Wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka zapowiedziała, iż informacje o poderwaniu polskich myśliwców w związku z niebezpieczną sytuacją na Ukrainie będą przekazywane SMS-em. To potrzebna korekta po incydencie z rosyjskim pociskiem Ch-101, ale sama wiadomość nie zastąpi sprawnego systemu ostrzegania ludności.
Zapowiedź po rosyjskim incydencie
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, wiceminister obrony narodowej, poinformowała w poniedziałek 10 sierpnia w rozmowie z Wirtualną Polską, iż obywatele mają dostawać SMS-y, gdy w związku z niebezpieczną sytuacją na Ukrainie poderwane zostaną polskie myśliwce. Sprawę opisało także Radio Maryja. Według medialnych relacji zapowiedź jest następstwem wniosków po incydencie z rosyjskim pociskiem Ch-101, który 30 lipca naruszył polską przestrzeń powietrzną.
To ruch konieczny. Nie dlatego, iż państwo ma siać strach. Przeciwnie: ma uciąć chaos. jeżeli nad wschodnią flanką NATO robi się niebezpiecznie, a polskie dyżurne maszyny idą w powietrze, obywatel nie może składać obrazu sytuacji z wpisów w mediach społecznościowych, plotek i półoficjalnych komunikatów.
SMS to początek, nie tarcza
Wiceminister przekonuje, iż system wojskowy zadziałał tak, jak powinien. choćby jeżeli tak było po stronie operacyjnej, pozostaje druga część państwowej odpowiedzialności: informacja dla ludzi. W czasie zagrożenia techniczna poprawność procedur wojskowych nie wystarcza, jeżeli mieszkańcy przygranicznych powiatów nie wiedzą, co słyszą, co oznaczają syreny i czy mają podjąć konkretne działania.
Właśnie dlatego temat Alertu RCB przy poderwaniu myśliwców jest ważniejszy niż jednorazowy spór o komunikat. Chodzi o wiarygodność państwa. Polska pomaga Ukrainie w oporze przeciw Rosji, ale polski rząd ma najpierw obowiązek wobec własnych obywateli. Bezpieczeństwo rodzin w Lublinie, Chełmie, Zamościu czy Rzeszowie nie może być dodatkiem do konferencji prasowej.
Czym jest Alert RCB
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wyjaśnia, iż Alert RCB to system SMS-owego powiadamiania ludności o zagrożeniach. Jest używany w sytuacjach nadzwyczajnych, gdy występuje prawdopodobieństwo bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia na znaczącym obszarze. RCB podaje też, iż komunikaty powstają na podstawie informacji z ministerstw, służb, urzędów centralnych i wojewódzkich.
To ważne, bo alert nie jest zwykłym SMS-em informacyjnym. Nie trzeba się na niego zapisywać, nie wymaga aplikacji i trafia do osób znajdujących się na wskazanym obszarze. RCB podaje, iż najmniejszym obszarem wysyłki może być powiat. W praktyce oznacza to jedno: przy zagrożeniu powietrznym decyzja musi być szybka, precyzyjna i zrozumiała dla zwykłego człowieka.
Pytania, które muszą paść
Jeśli nowe alerty mają mieć sens, rząd powinien jasno odpowiedzieć na kilka pytań. Kto dokładnie podejmuje decyzję o wysłaniu SMS-a? Czy komunikat będzie obejmował tylko fakt poderwania myśliwców, czy także instrukcję zachowania? Czy mieszkańcy otrzymają informację o odwołaniu zagrożenia? Jak uniknąć sytuacji, w której zbyt częste alerty znieczulą ludzi na realne niebezpieczeństwo?
To nie są szczegóły dla urzędników. To sprawy życia codziennego. Rodzic musi wiedzieć, czy odebrać dziecko ze szkoły. Kierowca powinien wiedzieć, czy unikać danego rejonu. Samorząd musi wiedzieć, kiedy uruchomić własne procedury. Po rosyjskich atakach na Ukrainę oraz po wcześniejszych alarmach w regionach przygranicznych, takich jak alarm na Lubelszczyźnie, państwo nie ma prawa improwizować.
Polska musi mówić jednym głosem
Rosja prowadzi wojnę rakietową i dronową na Ukrainie, a skutki tej wojny dochodzą do polskiej granicy. Gdy Ukraina jest pod ostrzałem rakiet, polska obrona powietrzna, lotnictwo dyżurne i system ostrzegania ludności stają się elementami tej samej układanki. Nie wystarczy mieć myśliwce. Trzeba mieć państwo, które potrafi mówić do obywateli krótko, konkretnie i bez urzędniczego zamglenia.
SMS przy starcie myśliwców to minimum. Minimum potrzebne, ale przez cały czas minimum. Prawdziwy test przyjdzie wtedy, gdy komunikat będzie musiał dotrzeć w nocy, przy presji czasu, w atmosferze niepewności i przy rosyjskiej dezinformacji. Wtedy Polacy nie będą oczekiwać PR-owych formułek. Będą oczekiwać państwa, które wie, co robi, i mówi prawdę własnym obywatelom.
Źródło: Radio Maryja, Wirtualna Polska, TVN24, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.
Źródło: Radio Maryja













