Życie ludzkie to ciągłe ścieranie się różnych pragnień i ambicji z wymogami codzienności. Codziennie musimy podejmować decyzje, rozważać i analizować, co w danej chwili będzie najbardziej korzystne i możliwe do zrealizowania. Życie publiczne i polityczne jest oczywiście odwzorowaniem tego stanu rzeczy, ale w skali masowej, co – biorąc pod uwagę różnorodność ludzkich charakterów, nastrojów i postaw – zaostrza rywalizację pomiędzy pragnieniami i ambicjami a wymogami codzienności. Jak polscy realiści, osoby odwołujące się do różnorodnego dziedzictwa polskiej myśli politycznej, mogą dziś realizować swoje aspiracje i ambicje, a jednocześnie zachować pryncypia, nie poświęcając ich w imię dróg na skróty?
Śledząc rodzimą debatę publiczną, moglibyśmy dojść do wniosku, iż istnieją tylko dwie strony sporu politycznego. Dla osób funkcjonujących w oficjalnym, głównym przekazie medialnym będzie to generalny podział na Polskę Kaczyńskiego i Polskę Tuska. Z kolei dla osób czerpiących bieżące informacje głównie z mediów społecznościowych i internetu będzie to podział na siły systemowe i antysystemowe. Oczywiście w obu tych obrazach istnieją niuanse, ale większość obserwatorów i wyborców nie zaprząta sobie nimi głowy. Jednakże to właśnie z tych niuansów tworzy się rzeczywisty obraz sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. To właśnie im realiści polityczni powinni się szczególnie przyglądać i wyciągać odpowiedzialne wnioski.
Czy możemy dziś powiedzieć, iż polska polityka kieruje się realizmem politycznym? W pierwszym odruchu wielu czytelników prawdopodobnie zaprzeczy. Z drugiej strony ktoś stojący na uboczu mógłby zapytać, czym adekwatnie jest ten realizm polityczny. Czy za realizm polityczny możemy uznać dogmatyczne odrzucanie zaangażowania politycznego? A może za postawę realistyczną uznamy dogmatyczne angażowanie się w każdą kolejną formację wyborczą, która hałaśliwie deklaruje walkę z obecnym status quo nad Wisłą?
Dzisiejszy realista polityczny ma przystawiony do skroni metaforyczny pistolet i staje się zakładnikiem tych, którzy poddają się tej lub innej dwubiegunowej narracji. W obszarze oficjalnym, głównonurtowym ten, kto trzyma palec na spuście, przekonuje, iż „mimo wszystko ten” lub „mimo wszystko tamten”. W obszarze bardziej wywrotowym, internetowym, zza lufy słyszymy, iż „tylko ten lider zbawi Ojczyznę”. Ani kolejny lider nie zbawi Polski, ani wybór tzw. mniejszego zła nie okaże się optymalny.
Realizmem politycznym, który w obliczu obecnych zawirowań geopolitycznych oraz narastających problemów ekonomicznych może jednoczyć ludzi z najróżniejszych nurtów politycznych, jest zachowanie krytycznego myślenia i analizowanie zjawisk społeczno-ekonomicznych w perspektywie dłuższej niż najbliższe wybory. Jest to kształtowanie własnych postaw oraz postaw swojego środowiska, a nie wyłącznie kierowanie się ulotnymi nastrojami. Głosować można, a wręcz należy, ale na tym życie się nie kończy.
Można to wykazać na przykładzie stosunku Polaków do Ukrainy i narodu ukraińskiego, którego niemała część znalazła się po 2022 roku w naszych miastach. Czy narasta wobec nich sceptycyzm? Oczywiście, iż tak, i było to do przewidzenia ze względu na różnice kulturowe oraz rosnące koszty wspierania Kijowa przez państwo polskie. Tylko czy z tej ludowej niechęci sporej części społeczeństwa polskiego do słuchania na ulicach mieszanki języków ukraińskiego i rosyjskiego oraz do wspólnej obecności w szkołach i zakładach pracy wyrośnie głębsza refleksja nad błędami polskiej polityki wschodniej? Realistycznie patrząc, u niektórych ludzi tak, ale u większości te chwilowe nastroje nie przerodzą się w nic poważniejszego, gdyż osoby te raczej nie zetkną się z konstruktywną ofertą intelektualną i polityczną, wykraczającą poza prostą krytykę Ukrainy i Ukraińców. Realista dałby takiemu człowiekowi książkę czy link do tematycznego kanału w sieci, ale prędzej otrzyma on po prostu ulotkę jednego z komitetów, aby wiedział, jak ma zagłosować.
Może i faktycznie pójdzie zagłosować na ten, a nie inny komitet, ale chwilę po wyjściu z lokalu wyborczego nie bardzo będzie wiedział, za czym i po co głosował. Jego wybór będzie ulotny jak ta ulotka, a przecież wejście do Sejmu, a tym bardziej do rządu, to tylko pierwszy krok — ktoś potem musi codziennie bronić w społeczeństwie wdrażanej linii politycznej, aby przetrwała ona nadchodzące zawirowania.
Realizm polityczny jest dziś właśnie patrzeniem dalej i szerzej, a to we współczesnym społeczeństwie szybkiej konsumpcji i szybkiego obiegu informacji na pozór nie jest w cenie. Tyle iż gdy po paru latach – a taka jest minimalna perspektywa oceny zjawisk w życiu zbiorowym – przyjdzie czas podsumowania uzyskanych efektów, okaże się, iż bez tego „obciążającego” realizmu wczorajszy szantażysta, przekonujący do jednego wodza i jednego wyboru, jest już… przy nowym wodzu i kolejnym wyborze. Nastroje są ulotne, postawy trwałe i właśnie kształtowanie postaw należy uznawać za nadrzędny cel realizmu politycznego.
Krystian Jachacy









