Politycy PiS z Pomorza Zachodniego zażądali 11 września stałej obniżki VAT na paliwa z 23 do 8 proc. Podczas konferencji w Lubieszynie wskazali, iż ceny na stacjach zbliżają się do 9 zł za litr, a ich dalszy wzrost uderzy w rachunki kierowców, koszty transportu i ceny w sklepach.
Konferencja PiS przy dystrybutorach
Parlamentarzyści i samorządowcy Prawa i Sprawiedliwości z Pomorza Zachodniego wystąpili w piątek, 11 września, na stacji paliw w Lubieszynie. Miejsce nie było przypadkowe. To właśnie przy dystrybutorze kierowca widzi, ile kosztują decyzje podatkowe państwa i jak gwałtownie chwilowa osłona znika z domowego budżetu.
Poseł PiS Artur Szałabawka przekonywał, iż władza wykorzystuje drogie paliwo do łatania problemów budżetowych. Stwierdził też, iż podatki stanowią połowę ceny paliwa. To zarzut polityczny, który obciąża rząd odpowiedzialnością za poziom cen. Bezsporny pozostaje za to prosty mechanizm: im droższy litr paliwa, tym większe obciążenie dla kierowcy, przewoźnika i przedsiębiorcy.
Wysokie ceny na stacjach stały się dzień wcześniej przedmiotem ostrego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego pod adresem rządu. Lubieszyńska konferencja przeniosła ten spór z poziomu krajowych deklaracji na grunt regionu, gdzie samochód dla wielu rodzin jest koniecznością, a nie luksusem.
Postulat: VAT na paliwa na stałe na poziomie 8 proc.
Agnieszka Kurzawa, radna Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego, wezwała do trwałego obniżenia VAT na paliwa z 23 do 8 proc. Według jej wyliczenia taka zmiana mogłaby obniżyć cenę litra o około 1,5 zł. Polityk oceniła, iż gabinet Donalda Tuska powinien niezwłocznie wprowadzić rozwiązanie chroniące portfele mieszkańców.
Postulat dotyczy podatku, więc wymaga decyzji państwa, a nie dobrej woli sieci paliwowych. Rząd pokazał już, iż czasowa obniżka jest możliwa. Oficjalny program CPN obowiązywał od 17 do 31 sierpnia, a jego podstawą była redukcja VAT z 23 do 8 proc. oraz codziennie wyznaczane ceny maksymalne. Po zakończeniu programu stawka wróciła do wcześniejszego poziomu.
Rząd uzasadniał uruchomienie sierpniowej osłony zmiennością na światowych rynkach i napięciami geopolitycznymi. Ten zewnętrzny kontekst jest realny, ale nie usuwa krajowej odpowiedzialności za konstrukcję podatków. Warszawa nie ustala ceny ropy, może jednak decydować, jak duża część końcowego rachunku wynika z danin oraz jak długo obowiązuje mechanizm ochronny.
Problemem pozostaje trwałość takich działań. Dwutygodniowa ulga może chwilowo zmniejszyć rachunek przy kasie, ale rodzina i firma planują wydatki na miesiące. Wygaśnięcie CPN i powrót 23-procentowego VAT pokazały, iż bez długofalowej polityki kierowcy zostają wystawieni na gwałtowne zmiany kosztów.
Rząd wskazuje na koszt programu
Według stanowiska rządzących przytoczonego przez Radio Szczecin program „Ceny Paliwa Niżej” nie został przedłużony między innymi z powodu braku środków budżetowych. Obie odsłony osłony miały kosztować łącznie ponad 5 mld zł. To istotny argument w sporze, bo każdą ulgę podatkową trzeba zestawić ze stanem finansów publicznych.
Nie zwalnia to rządu z obowiązku przedstawienia Polakom jasnego wyboru i jego skutków. o ile budżet nie jest w stanie utrzymać niższego VAT, obywatele powinni usłyszeć, które wydatki mają pierwszeństwo przed ulgą dla kierowców i przedsiębiorstw. Samo stwierdzenie, iż pieniędzy nie ma, jest za mało precyzyjne przy obciążeniu dotykającym milionów gospodarstw domowych.
Potrzebne jest również uczciwe rozliczenie pojęcia „koszt programu”. Niższy VAT oznacza mniejsze dochody państwa, ale drogie paliwo także ma cenę: osłabia konsumpcję, podnosi wydatki firm i zwiększa presję na wynagrodzenia. Bilans powinien obejmować całe skutki dla gospodarki, a nie wyłącznie prostą kwotę brakującą w kasie fiskusa.
Droższe paliwo nie kończy się na stacji
Cena paliwa przechodzi na koszty przewozu towarów, usług mobilnych i pracy firm zależnych od transportu. Politycy PiS ostrzegają, iż po wygaszeniu CPN podwyżki dotrą także na sklepowe półki. Skala tego przełożenia zależy od branży i umów, ale kierunek nacisku kosztowego jest oczywisty. Paliwo jest częścią ceny niemal każdego produktu, który trzeba dowieźć do hurtowni lub sklepu.
Stawka dla Polski jest więc większa niż rachunek jednego tankowania. Chodzi o konkurencyjność krajowych firm, realną siłę płac i swobodę przemieszczania się rodzin poza wielkimi miastami. Państwo nie powinno traktować kierowcy jak wygodnego płatnika, do którego można wracać przy każdej luce w finansach. Rząd musi odpowiedzieć liczbami: ile kosztowałaby stała obniżka VAT, jak zostałaby sfinansowana i jaki byłby jej wpływ na ceny. Dopiero wtedy Polacy będą mogli ocenić, czy odmowa wynika z ekonomicznej konieczności, czy z politycznego wyboru.
Źródło: Radio Szczecin
Źródło: Radio Szczecin













