klasy”. Czasem wydaje się, iż o wyniku walk decydują starcia i dysputy największych wodzów i filozofów. Tymczasem, jak pisał Engels w liście do Józefa Blocha z 1890 roku, „historia rozwija się w ten sposób, iż wynik końcowy rodzi się zawsze z konfliktów między dążeniami wielu jednostek, przy czym każde z nich określane jest z kolei przez mnóstwo szczególnych warunków życiowych. Tak zatem z niezliczonego mnóstwa krzyżujących się wzajemnie sił, z nieskończonego zbioru równoległoboków sił wynika wypadkowa – wydarzenie historyczne, które samo może być z kolei traktowane jako wytwór siły działającej, jako całość nieświadomie i bezwolnie. Albowiem temu, czego chce każda poszczególna jednostka, przeszkadza każda inna, a wynika z tego w rezultacie coś, czego nikt nie chciał”.

A zatem dążenia poszczególnych osób, źródło swe mają w istniejących stosunkach społecznych i będących u ich podstawy stosunkach ekonomicznych. Marks, w odniesieniu do roli kapitalisty i właściciela ziemskiego w historycznym rozwoju, pisał, iż „o osoby idzie tu o tyle tylko, o ile są uosobieniem kategorii ekonomicznych, przedstawicielami określonych stosunków i interesów klasowych. Mój punkt widzenia ujmuje rozwój ekonomicznej formacji społeczeństwa jako proces przyrodniczo-historyczny; dlatego też w mniej­szym stopniu niż jakikolwiek inny punkt widzenia może on obar­czać jednostkę odpowiedzialnością za stosunki, których sama, społecznie biorąc, pozostaje wytworem, choćby je subiektywnie przerastała”.

Z tego jednak nie wynika, iż wybitne jednostki nie wywierają określonego wpływy na stosunki społeczno-polityczne: „cechy osobiste postaci kierowniczych stanowią o indywidualnym obliczu wydarzeń historycznych i element przypadkowości […] zawsze odgrywa pewną rolę w przebiegu wydarzeń, którego kierunek określają ostatecznie tak zwane przyczyny ogólne, tzn. w gruncie rzeczy rozwój sił produkcyjnych i określony przezeń stosunek wzajemny ludzi w społeczno-ekonomicznym procesie produkcji”. ale choćby „Wielki człowiek jest wielki nie dlatego, iż jego cechy osobiste nadają indywidualne oblicze wielkim wydarzeniom historycznym, ale dlatego, iż obdarzony jest adekwatnościami, które czynią go najbardziej zdolnym do służby na rzecz wielkich potrzeb społecznych swego czasu, które zrodziły się pod wpływem przyczyn ogólnych i specyficznych”. Wybitna jednostka jest z jednej strony wytworem rozwijających się stosunków społecznych, i dlatego z drugiej strony właśnie dlatego może wpływać na ich rozwój, stać się bohaterem na konkretnym etapie historycznym. ale jest „Bohaterem nie w tym sensie, jakoby mógł powstrzymać lub zmienić naturalny bieg rzeczy, ale w tym, iż jego działalność jest świadomym i wolnym wyrazem tego koniecznego i nieświadomego biegu. W tym całe jego znaczenie, w tym – cała jego siła, ale znaczenie to jest olbrzymie, siła – straszliwa”.

Wielcy politycy w roli „trybiku i kółka”?

Wielcy politycy przedstawiani są często jako wszechmogący, wszystko kontrolujący, mający decydujący i wyłączny wpływ na funkcjonowanie całego aparatu państwowego i przebieg procesów społecznych. Teza przeciwna, iż osoby takie mogą być również tylko „trybikiem i kółkiem” w systemie politycznym, budzi zdziwienie i niedowierzanie. Dotyczy to również rządów Józefa Stalina i kultu jego osoby oraz na­stępstw z nim związanych. Metoda wyjaśniania kwestii tzw. stalinizmu nadzwyczajnymi cechami charakteru Stalina, oznaczała nie tylko obdarzanie Stalina cechami boskimi, ale służyła utrwalaniu rzeczywistych źródeł defor­macji i kryzysu „realnego socjalizmu”. Zresztą, żaden szanujący się antykomu­nistyczny polityk lub uczony, nie traktował poważnie tezy, iż kryzys socjalizmu w latach 80-tych 20 wieku, był dziełem zmarłego w 1953 roku Stalina.

Kult osoby Stalina, podobnie jak każdy „kult jednostki” w innych krajach, wyrastał bowiem na tle szczególnych stosunków historycznych, a jednocze­śnie, wraz ze swoim rozwojem, wywierał na te stosunki niezaprzeczalne piętno. Zapomina się, iż towarzyszyła mu jednak jednocześnie niespotykana aktywność mas pracujących i uczestnictwo o niesłychanej ofiarności oraz wiara w lepsze jutro na ziemi. U podstaw aktywności, takiej osoby jak Józef Stalin, leżały więc konkretno-historyczne interesy mas pracujących, utrzymujące się stare i powstające nowe sprzeczności oraz istniejące stosunki ustrojowe. Jednak w uczestnictwie Stalina w wielkim procesie historycznym trudno doszukać się tak powszechnego dzisiaj, dążenia do korzyści osobistych, skoro na jego majątek osobisty złożyło się kilkaset rubli i 20 000 książek, które gromadził przez całe życie.


W badaniach historycznych nad źródłami „kultu jednostki”, z jednej strony – nie powinno się abstrahować, obok wszystkich innych czynników, również od tego, iż „Mitotwórcza siła wyobraźni ludu zawsze znajdowała wyraz w wynajdywaniu »wielkich ludzi«”[x]. A w wynajdywaniu „wielkich ludzi” historycy i politycy są, jak powszechnie wiadomo, niezmordowani. Z drugiej strony, nie powinno się oce­niać przeszłości z perspektywy warunków, zdobytych doświadczeń i wiedzy nowego pokolenia. Tymczasem już od ponad 70 lat publiczne potępienie „kultu jednostki” i osoby Józefa Stalina, jego dokonań, domniemanych cech charakteru i założeń ruchu komunistycznego jest przyjmowane wśród większości historyków i polityków jako klucz otwierający drogę do uczestnictwa na niwie naukowej i kariery politycznej. Taka mentorska paplanina i pouczanie kolejnych pokoleń jest manipulatorskim misterium, mającym postawić tamę myśleniu mas o politycznym uczestnictwie w określonym kierunku.


Nie oznacza to, iż aktywność polityków poprzednich pokoleń nie podlega ocenie, ale nie należy zwłaszcza mylić przyczyn ze skutkami i pomijać przyczyn pierwotnych. „Zasługi historyczne ocenia się nie według tego, czego nie dały postacie historyczne w porównaniu ze współczesnymi wyma­ganiami, ale według tego, co dały nowego w porównaniu ze swymi poprzednikami”[xi]. Niesłychana presja polityczna i organizowana blokada epistemologiczna sprzyjają powierzchownym opiniom i sztampowym poglądom. „Zjawiska przypadkowe i cechy osobiste wybitnych ludzi są bez porównania bardziej dostrzegalne niż głęboko tkwiące przyczyny ogólne”.

W rozważaniach o Stalinie pomijano jednak problem zwrotnego oddziaływania stworzonego po Rewolucji Październikowej systemu politycznego na samego Stalina. Tymczasem w ostatnich latach pojawiają się prace rosyjskich historyków dowodzących, iż po 1947 roku Stalin praktycznie nie sprawował władzy, a choćby iż w ostateczności został zamordowany celowo lub poprzez bierność swoich najbliższych współpracowników. O tym, iż Stalin nie mógł przeciwstawić się systemowi, choćby gdyby tego chciał, może świadczyć zniesienie tak zwanego „partyjnego maksimum”.

„Partyjne maksimum” polegało na tym, iż członkowie partii piastujący kierownicze stanowiska mieli faktycznie niższe zarobki niż osoby bezpartyjne na tym samym stanowisku. Różnica pomiędzy pensją na danym stanowisku a „partyjnym maksimum”, była przekazywana do kasy partyjnej. „Partyjne maksimum” było pomyślane jako bariera przeciwko napływowi karierowiczów w szeregi partii. Zniesienie jego odpowiadało więc interesom członków partii na kierowniczych stanowiskach i ich rodzinom, otwierało partię dla ludzi, których uczestnictwo złożyło się na to, co nazwano tendencjami biurokratycznymi, skutkowało ograniczeniem krytyki i samokrytyki, a zatem konserwowaniem i uwstecznianiem całego systemu politycznego. Pomija się milczeniem fakt, iż Stalin czterokrotnie składał rezygnację ze swojej funkcji: w 1925, 1926, 1927 i w 1952 roku. System funkcjonował tak, iż choćby wrogowie Stalina czuli się za jego plecami bardziej bezpiecznie i głosowali za pozostaniem jego na stanowisku, chociaż miał już wówczas 74 lata i parę miesięcy później zmarł.

Wydaje się, iż wszechmocny Stalin i „kult jednostki” są na antypodach postawy pastora Niemöllera, zdominowanego przez okoliczności i system polityczny. Ale czy tak jest rzeczywiście? Dla tych, którzy chcą zgłębiać ich przypadki, pomocne może okazać się rozróżnienie przez Karwata biernej i czynnej strony uczestnictwa, która uzależniona jest od kierunku przepływu informacji, energii, oczekiwań i wymagań od jednostki ku jej otoczeniu lub przeciwnie (s. 184-187). Bierna strona określona jest tylko przez sam fakt przynależności do jakiejś zbiorowości, niemniej jednak dana osoba może wówczas, choćby nie działając, wywierać wpływ na losy tej zbiorowości. Np. nie biorąc udziału w wyborach toruje drogę do władzy określonym siłom politycznym – czyli „niegłosujący też wybierają”. Zdaniem Karwata bierność jednostki „nie zmienia faktu, iż staje się ona sprawcą (co najmniej współsprawcą) pewnych stanów rzeczy, sytuacji, zdarzeń, zmian; choćby jako odbiorca dóbr, świadczeń, darów, pomocy, jako beneficjent pewnych zmian, do których sam się nie przyczynił itd. Nie jest również tak, iż czyjś zupełnie bierny status »nic nie kosztuje« danej całości ani tych współuczestników, którzy chcą jej biernością się posługiwać i nią sterować. Przeciwnie, bierny element całości społecznej (w tym – wtórnie bierny, ubezwłasnowolniony) wymaga obsługi, nakładów” (s. 189). Destrukcyjna, ale korzystna dla jakichś sił, może okazać się bezczynność osób odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji, ale niezdolnych do jakichkolwiek działań. W pewnych okolicznościach, Stalin choćby nie działając (zajmując tylko swą funkcję polityczną) wywierał wpływ na pewne procesy dzięki sprawności samego systemu politycznego, w tym systemu represji. Wiadomo bowiem, iż Stalin nie mógł wiedzieć o tym, co się działo od Kijowa do Władywostoku i „wykroczeniach” poszczególnych osób kierowanych do gułagów. Wiadomo też, iż w WKP(b) trwała ostra walka polityczna, a skala represji była choćby przedmiotem rywalizacji lokalnych przywódców partyjnych. W ślad za przepisami kodeksu karnego, należałoby wyróżnić w związku z tym sprawców głównych i bezpośrednich oraz pomocników i podżegaczy. Uczestnictwo może być bowiem, jak pisze Karwat, bezpośrednie i pośrednie.

Kapitalistyczni biznesmeni kierując swymi firmami, nie chcą kryzysów gospodarczych i politycznych. Ale istniejący system i ich funkcjonowanie w nim do tego doprowadzają co jakiś czas. Można by powiedzieć, iż są niewinnymi „trybikami i kółkami” w tym systemie – tylko iż nauka ekonomii wskazuje konsekwencje jego funkcjonowania. Biznesmeni realizowane są jednak przy swojej praktyce, bo takie są ich prywatne interesy, ale te często są ukrywane i maskowane innymi społecznymi i szlachetnymi motywami.

Edward Karolczuk

Pełen tekst ukaże się w najbliższych numerach „Myśli Polskiej”.
Idź do oryginalnego materiału