Krzysztof Gawkowski zapowiada dalszą walkę o podatek cyfrowy od globalnych platform. Kierunek odpowiada polskiemu interesowi: firmy zarabiające na naszym rynku powinny uczciwie uczestniczyć w finansowaniu państwa. O wyniku przesądzi jednak konstrukcja daniny, bo źle napisane przepisy uderzą w polskich przedsiębiorców i konsumentów.
Gawkowski chce twardej ręki wobec big techów
Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski podtrzymuje plan wprowadzenia podatku cyfrowego. W rozmowie przywoływanej przez portal Money.pl przekonywał, iż Polska powinna brać przykład z gospodarczego podejścia Donalda Trumpa: wymagać inwestycji, miejsc pracy i realnego wkładu w krajową gospodarkę. Zapowiedział też twarde traktowanie wielkich korporacji, które czerpią zyski z polskiego rynku.
Sam punkt wyjścia jest słuszny. Państwo nie może godzić się na system, w którym lokalny przedsiębiorca płaci CIT, zatrudnia ludzi i ponosi koszty regulacji, a globalna platforma obsługuje miliony polskich użytkowników, ale znaczną część zysku rozlicza poza Polską. Suwerenność gospodarcza zaczyna się tam, gdzie państwo potrafi egzekwować równe reguły wobec najsilniejszych uczestników rynku.
Projekt wymaga precyzji
Ministerstwo Cyfryzacji pracowało nad koncepcją 3-procentowej daniny od określonych usług cyfrowych. Wśród rozważanych obszarów znalazły się reklama ukierunkowana, cyfrowe platformy pośredniczące między użytkownikami oraz odpłatne przekazywanie danych. Według przedstawianych założeń podatek miałby być pomniejszany o CIT zapłacony w Polsce. Takie rozwiązanie ma ograniczać ryzyko podwójnego obciążenia firm, które już uczciwie rozliczają się z polskim fiskusem.
Na tym właśnie rozstrzygnie się sens całego projektu. Danina powinna obejmować podmioty o wielkiej skali działalności, zdolne do przenoszenia zysków między jurysdykcjami. Nie może stać się kolejną szeroką opłatą, którą platformy wpiszą w cenniki reklam, prowizje sprzedawców i koszty usług chmurowych. W takim wariancie formalnie zapłaci zagraniczny koncern, a faktycznie rachunek trafi do polskiego sklepu internetowego, wydawcy i klienta.
Potrzebne są więc progi wyłączające mniejsze firmy, czytelna definicja przychodu uzyskanego na polskim rynku oraz mechanizmy kontrolujące przerzucanie kosztów na kontrahentów. Bez tego polityczne hasło o opodatkowaniu gigantów zamieni się w kolejne obciążenie krajowej gospodarki.
Sojusz z USA nie oznacza podatkowego poddaństwa
Plan budzi sprzeciw administracji amerykańskiej. Donald Trump groził wysokimi cłami państwom nakładającym podatki od usług cyfrowych dotykające amerykańskie koncerny. Polska musi potraktować tę reakcję poważnie, ponieważ Stany Zjednoczone są naszym najważniejszym sojusznikiem wojskowym. Nie znaczy to jednak, iż Waszyngton ma ustalać polskie prawo podatkowe.
Dojrzały sojusz opiera się na wspólnych interesach i negocjacjach, a nie na rezygnacji z własnych kompetencji. Warszawa powinna jasno oddzielić współpracę obronną od zasad działania korporacji na polskim rynku. Jednocześnie rząd ma obowiązek policzyć możliwe koszty odwetu handlowego i przygotować argumenty, które pokażą, iż danina nie jest wymierzona w firmy z jednego państwa, ale w określony model działalności.
Pieniądze muszą pracować dla polskiego kapitału
Gawkowski zapowiadał, iż wpływy z podatku mogłyby wspierać polskie firmy technologiczne, startupy, rozwiązania chmurowe i media. To adekwatny cel, o ile środki nie rozpłyną się w budżecie. Ustawa powinna wskazać przejrzysty sposób ich wykorzystania, kontrolowany publicznie i nastawiony na rozwój krajowych kompetencji.
Polska nie potrzebuje symbolicznej wojny z big techami. Potrzebuje skutecznego prawa, które wyrówna konkurencję i zatrzyma część wartości tworzonej przez polskich użytkowników. Stawką są ceny usług, kondycja rodzimych przedsiębiorstw i zdolność państwa do samodzielnego kształtowania rynku cyfrowego. Twardość bez rachunku kosztów byłaby pozą. Uległość wobec korporacyjnej presji byłaby rezygnacją z suwerenności.










