W nocy z 29 na 30 lipca polskie systemy wykryły obiekty zagrażające naszej przestrzeni powietrznej. Jeden z nich spadł w rejonie Tarnawy-Kolonii. Władze Ukrainy wskazały na rosyjski pocisk Ch-101, a premier Donald Tusk przekazał później, iż wszystko na to wskazuje. Dla Polski jest to alarm dotyczący realnej ochrony granicy, a nie temat do zamknięcia jednym komunikatem.
Obiekt zniknął z radarów nad Polską
W nocy z 29 na 30 lipca Rosja prowadziła kolejny atak powietrzny na Ukrainę. Polskie systemy radiolokacyjne wykryły dwa pociski, które mogły bezpośrednio zagrozić naszemu terytorium. Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych był gotów wydać rozkaz ich zestrzelenia.
O godz. 3.40 nad Polską wykryto niezidentyfikowany obiekt lecący na zachód. Do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano samolot F-16. Sześć minut później obiekt zniknął z zobrazowania radarowego, zanim został jednoznacznie zidentyfikowany. Wojsko wysłało następnie śmigłowiec Mi-24 w rejon ostatniego wskazania. Załoga odnalazła prawdopodobne miejsce upadku na niezabudowanym terenie w pobliżu Tarnawy-Kolonii w województwie lubelskim.
Na polu znaleziono krater oraz rozrzucone szczątki. Teren zabezpieczyły służby. Do działań skierowano między innymi policję, Żandarmerię Wojskową i odpowiednie zespoły poszukiwawcze. Nie podano informacji o osobach poszkodowanych.
Kijów wskazał na rosyjski Ch-101
Szef ukraińskiej dyplomacji poinformował, iż na Lubelszczyźnie spadł rosyjski pocisk manewrujący Ch-101. Pierwsze polskie komunikaty nie potwierdzały jeszcze ani typu, ani pochodzenia obiektu. Później premier Donald Tusk powiedział, iż wszystko wskazuje właśnie na rosyjski Ch-101. Zastrzegł zarazem, iż państwo chce mieć całkowitą pewność co do rodzaju pocisku i tego, kto go wystrzelił.
Ta kolejność ma znaczenie. Odpowiedzialne państwo nie może ogłaszać wyniku badania szczątków przed zakończeniem pracy specjalistów. Nie wolno jednak zasłaniać procedurami zasadniczego faktu: uzbrojony obiekt przeleciał nad polskim terytorium i spadł daleko od granicy. o ile analiza potwierdzi rosyjskie pochodzenie pocisku, będzie to następny skutek wojny prowadzonej przez Moskwę przeciw Ukrainie, który bezpośrednio dotknął Polski.
Ch-101 jest pociskiem manewrującym odpalanym z rosyjskich bombowców i używanym do uderzeń na Ukrainę. Tego rodzaju broń może lecieć na małej wysokości, co utrudnia jej wykrycie i skraca czas na reakcję. Samo rozpoznanie zagrożenia przez radary jest ważne, ale dla obywatela ostateczny sprawdzian brzmi prosto: czy obiekt zostanie zatrzymany, zanim spadnie w pobliżu domu, szkoły albo zakładu pracy.
Wojsko zareagowało, ale pocisk spadł
Z dostępnych informacji wynika, iż system obserwacji pracował, dowództwo śledziło sytuację, a F-16 został skierowany do przechwycenia. To trzeba odnotować uczciwie. Równie uczciwie trzeba powiedzieć, iż obiekt nie został zestrzelony i zakończył lot na polskim polu. Tym razem miejscem upadku był teren niezabudowany. Bezpieczeństwa państwa nie można jednak budować na szczęściu.
Wyjaśnienia wymaga czas wykrycia obiektu, przebieg jego trasy oraz powód, dla którego nie doszło do skutecznego przechwycenia. Opinia publiczna powinna też poznać odpowiedź na pytanie, czy dowódca miał pełny obraz sytuacji wystarczająco wcześnie, by użyć środków bojowych bez stworzenia większego zagrożenia na ziemi. Takie informacje mogą być częściowo niejawne, ale państwo ma obowiązek przekazać obywatelom rzetelny opis zdarzenia i wnioski organizacyjne.
Polska potrzebuje warstwowej obrony powietrznej. Drogie zestawy dalekiego zasięgu nie wystarczą do osłony całego kraju przed każdym typem celu. Potrzebne są sprawne radary, lotnictwo, systemy krótkiego zasięgu oraz szybkie procedury decyzyjne. Najważniejsza jest zdolność połączenia tych elementów w jeden system, który nie kończy pracy na wykryciu zagrożenia.
Wschodnia granica nie może być strefą ryzyka
Mieszkańcy Lubelszczyzny nie mogą przyzwyczajać się do alarmów, huku i poszukiwań szczątków. Państwo ma chronić każdy powiat z taką samą powagą, z jaką osłania stolicę i największe bazy wojskowe. Wschodnia Polska nie jest buforem, na którym można testować cierpliwość społeczeństwa. To integralna część Rzeczypospolitej.
Incydent powinien też przynieść jasny sygnał dyplomatyczny wobec Moskwy i pełną wymianę danych z sojusznikami. Obrona polskiego nieba pozostaje jednak odpowiedzialnością polskiego państwa. NATO wzmacnia nasze możliwości, ale żaden sojusz nie zastąpi własnych radarów, dyżurów bojowych i decyzji podejmowanych we właściwym momencie.
Stawką jest życie Polaków i wiarygodność państwa. Po zakończeniu badań szczątków rząd oraz wojsko muszą przedstawić fakty, wskazać luki i podać sposób ich usunięcia. Krater na polu nie może zostać kolejnym zdarzeniem, które znika z debaty wraz z końcem medialnego dnia.
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości
















